Przy okazji adminowi gratuluję niebywałej sprawności.
Z postów jasno wynika że o sztuce "inteligencja" polska nie ma pojęcia bo się o niej nie uczy. Nie uczy się również kultury i z postów tym zionie. Niestety nie ma też pojęcia o języku polskim choć się go uczy. Pozdrawiam miłośników reprodukcji słoneczników Van Goga i "Hołdu pruskiego" i "Bitwy pod Grunwaldem" Matejki.
Andrzej Dudek Duerer jest wielkim artystą. Dudek Duerer jest wielkim artystą. Duerer jest wielkim artystą, jest wielkim artystą, wielkim artystą, artystą.
co mnie wnerwia u wszystkich pseudo itp asp ludzie nie sa skoncentrowani na sztuce tylko 5 lat zabiegaja o to zeby poznac "wlasciwych" ludzi bywac i pokazywac sie i nie rozni sie to w zasadzie niczym od innych profesji albo jestes dostarczycielem swiezych donosow na wyscigi albo jestes ich przedmiotem tylko ze w wydaniu autystow egoistow wszystko jest jeszcze przegiete do kwadratu (czy aby kowalskiemu temu asystentowi sprzed 60 lat sie czasem dobrze nie powodzi? w takim razie co robi jak ie robi w naszym malym zawistnym smrodliwym grajdolku? zrobmy na ten temat sztuke albo scenariusz do reklamy to jest ich najwznioslejszy temat i troska)
Jak już wspominałem, szanowny opisany tu artysta Dudek Andrzej, człek ponoć pełen samych pozytywnych uczuć i w pełni zrównoważony, ma zwyczaj np. pluć dziecku do wózeczka, który stoi na klatce schodowej w domu, który mają pecha dzielić z artystą moi teściowie (bo dziecko czasem zapłacze piętro wyżej i tfu-rca wówczas cierpi). Zapewne jakiś nawiedzony krytyk, w rodzaju tego, który cytowany jest w tekście, mógłby i to plucie podciągnąć do rangi arcydzieła, z jakimś wydumanym, pseudointelektualnym uzasadnieniem, w rodzaju: Dudek DĂźrer nie poprzestaje na kurczowym przywiązaniu do jednego układu przedmiotowego. Dynamicznie reaguje też na rzeczywistość zastaną poza owym układem, tworząc doń aktualne komentarze artystyczne, zajmując wobec niej stanowisko niejako ad hoc, w czasie rzeczywistym. Znakomitym przykładem może być odwołanie się do jakże prostych, a przecież niesłychanie wymownych i mocnych w wyrazie środków, jak precyzyjne umieszczenie własnej plwociny w starannie wybranej przestrzeni dziecięcego wózeczka. Akcja ta, dokonana ukradkiem, zrazu poza zasięgiem widza-obserwatora-adresata, z upływem zaprzęgniętego w łańcuch twórczy czasu, zaskakuje tego ostatniego i wywołuje w nim natychmiast szereg silnych reakcji, nie pozostawia obojętnym, zmusza do przyjęcia jednej z zaproponowanych postaw: lęku, rezygnacji bądź gniewu. Adresat nie jest już w stanie przejść obojętnie wobec wózka z plwociną i sam - przemyślnie wciągnięty w tę misterną grę - wkracza w pole działania artysty, podejmuje kontrakcję (wyciera flegmę/bezskutecznie dobija się do drzwi DĂźrera/rzuca stekiem inwektyw), stając się, chcąc-nie chcąc, częścią Dzieła, marionetką w rękach twórcy. Wśród rozlicznych znaczeń, jakie niesie ze sobą Dzieło, możemy wyodrębnić ad exemplum kilka najważniejszych: oto zawierająca potężny ładunek emocjonalny (ale przecież także intelektualny) niezgoda na odwieczną wymianę pokoleń - starzejący się twórca wyraża plwociną sprzeciw wobec pojawiania się na świecie dzieci, symbolizowanych przez wózek, co czytelnie nawiązuje do znanych już wcześniej z twórczości Dudka DĂźrera motywów, jak wciąż-te-same-spodnie (w opozycji do spodni nowych), czy też sama reinkarnacyjna ciągłość tożsamości artysty, począwszy od pierwszego Albrechta DĂźrera, po jego obecne, siódme już wcielenie. Ale widać w Dziele również motywy nowe, oryginalne, otwierające kolejne pola dla działań i interpretacji działań Dudka DĂźrera: oto dobrze znana nam już idea "Ja-wewnątrz" zostaje uzupełniona o "ze Mnie-na zewnątrz", jakże lapidarnie i trafnie zamknięta w półpłynnej postaci flegmy, zawierającej samą istotę artysty; jego DNA, czy fragmenty treści przewodu pokarmowego, a więc tego, czym artysta żyje. I to właśnie ujęcie w jednej, pierwotnej formie zarazem duchowości i fizyczności tfu-rcy, de facto Wszystkiego co istotne, niemal Całości in extenso, stawia jego Dzieło w rzędzie najwybitniejszych osiągnięć artystycznych nowego tysiąclecia, czyni je Sztuką par excellence, przez największe "S". A co najważniejsze, pozostawia ono w nas nadzieję, że należy w najbliższym czasie spodziewać się dzieł kolejnych, utrzymanych w zbliżonej stylistyce, kto wie, może nawet tych przez wielkie "G".
