

Kończę dziś pożegnanie nadmorskiej jesieni. Ciepłej, słonecznej i - jeszcze miejscami - barwnej

Słucham ostatnio dużo piosenek. Starych i nowych. Różnych i podobnych zarazem. Bowiem każdą z nich śpiewa mężczyzna. Inny mężczyzna

Jestem na wyspie. Niedaleko ujścia rzeki Wisły. Spaceruję po lesie i zbieram tylko prawdziwki. Słyszę już jego szum…Pod stopami szeleszczą rudawe liście. Sosny kontrolują granicę między niebem a ziemią.

Kobiety zmienne są. I wymienialne bywają. Kiedy kurs jednej powoli spada – w tym samym czasie kurs innej gwałtownie idzie w górę. Skąd biorą się aż takie kursów wahania? Przyczyn może być wiele.

Mam wrażenie, iż zostałam lekko postrzelona. Przez po-ranny Smutek. Mój kochany, stary „Robin Hood”.

Zbieramy się. Aby móc się rozejść. Rozchodzimy się. Aby móc się zebrać

Zanurzyłam się w prozie. W prozie życia Paulo Coelho. Porwał mnie wartki nurt „Zahira”. Nie chce mi się
wychodzić na brzeg.

Mało do lata podobne. Pogoda - stabilnie zmienna. Słońce z deszczem toczą spór o miejsce na Boskim Firma-mencie

Piszę dziś do Państwa felieton przelotny. Trochę zalotny i jak zwykle – ulotny. Przed chwilą wróciłam z koncertu Basi Trzetrzelewskiej . I jak bym skrzydeł dostała!

Przywiał mnie dziś do Państwa, wraz z Pierwszym Dniem Lata, ciepły powiew wiatru znad morza. Opierałam mu się długo. Robiłam wszystko, aby nie zdążyć na pociąg do Łodzi.