szukaj:
z ostatnich:

Weronika Marczuk jako jurorka w programie „You Can Dance”?

dodane 2011-10-31 (09:46) 6 lat 1 miesiąc 10 dni 4 godziny i 36 minut temu
  A A A
 





Serdecznie witam i zapraszam na tendencyjny przegląd prasy kolorowej i tabloidów, w którym dziś, między innymi…

- Agustin Egurrola chce powrotu…
- Katarzyna Łaniewska chciała pokazać…
- Korze się nie chce…
- Nina Andrycz nigdy nie chciała…

A ja, chcąc, nie chcąc, muszę zacząć od pytania, które w minionym tygodniu zadał Polakom „Fakt”: Któż z nas nie chciałby, żeby Weronika Marczuk wróciła, jako jurorka, do programu „You Can Dance”, z którym rozstała się dwa lata temu, po zatrzymaniu przez CBA?

Nie wiadomo otóż kto nie chce, wiadomo natomiast, że c h c e jej powrotu Agustin Egurrola.

- Nie ja o tym decyduję – zastrzega się słynny choreograf – ale bardzo lubię Weronikę i nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby wróciła do programu.
Na pytanie gazety, czy mimo sprawdzonego, trzyosobowego jury, w którym miejsce Marczuk zajęła Rusin, znajdzie się jeszcze miejsce dla Weroniki? –
Egurrola mówi: - Byłoby sympatycznie, gdyby była czwórka jurorów.

Sympatycznie i, dodam od siebie, praktycznie. Czteroosobowe jury mogłoby w przerwach grać w brydża. I choćby dlatego, gdy pani Weronika została już uniewinniona i podobno odzyskuje miłość i zaufanie widzów w „Tańcu z gwiazdami”, być może scenarzyści zdecydują się na jej powrót do programu. Gwiazd w jury nigdy za wiele.

Nie tylko zresztą w jury programów rozrywkowych. Gwiazda serialu „Plebania”, Katarzyna Łaniewska chciała pokazać, jak powiedziała „Rewii”, że może się przydać nawet w Senacie. Żeby przypominać politykom o zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. W ostatnich wyborach parlamentarnych ubiegała się więc, z listy PiS, o mandat.
Niestety. Do senatu nie weszła.

Może to i lepiej? Bo dzięki temu będzie mogła bez reszty poświęcać się roli gospodyni proboszcza, babci Józi. Za którą wszyscy ją pokochali. A że miłość widzów nie przełożyła się na głosy wyborców… Trudno. Trzeba nauczyć się z tym żyć.

Gwiazdy mają poważniejsze problemy. Nierzadko z sobą. Kora na przykład, jak wyznała w sobotnim programie Polsatu „Się kręci”, miewa depresje, podczas których jest tak w złym nastroju, że nie chce się jej żyć. I szuka czegoś, co sprawi, że nie odbierze sobie życia. I, jak widać, na szczęście, zawsze coś znajduje.

Ja natomiast w magazynie „Viva” znalazłam naprawdę ciekawy i niebanalny wywiad Piotra Najsztuba z Anią Muchą, która, z wrodzonym sobie poczuciem humoru wyznaje, że w ciąży najbardziej jej się podoba, że „nie trzeba wciągać brzucha na sesjach. I że do tej pory „była gruba i brzydka”, i nagle jest „piękna i błogosławiona”.

(n.s.) Nie zauważyła pani wcześniej, pani Aniu, że wszystkie kobiety w stanie błogosławionym kwitną i promienieją? Naprawdę wszystkie. Tylko po niektórych tego nie widać. To znaczy widać, że są w stanie błogosławionym, ale nie widać, że kwitną i promienieją.
Po pani akurat widać. Czego najlepszym dowodem są piękne zdjęcia ilustrujące wspomniany wywiad. A na dowód, że rozmowa jest ciekawa i niebanalna, przytoczę jeszcze jeden jej fragment:
- Kobieta w ciąży – mówi aktorka – jest w Polsce z jednej strony… - Własnością społeczną – dopowiada Najsztub – „Nosi” naszego rodaka i dlatego jej brzuch nie należy tylko do niej. Są takie opinie. Sama protestowałaś przeciwko takiemu traktowaniu kobiet.
- I nadal protestuję – potwierdza Mucha – Ale jest jeszcze jeden aspekt…Coś między błogosławioną a inwalidką. Cenię fakt, że panie na koncercie George’a Michaela przepuściły mnie do toalety, ale z drugiej strony, ludzie przyglądają się, czy na pewno nie będę robić czegoś, co potencjalnie może zagrozić dziecku.
- Puszczamy cię bez kolejki do toalety ale jednak pod warunkiem, że dbasz o nasze wspólne dziecko, które jest Polakiem lub Polką.. To tak działa – kończy temat Najsztub.

A ja szczerze namawiam do przeczytania całej rozmowy w ostatniej „Vivie”. Naprawdę ciekawej, niebanalnej i odważnej.

A skoro już o odważnych wypowiedziach… zacytuję fragment jeszcze odważniejszej wypowiedzi innej aktorki:.
- „Nie czułam się powołana do rodzenia dzieci – mówi ikona polskiego kina i teatru, 96-cioletnia Nina AndryczNie miałam instynktu macierzyńskiego. Nie żałuję, byłam i jestem ze swojego życia zadowolona”.

I tym, tyleż zaskakującym co odważnym stwierdzeniem kończę dzisiejszy przegląd, a na kolejny zapraszam już w najbliższy piątek. Do usłyszenia.

oceń
5
0
Podziel się

Wiadomości powiązane

…To musiał być dla niej wielki dramat
Przygotowania do nowego sezonu teatralnego 2011/2012
Niektórzy być może pomyśleli, że się mnie pozbyli
Ale dlaczego Henia?
Teraz nie może być wątpliwości, że to coś poważnego

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!