szukaj:
z ostatnich:

Jak spaść to z niskiego szczebla? A jak z wysokiego, to tylko konia?

dodane 2010-12-10 (12:12) 7 lat 5 dni 10 godzin i 12 minut temu
  A A A
 


Mijający tydzień zaczął się nienajlepiej. „Po 5 latach roztańczony show schodzi z anteny” – donosił sobotnio-niedzielny Fakt. "Szok i niedowierzanie!” – pisał Super Express – Na wiosnę nie zobaczymy Tańca z gwiazdami! Program powróci do nas dopiero za rok!” A więc – kamień z serca. Powróci! Ale co do tego czasu?!?
Na szczęście telewizja, podobnie jak przyroda, nie znosi próżni. Na wiosnę 2011 TVN przygotowuje nowy , dla odmiany rozśpiewany program, „X-Factory". A zatem, aby do wiosny! Choć, trzeba przyznać, nawet w tak niepięknych okolicznościach przyrody, a raczej pogody, jakie zaserwowała nam, na odchodne, tegoroczna jesień, na brak wrażeń narzekać nie możemy.

Ja na przykład jestem pod wrażeniem publikowanych przez Super Express fragmentów książki Kingi Rusin „Co z tym życiem?” To naprawdę poruszająca lektura. Już same tytuły wybranych fragmentów ( „ Śniła mi się wojna”, „ Chciałam skoczyć z okna”, „ W mojej rodzinie wszystkie kobiety były samotne”), żeby przekonać się, że z tym życiem nie ma lekko. W każdym razie, na pewno nie miała lekko Kinga Rusin.
„Z dzieciństwa pamiętam – wspomina gwiazda TVN – jak babcia często mówiła do mamy, że w naszej rodzinie kobiety, wcześniej czy później zostawały same i musiały sobie radzić bez niczyjej pomocy z tą samotnością. To mi ciągle brzmi w uszach jak ponura przepowiednia, bo zdanie to zawsze padało w trudnych, kryzysowych momentach. Jakby miało dawać silę mimo przeciwności losu, a jednocześnie odbierało nadzieję na coś innego i bardziej pozytywnego w życiu.”
Jak choćby, to już moja refleksja, wygrana w „Tańcu z gwiazdami”, prowadzenie programu „Dzień dobry, TVN” i „You can Dance” czy własnej firmy. A tak na marginesie…wydaje mi się, że kiedy kobieta po rozwodzie zastanawia się, czy założyć firmę, czy nową rodzinę, powinna zacząć od firmy. Na myśli o założeniu rodziny nie będzie już wtedy miała czasu.

Ale wracając do bestselleru Kingi Rusin. W innym jego fragmencie dziennikarka wspomina: - Jeszcze jako młoda żona dostałam lekcje życia od jednej z moich amerykańskich przyjaciółek. Powiedziała mi mianowicie, że w małżeństwie dobry seks ważniejszy jest jest niż jedność myśli i celów. Żeby być ze sobą długo i nie mieć siebie dosyć, trzeba mieć jakiś punkt odniesienia. I to powinien być seks.
Czyżby (tu znów już m o j a refleksja) w małżeństwie byłby to z n i k a j ą c y punkt? „Bo w relacji seksualnej – tłumaczy współautorka książki, psychoterapeutka, Małgorzata Ohme – trzeba się bardziej otworzyć, niemal obnażyć. I w przenośni, i dosłownie jesteśmy nadzy, a więc pozornie bezbronni. Bo jak kontrolować każdy fragment swojego ciała, pozycję, światło, oddech, siebie, partnera…zwariować można! – kończy psychoterapeutka. A zatem, myślę sobie, nie dajmy się zwariować. Może jednak seks nie jest najważniejszy? Może, przypomina mi się nazwa nowego stowarzyszenia, to „P o l s k a jest najważniejsza”? I może dlatego, były mąż Kingi Rusin, w s w o j e j książce pytał „Co z tą Polską?” Więcej pytań nie mam. Bo za daleko bym zabrnęła. Zostańmy przy książce Rusin „Co z tym życiem?”
- Łamiesz – mówi jej rozmówczyni – stereotyp, że każda kobieta, taka jak ty, odnosi same sukcesy miłosne. Im wyżej stoisz na drabinie, tym bardziej boisz się być z kimś blisko. Nigdy nie możesz być pewna, czy ów ktoś nie chce się po prostu dzięki tobie podciągnąć lub ciebie z drabiny zrzucić.

