Przywiał mnie dziś do Państwa, wraz z Pierwszym Dniem Lata, ciepły powiew wiatru znad morza. Opierałam mu się długo. Robiłam wszystko, aby nie zdążyć na pociąg do Łodzi.
„Nie ma na co czekać”
(z płyty „Zbieram siebie” 4ever MUSIC - 2009)
sł. Ela Adamiak
muz. Ela Adamiak
aranżacja: Jacek Skowroński
![]() |
| Połączenie Nieba z Ziemią. Widok zza szyby pociągu dalekobieżnego. Fot. E.Adamiak |
Łódź - 21 czerwca 2011
Przywiał mnie dziś do Państwa, wraz z Pierwszym Dniem Lata, ciepły powiew wiatru znad morza. Opierałam mu się długo. Robiłam wszystko, aby nie zdążyć na pociąg do Łodzi.
Piękna – choć zmienna – pogoda, Słońce - nie za gorące, Sopot – uroczy.
Cieszyły się moje oczy. A i uszy nie próżnowały.
Późnym wieczorem wybrałam się do sopockiej kawiarni „Versalka”.
Na recital Natalii Sikory.
Nazwa klubu skojarzyła mi się z popularnym, w latach mojego dzieciństwa, meblem.
To coś, w ciągu dnia, pełniło funkcje salonowej kanapy. Wieczorem zaś- rozkładało się i zamieniało w dwuosobowe łóżko do spania. W czasach kuchni bez okien, meblościanek, segmentów i małych mieszkań w blokach z Wielkiej Płyty– wersalka była meblem niezbędnym i bardzo poręcznym. A jej wielofunkcyjność była nie do przecenienia.
Kiedy jechałam do sopockiego klubu – moja wyobraźnia podpowiadała mi wystrój wnętrza.
Spodziewałam się swojskich klimatów aranżacyjnych, rodem z socrealizmu. A co zastałam?
Bardzo współcześnie zagospodarowaną przestrzeń.
Miękkie, skórzane pufy, podświetlana podłoga, szkło nad barem, pod sufitem - plątanina srebrzystych rur i ciągów wentylacyjnych.
Taki niby Wersal. Bez wersalek.
![]() |
| Wnękowa, współczesna kompozycja ścienna w klubie „Versalka”. Fot. E.Adamiak |
Ale to przecież nie ma znaczenia, gdzie spotykamy się z Kulturą i Sztuką.
Prawda sceniczna przebije się w każdych warunkach. Poezja też.
Wiersze C.K. Norwida, które serwuje ze sceny pani Natalia, powalają na kolana.
A jej autorska piosenka „Nie ma Cię” – do łez zmusza. I wzrusza.
Pełna ekspresji interpretacja, nieskazitelna intonacja, ogromna muzykalność i zero artystycznego fałszu. Natalia Sikora, pomimo swej kipiącej ze sceny młodości – jest już bardzo dojrzałą artystką. Trzymam za nią kciuki.
Natalia jest NIEPOWTARZALNA. I taką – mam nadzieję – pozostanie.
![]() |
| Natalia Sikora. Trudno jest uchwycić fotograficznie Jej młodzieńczy temperament. Fot. E. Adamiak |
Meblujemy się. Bezustannie. Stare meble – naprawiamy. Bo nie zawsze stać nas na nowe.
Jednemu ze stołów – skróciliśmy wszystkie cztery nogi. Od zawsze – jedna była krótsza. Podkładki drewniane, z tektury – nie zdawały egzaminu. Wcześniej czy później- wysuwały się spod za krótkiej nogi. Kiedy skrócony stół przenieśliśmy do salonu – zamienił się w ławę i przestał się kiwać. A nas - przy kawie na ławie – nic nie dzieli.
Ani „przed”, ani „po” niedzieli . Może dlatego, że siedzimy obok siebie, a nie naprzeciwko?
W „Cafe At Home” serwujemy – sobie i gościom - trzy rodzaje kawy:
- małą czarną gorzką
- dużą rozpuszczalną z mlekiem i słodzikiem
- parzoną z przyprawami po turecku
Nie - kawoszom – parzymy herbatę. Owocową lub nie owocową. Ale za to z cytryną.
Proszę Państwa Śpiewnikowstwa…
Choć dzisiejsza piosenka WYGLĄDA na „małą czarną gorzką” – smakuje zupełnie inaczej.
„Nie ma na co czekać” otwiera ostatnią (czyt. najnowszą..), bardzo empatyczną płytę E.Adamiak. Pozamykałam w piosenkach historie znanych mi osób i ludzi, którym
Życie napisało własny scenariusz. Bardzo odbiegający od „oryginału”.
No cóż…czego nie robi się dla Życia! Każda rola jest dobra. Byleby pierwszoplanową była.
Postanowiłam opisać na płycie kulisy kręcenia takich „filmów” ze zmienionym scenariuszem.
Z wrodzoną sobie empatią – zagrałam (i zaśpiewałam..) role kobiece.
Do zagrania ról męskich – poprosiłam kolegów. Nie odmówili.
Lubię tę płytę. Może dlatego, że wymyśliłam ją w najdrobniejszych szczegółach.
