Przybywa czasu w nas
Sł. Jacek Cygan
Muz. Elżbieta Adamiak
1. Spróbujmy kiedyś zanim noc
Zacznie nam goić dzienne rany
Ustalić dokąd dziś zaszliśmy
Myśli jak pejzaż ująć w ramy, ująć w ramy.
Ustalić miejsca gdzie nas było brak,
Ustalić ludzi co zostaną
Pomimo czasu co noc w noc
Przybywa między nami....
Ref. Przybywa czasu w nas i między nami
Jak woda dzieli nas, jak mrok....
Nie wiemy nawet kto będzie chciał
Za stołem z nami siąść za rok
Przybywa myśli w nas i miedzy nami
Składamy na złe czasy grosz
A może warto wydać go dziś
Dopóki jeszcze mamy z kim....
2. Spróbujmy kiedyś zanim dzień
Rozwiąże worek naszych zmartwień
Przeczuć na jaką próbę dziś
Wystawi nas niepewny czas
Wyśnić nad ranem parę takich prawd
Od których krew pulsuje w skroniach
Jeśli nie będzie takich prawd
Nie ma się po co w życie pchać
 |
| „Spróbujmy wyśnić nad ranem parę prawd., zanim dzień...” w blasku księżyca powie nam „dzień dobry” –
Poranek na dnie peruwiańskiego wąwozu Colca
fot.E.Adamiak |
13.03.2009 godz 13:13 (piątek)
Kochani Wszyscy...czyli stali i przelotni Czytaczo-Słuchacze...
Przed chwilą zaczęłam „zapis” mojego jubileuszowego felietonu. Strzelam dziś w „trzynastkę” i kolejne Trzynastki obchodzić zamierzam. „Strzały w dziesiątkę” pozostawiam strzelcom bardziej wyborowym niż ja.
Jak na „XIII Felieton Jubileuszowy” przystało – nie będzie on krótki, oj nie...
A i formalnie - bardziej „przednoworoczne” odliczanie sekund przypomina niż „krótki utwór publicystyczny”. Felietonisko jak lotnisko....można bezpiecznie „lądować”. „Zmyśliłam” na dzisiejszy jubileusz
TRZYNAŚCIE PRZEKAZAŃ Z POLSKI ŚRODKOWEJ.
W odróżnieniu od
przykazań, których przestrzeganie (lub nie..) może rzeczywistość kształtować –
przekazania rzeczywistość tę jedynie o p i s a ć próbują..
Szukanie „dziury w całym” (czyli siebie) w moich „opisach przyrody” jest możliwe ale nie konieczne.. Opisy te można w czytaniu zwyczajnie pominąć. Jak u Orzeszkowej...Nie wiem jak pani Eliza...ale ja na pewno obrazić się nie zdołam....
Aby nie tracić czasu , co to go ciągle ubywa przed nami - do odliczania
przekazań przystępuję:
.
RAZ... Zbieram ”chwilowanki”
Żyjemy w świecie przeróżnych -Ań i –Anek. Dobrych i złych, mądrych albo głupich, serdecznych lub okrutnych. Zaczynamy poznawać je już od pierwszych dni życia: kołysanki, utulanki, lulanki nucone przez nasze mamy i babcie, przytulanki bez których trudno zasnąć, zaraz potem przedszkolanki i szkolne koleżanki...Jeśli do -Anek dodamy czas, który przybywa w nas– pojawiają się pierwsze –Anie: spanie, płakanie, uśmiechanie, siadanie, wstawanie, przedszkolne śpiewanie, potem nauczanie, wagarowanie, zakochanie, przytulanie i…śniadanie.
W świecie dorosłych – Dział Ań i Anek jest już ogromny i nie zawsze przyjemny: przepychanka, przewalanka, unikanie, strzelanie, łganie, okradanie, obmawianie, wyśmiewanie, wyrzucanie...
A co to są „chwilowanki”? Dobre -Anie i -Anki.
Cała reszta pań -Ań– to jedynie „zapominajki”
DWA... Gram w domino
W domino gra się płytkami nazywanymi "kamienie". Każda płytka podzielona jest na dwa kwadratowe "pola" z zaznaczonymi "oczkami". Zestawione są one w unikalnych kombinacjach "każde z każdym". Kamienie, na których obu polach ilość oczek jest taka sama to "dublety".