To może, myślę sobie, nie wspinać się tak wysoko? Jak spaść to z niskiego szczebla? A jak z wysokiego, to tylko konia? Bo przecież wiem z prasy kolorowej i tabloidów, że Kinga Rusin jeździ konno. I o czym to świadczy, oprócz tego, że prasa kolorowa i tabloidy wiedzą wszystko? Jak choćby to, że kiedy Alicja Bachleda - Curuś przyleciała na t a j n ą sesję zdjęciową do zakopanego, traktowano ją jak największą gwiazdę Hollywood. Trudno zresztą się dziwić. Co by nie mówić jest matką syna jednego z najsłynniejszych hollywoodzkich gwiazdorów, Colina Farrela. Ulokowano ją wiec w luksusowym hotelu i ubrano w horrendalnie drogie stroje słynnej projektantki mody, Karoliny Herrery, za ponad 600 tys. złotych. A ponieważ sesja była kręcona w klimacie świątecznym, sprowadzono, ekscytuje się Fakt, najprawdziwsze renifery.

To chyba oczywista oczywistość. Że nie chińskie podróbki. W końcu Alicja Bachleda- Curuś to matka syna samego… przepraszam. To już mówiłam. (n.s.) Ale tak mnie to cieszy, że powtórzę. Alicja Bachleda- Curuś jest, co by nie mówić, matką syna hollywoodzkiego gwiazdora, Colina Farrela. A co najważniejsze, o czym również dowiedział się Fakt, wierzy, że z Colinem to jeszcze nie koniec , że wszystko się między nimi ułoży i znów będzie dobrze. Dobrze, mówią złośliwi, to już było a ponieważ ja akurat złośliwa nie jestem, nabieram wody w usta.

Natomiast Patrycja Kazali nabiera sił na Kanarach. Udział w „Tańcu z gwiazdami” był ponoć tak męczący, że 22-letnia gwiazda opadła z sił. Parę dni temu udała się więc, z grupą przyjaciół, na zasłużony odpoczynek. Na jedną z Wysp Kanaryjskich. W promieniach słońca i w tak pięknych okolicznościach przyrody aktorka , pisze Fakt, z pewnością szybko nabierze sił do pracy. Zwłaszcza, że pracuje nad swą debiutancką płytą i musi mieć sporo energii do jej wypromowania.
A ponieważ każdemu, nawet jeśli nie pracuje nad płytą i nie jest mu potrzebna energia do jej promowania, to mimo wszystko przyda też przyda się odpoczynek, życzę wszystkim miłego (nawet jeśli nie na Kanarach) weekendu , a na kolejny przegląd prasy kolorowej i tabloidów zapraszam za tydzień.

oceń
0
0
Podziel się

Wiadomości powiązane

Stalińska w ekstazie
"Odrodzenie się" Weroniki Marczuk
Królowa się nie ściga
Ogrzewane kalesony z golfem
Cierpi nie za miliony, tylko za 10, góra 20 tys. za odcinek!

Opinie

Ocena: 0 [0]
~jr [2010-12-10 20:27]

startery
snów gwiezdnych - mam nadzieje, ze odpoczna, przemyślą .... a jak nei to bedzie rzeczywistość bo po "mocnym" moze być "mocniejsze" - nie zawsze tam gdzie trzeba. Bo rzeczywiscie umiejętnosć rezygnacji jest nei lada sztuką. I zdwoja przedsiewzieć - le[piej zaczynać od własnej działalnosci (firmowy znak) niż kolejnej rodziny, tym bardziej, ze w ciągu przyczynowo-skutkoweg jakby nie widać w swiadomości. PS Może staranniej wdrapywać sie na tą drabinę czy wierzch, to i pewniej by było.

odpowiedz