hmm nie badz taki cwaniak przyjdzie taki dzien ze twoja chora wizja sie wreszcie zmaterjalizuej w twoim zyciu... jak ludzie przejza na oczy na jaka astronomiczna bzdure ida ich podatki i jakie zesze bezrobotnych zasilaja urzedy pracy po "akademi sztuk pieknych" i jakich artystow przyjmujecie do tych molohow.. zeby tylko robic pozory i pobierac pensje jak to bywalo za tamtych starych dobrych czasow... jak to mowi starodawna wschodnia madrosc nic nie trwa wiecznie jakbys jeszcze tego niewymedytowal przez te wszystkie lata "pracy" tak niezastapionej i niezbednej dla dobra ludzkosci :)
kolejny przyklad artysty ktory strzelil do prezydenta Narutowicza sklania mnie do refleksji nad poszukiwaniem wspolnego mianownikia ludzi sztuki....
mam pytanie ktore dreczy mnie od dluzszego czasu dlaczego Hitler nie istnieje w swiadomosci jako artsta a fakt o jego tworczosci jest wstydliwie przemilczany i ogolnie "zachacza" sie o temat ze kiedys cos tam kolekcjonowal czesciej jednak grabil podczas wojny otoz Hitler byl artsta rysowal akty martwa nature malowal nostalgiczne pejzarze w akwareli kwaty farba olejna czesto portretowal pogodne twarze kobiece i psie pyski
Pewnie wyroby PRL-owskiej fabryki. Co by nie mówić, może i siermiężnie wtenczas produkowano, ale za to jaka trwałość cechowała te wyroby! Pozazdrościć. Nie to co dzisiejsze produkty pochodzące z CCC czy Deichmanna, które po jednym sezonie sznurkiem trzeba wiązać.
Ciekawe czy ma te same skarpetki.Nap do kolan z grubej wełny
W latach 1939 - 1945 takie osobniki kończyły w obozach, gdzie uczono ich pracy.
To nie kwestia wylewania jadu z moich wnętrznąści . Redakcja przedstawia tego osobnika jako "artystę" - a to moim zdaniem nadużycie! Facetowi należy się dotacja, ale nie Ministerstwa Kultury tylko z opieki socjalnej.
Po co on to robi? Pewnie ,zeby wszystkich zaskoczyc ktoregos dnia ogoli sie na lyso i ubierze dres adidasa .
ja nosze to samo palto kupione za komuny,bo dzięki Wałęsie i jego nastepców nie stac mnie na nowe
Nie ma jak wyrzucić z siebie tonę jadu i poczuć się lepiej. Kochani rodacy.
Gościa pewnie czuć z kilometra. Zwykły nierób i tyle, nic sobą nie wnosi, żadnej wartości dodanej dla ludzkości. Co ten gość po sobie pozostawi temu światu, pocerowane stare gacie i cuchnące buciory. Przecież człowiek jest stworzony do tego aby pracować, wytwarzać lub przetwarzać. A ten tylko jeździ i żre i oddycha. Też mi performer.....zwykły leń, po śląsku elwer.