szukaj:
z ostatnich:

Kiedy ludzie naprawdę się kochają...

dodane 2012-02-14 (08:21) 5 lat 9 miesięcy 29 dni 19 godzin i 13 minut temu
  A A A
 


Serdecznie witam i zapraszam na tendencyjny przegląd prasy kolorowej i tabloidów, w którym dziś między innymi:

- Wielka klęska Cichopek i Hakiela
- Kinga Rusin pokazuje światu…
- Dorota Gardias ani myśli chce…
- Sposób Maryli Rodowicz na wieczną młodość...
- Paweł Wilczak na razie nie chce…
znowu zostać ojcem. Trudno uwierzyć? Mnie akurat łatwo. Popularny aktor jest szczęśliwym ojcem 4-letnich bliźniaków, Janka i Franka, i w zupełności, jak przeczytałam w „Super Expressie”, to mu wystarcza. Wierzę. Poza tym uważam, że trzeba się umieć cieszyć tym, co się ma.

Nie ucieszy natomiast fanów Kasi Cichopek wiadomość podana przez „Fakt”. Aktorka miała otóż szansę i, podejrzewam, ochotę, zostać ozdobą nowego programu Polsatu „Tylko taniec”. O posadę jurora w tym programie starał się również jej mąż, tancerz Marcin Hakiel. Niestety. Oboje ponieśli klęskę.

Jak dowiedział się „Fakt”, Kasi nie zobaczymy w programie, bo jest za mało wyluzowana i za bardzo kojarzy się z „Jak oni śpiewają” i „Tylko nas dwoje”. A w nowym programie producenci oczekują luzu i świeżości. Stąd prowadzącą zostanie 30-letnia, mało znana dziennikarka muzyczna, bardziej znana jako była partnerka Przemysława Cypryańskiego, Katarzyna Kępka. A w jury, zamiast Marcina Hakiela, który po pierwsze słabo wypadł w castingu, a po drugie jest u nas kojarzony głównie jako „mąż swojej żony”, zasiądzie 32-letni Michał Malinowski, dwukrotny mistrz świata w tańcach latynoamerykańskich.

Na szczęście – kończy Fakt – Cichopek i Hakiel zawsze spadają na 4 łapy, więc na pewno wkrótce zapomną o porażce i zaczną pracować nad nowymi projektami. W myśl zasady – Jest nowy projekt, jest Cichopek! Jest Cichopek! Niestety. W nowym programie Polsatu nie będzie, jako się rzekło, Cichopek, nie będzie również Hakiela. Tragedii, podejrzewam, też nie będzie.

Ale zamiast podejrzewać, czego nie będzie, zajmijmy się tym, co było. Otóż największym wydarzeniem w Warszawie był w ubiegłą sobotę coroczny Bal Dziennikarzy, na którym, jak doniósł Super Express, najczęściej fotografowaną parą byli Kinga Rusin i towarzyszący jej (od półtora roku zresztą) warszawski prawnik. Ona w błyszczącej sukni z lejącego się materiału (a wiadomo, że gdzie się leje, tam dobrze się dzieje) - no więc ona w sukni z lejącego się materiału, który podkreślał jej zgrabną sylwetkę, przyciągała męskie spojrzenia. On, w ciemnym garniturze, prezentował się niezwykle męsko. Ale flesze fotoreporterów były skierowane na nich (zapewnia gazeta) nie tylko dlatego, że wyglądali pięknie. Powodem było to, że chciano uwiecznić na zdjęciach szczęście, które biło z ich twarzy. Nie odstępował ukochanej ani na krok. Podawał jej ramię, gdy schodzili po schodach, czule obejmował w tańcu. Piękna dziennikarka i przystojny prawnik – konkluduje Super Express – są tak zakochani, że swoją miłością obdarowaliby pół świata.I powinni, bo Bal był charytatywny.

Ale wracając do konkluzji gazety:
„teraz z niecierpliwością czekamy, aż przystojny prawnik włoży obrączkę na palec ślicznej dziennikarki. Ach, co to będzie za ślub!” Będzie, nie będzie, czas pokaże. Bo ze ślubami różnie bywa.

Jak dowiedział się na przykład Fakt, śliczna Dorota Gardias rzuciła partnera właśnie dlatego, bo… nie chciała ślubu. Okazuje się, że czasem miłość to za mało, by związek mógł przetrwać.
Dorota Gardias wydawała się szczęśliwa u boku Patryka Kalskiego. Miała jednak, jak widać, całkowicie inne plany na wspólną przyszłość. Jak ustalił „Fakt”, przystojny biznesmen chciał już ustatkować się u boku ślicznej pogodynki. Ale ona, mając za sobą nieudane małżeństwo z Konradem Skórą, ani myślała o ślubie!

Czemu się nie dziwię, bo sama uważałam kiedyś, że nic tak nie szkodzi miłości, jak małżeństwo. Choć, z czasem, zweryfikowałam tę opinie i twierdzę, że kiedy ludzie naprawdę się kochają, to nawet ślub tego nie popsuje. Medycyna zna takie przypadki, które zaprzeczają opinii, że ze wszystkich rzeczy wiecznych, najkrócej trwa miłość. Podobnie zresztą jak młodość. Ale i tu zdarzają się wyjątki.

Moja ulubiona Maryla Rodowicz ma, jak doniósł Super Express, sposób na wieczną młodość. Biega otóż – wyznaje – każdego dnia na masaże. Do rehabilitanta, który zajmuje się głównie sportowcami. Dwie godziny się pastwi nade mną. Jego masaż to nie wąchanie kwiatków, to tortury! Ale są efekty. To widać. I tylko pozazdrościć. Chociaż…nie tylko. Warto jeszcze wygospodarować 7 i pół tysiąca złotych miesięcznie, bo tyle ponoć mogą kosztować takie codzienne masaże.

Ale wieczna młodość jest tego warta. O czym przekonana, życzę miłego weekendu i zapraszam na kolejny, tendencyjny przegląd prasy kolorowej i tabloidów za tydzień. Do usłyszenia.

oceń
11
1
Podziel się

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!