Gra towarzysko-rodzinna. Im więcej graczy – tym barwniejsze życie uczuciowe.
„Dominowanie” poziome to „c h w i l o w a n i e”. Dzień za dniem „grilowany” z rozwagą, z poczuciem spełnienia w najdrobniejszym jego fragmencie. Dużo radości i miłości do „współgraczy”. Zero panierki z fałszu, obłudy czy udawania kogoś kim się nie jest. Kamienie rozłożone. Oczka widoczne. Rodzina, przyjaciele, znajomi. Stabilna Układanka.
„Dominowanie” pionowe to „c h w i l e n i e”.„Smażenie” dnia w głębokim tłuszczu na „złoty kolor”. I ciągły strach przed „przypaleniem”. Panierka z ukłonów, przymilań i dyrektyw. Kamienie ustawione jeden za drugim. Oczka niewidoczne. Nerwowość, zmęczenie. Praca, kariera, sukces. Jeden nieostrożny ruch czy przeciąg od drzwi niedomkniętych i ...bach...
Nagła Powalanka.
Staram się „dominować krzyzówkowo”. Dbam o zachowanie odpowiednich proporcji między poziomem a pionem. Niczego – mało, Wszystkiego – tyle ile potrzeba.
W styczniu tego roku po raz 54 przystąpiłam do gry.
Ze spokojem weszłam w moje
Anno Domino 2009.
- Gra Pani dalej? – słyszę pytanie zza niebiańskiej chmury
- Taaak....!! Gram…! - i z radością Losuję kolejne kamienie....
TRZY.. Mam koleżanki
Trzy Anki, Marzenka, Ewa, Dorota oraz Zosieńka. Pierwszych sześć mieszka w Łodzi.
Pierwsza „szósta” – w Szwecji. Pisałam o Zosi w felietonie nr 4. Siłą rzeczy – kontakty z nią
bywają głównie telefoniczne. O e-mailach nie ma co marzyć..... Zosieńka jest absolutną - i (od trzydziestu paru lat) konsekwentnie niezmienną - ignorantką wobec wszelkich „nowinek cywilizacyjnych” typu „pilot do TV”, magnetofon, odtwarzacz CD, sms czy internet...
Koleżanki – Łodzianki, „zakutane” w swoje Życia – nie zawsze mają czas na spotkanie...
Na szczęście - umieją obsługiwać telefony komórkowe.....Tak więc przepływ informacji tamowany niczym nie jest. Najczęściej tworzymy „tele-duety”. Raz na jakiś czas, kiedy nasi panowie „wyruszają na łowy” albo z polowań swych jeszcze nie wrócili – spotykamy się „na mieście” i oddajemy się „a g o r o w a n i u”. Wyśmiane, wyradowane, wyluzowane wracamy do swych Żyć i z przyjemnością poddajemy się a d o r o w a n i u naszych panów na „spotkaniach przy drzwiach zamkniętych” ....
Minęło już sześć dni....i nic. Odliczam dalej.
CZTERY... Dominuję pionowo
Żnin – małe miasteczko „nadjeziorne” na Kujawach. Jezioro Czaple, jezioro Żnińskie, rzeka Gąsawka...jednym słowem – jest w czym popływać...
Na scenie – efektowny element scenograficzny. Zabytkowy zielony rower tonący w rudościach i żółciach przywieszonych do niego kwiatów. Publiczność stłoczona przy stolikach i podpierająca ściany. Gasną światła na widowni, zaczynam śpiewać wiersze ... Cisza jak makiem zasiał... Czuję ciepło płynące z widowni.... skupienie.... zrozumienie...”Nieśmiała” pewność, że śpiewam dla Ludzi, nie dla Osób. Podczas ostatniej piosenki myśli zaczynają krążyć wokół ”trzynastki”. Czy już czy jeszcze nie.....? Muszę „wypuścić” ten niepokój z siebie. Przerywam śpiewanie i wysyłam w stronę publiczności komunikat, iż przeżywam już od tygodnia jedno z najważniejszych w moim życiu „czekań”.... Radość udziela się wszystkim.