Od aranżera począwszy, a na realizatorze dźwięku skończywszy.
Z pomocą męża, dzieci i przyjaciół – zostałam jej producentem.
I jestem z siebie dumna. Po raz pierwszy poczułam się WOLNA i NIEZALEŻNA.
Twórczo, artystycznie i fonograficznie.
Dzisiejsze zapiski rozpoczynają 11 – odcinkowy serial o uczuciach.
Nie łatwych, ale i nie trudnych. Nie czystych, ale i nie brudnych.
Odcinek pierwszy pt. „Kobieta Po Przejściu Nr 1” - dobiega właśnie końca.
W następnym odcinku – wcielę się w rolę Nieślubnej Przydawki. Tak nazywam kobiety „przejściowe”. „Przechodnie” jak środkowy pokój w amfiladzie. Pokój gościnny. Bywa, że z wersalką.
Śpiewnikowy Przechodniu!
Zapraszam do siebie pod koniec czerwca. Od zawsze - mieszkam po drugiej stronie ulicy.
Przez jezdnię - przechodź ostrożnie! Nawet „przejście dla pieszych” bezpieczne nie jest, gdy w ruchu drogowym uczestniczą kobiety bez hamulców i kierowcy z opóźnionym refleksem.
Przejściowo- nie potrącona, latem - ocieplona i życiem nie-znu-żona - Ela Adamiak
Ps. Na tarasie stoi nowy stół. Wszystkie nogi ma równe. I co? I nic. To samo.
Pionu nie trzyma.
Bo gdy podłoże jest stare, łamliwe lub krzywe – to i Nowe się na nim kiwie.
![]() |
| Trafione – zatopione. Nowe pod-łoże z hartowanego szkła. Przeźroczysty i przezroczysty fragment podłogi w klubie „Versalka”. |
27 czerwca 2011
Z ostatniej chwili….czili… moje spóźnienie kwili…
Długi weekend mnie zaskoczył. Zjawił się wcześniej niż przypuszczałam.
Gdybym spóźniła się na pociąg do domu – zdążyłabym wysłać felieton z Sopotu.
Ale nie ma tego złego (punktualność), co by na dobre nie wyszło (spóźnialstwo).
Prze-czekałam (wraz z felietonem) niepowtarzalny Dzień Ojca w Boże Ciało, prze-śmiałam
i prze-tańczyłam z wnuczkami weekendowy piątek, wolną sobotę z przyjemnością prze-czytałam. Prze-myślałam jedynie niedzielę. I wystarczy. Bo gdy ludzie za długo myślą – to przestają czuć, że kogoś kochają, wielu lubią, a siebie – szanują.
Jako osoba nie licząca ni godzin ni lat, nie czekająca, przeczekująco zajęta i wystarczająco myśląca – w końcu doczekałam się. Poniedziałku.
Z wielką przyjemnością otwieram dziś w Państwa komputerach – drugi tydzień lata.
![]() |
| Koniec długiego weekendu w warszawskim biurowcu. Fot. E.Adamiak |
Abym mogła go zamknąć – idę poszukać klucza.
Do następnej piosenki.
Z szuflady z napisem „Twórczość ma” - wypadł tekst. Nie używany. Do muzyki napisany..
Niniejszym - odważam się go fragmentarycznie odtajnić. Na ostateczne zamknięcie dzisiejszego felietonu – pasuje w sam raz.
O! przyszedł po mnie Czas….
- Pójdziesz ze mną? – pyta
- Pójdę…Ale obiecaj mi, że wrócimy tu później….
![]() |
| Ponad chmurami - ciepły zachód Słońca bez końca. Fot. E.Adamiak |
trzy nogi
Gratuluję awansu na etat PRODUCENTA. Zapewne otwiera to nowe możliwości - czego życzę. A stół z czteronożnego proponuję przerobić na trzynożny - ten zawsze stoi stabilnie: nietypowe lepiej funkcjonuje. Pozdrawiam z całego serca i z balkonu
a za latem...
Lato,
Lata...
powiało nieoczekiwanym ciepłem
:)
Też wróciłem z krótkich wakacji, choć niestety nie byłem nad morzem. lecz w pięknej wiejskiej mazowieckiej posiadłości.Trochę zazdroszczę Pani morza, Sopotu, no ale cóż nie można mieć wszystkiego. Piękna piosenka i radosny felieton wprawił mnie w znakomity nastrój. Pani ostatnie płyta jest naprawdę wyjątkowa (tyle tam poruszających tekstów i wzruszającej muzyki - w większości Pani autorstwa). Z niecierpliwością czekam na kolejne felietony, ponieważ płytę "Zbieram siebie" poprostu uwielbiam.
Perełka
Piękna jest ta piosenka! Tak potrafią kochać tylko wyjątkowe kobiety. Gratuluję świetnego, empatycznego tekstu i prze-czekuję do następnego felietonu.

Wywiad z Christianem Kerezem, który miał zaprojektować budynek warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie

Kilkadziesięcioro sympatyzujących z antyputinowską opozycją artystów
spacerowało w sobotę ulicami Moskwy, ciągnąc lub pchając na wózkach swoje obrazy, rzeźby i inne
dzieła