Przy piosence „Trzymaj się swoich chmur” (A.Poniedzielski/S.Krajewski) - wraca równowaga i spokój. Koniec koncertu.. Schodzę ze sceny. „Zabieram do domu” serdeczności, uściski, podziękowania i życzenia. Tylko płyt zabrać nie mogę. Wszystkie sprzedane....
Cudna „chwilowanka” w darze od żnińskiej publiczności.
Wracamy do Łodzi. Samochód prowadzi Stanisław B., w odtwarzaczu CD - płyta Grażyny Auguścik. Jej kojący głos pozwala odpocząć myślom...
Telefon milczy...czyli jednak nie dziś....
 |
| „Ż.” jak Żnin. Żyją w nim wrażliwi i serdeczni Ludzie. Fot. z archiwum E.Adamiak
fot.E.Adamiak |
PIĘĆ... Poznaję zwyczaje ludowe
8 marca, w Dniu Kobiet założyłyśmy (ja i koleżanki „spod nr 3 ”) Koło Gospodyń Miejskich w celu kultywowania tradycji ludowych. Wszak miasta powstawały dopiero wtedy, kiedy wsie zaczęły się przeludniać.. Wszyscy jesteśmy więc potomkami wieśniaków i nie ma co tej słomy po butach chować. Niech sterczy. Przynajmniej uwierać nie będzie.
Na założycielskim zebraniu u Ani K.. uczyłyśmy się „darcia pierza”. Z książki, zawierającej przepisy na „zwyczaje ludowe”.
Darcie pierza urządzane było przez wieśniaczki. Spraszały one krewne, najbliższe znajome lub sąsiadki. Sezon skubania gęsi zaczynał się nie raz już w listopadzie, najczęściej jednak w grudniu. Cała praca w jednym domu trwała zazwyczaj 2-3 tygodnie, po jej zakończeniu skubaczki rozpoczynały darcie pierza u innej gospodyni. W czasie pracy skubaczorki umilały sobie czas śpiewaniem pieśni ludowych, opowiadaniem bajek, przeżyć osobistych, aktualnymi nowinkami, wydarzeń z życia wsi i ze świata oraz zwyczajnym plotkowaniem.
No cóż...z powodu braku jakiejkolwiek „gęsi podręcznej” w naszych ogródkach – zostało nam do wykonania tylko to ostatnie zdanie z „przepisu”. Przez cały wieczór tworzyłyśmy teksty do „śpiewanek miejskich” o miastowych Ankach. Pierwsza brzmi tak:
1. Świteź Anka - Krąży, krąży Switeź Anka
Wokół Gajowego Janka
Przymila się, komplimentuje, drogę mu zachodzi…
Nie wytrzymał….wskoczył do swej łodzi
I odpływa….pomny na to, co mu mówił stryjek:
„Nie zamieniaj chłopcze siekierki na kijek”
Następne spotkanie naszego koła odbędzie się 21 marca u Marzeny. „Pierzodarcie” połączymy z nauką „Topienia Marzanny”. Wobec zmasowanego zapotrzebowania marcujących kotów na przyjście wiosny - zastanawiamy się nad terminem wcześniejszym....Trwają poszukiwania „cieków miejskich” bo rzeki w Łodzi nie uświadczysz....Śpiewankę już mamy....
2. Marz Anka Marzanko, Marzanko…
Zimy koleżanko
Płyń do „oceana” czy morza…
Nie umiesz pływać? – Nie szkodzi…
Sumów sumarum Ci „pomożi”
SZEŚĆ... Wiję wianki
Wiję wianki fraszkom oraz porzekadłom przeróżnym i zamykam je w tabelkach. Pozostałości po „Pierzodarciu” wyżej opisanym. Czekanie na „trzynastkę” zaczyna się dłużyć.
| PołajAnka |
PracoholAnka |
PrzystawAnka |
WyrzucAnka |
TAM, gdzie Umysł Rozum gani Radości – ani, ani TU, gdzie miłości źródło bije Złość i gniew - ginie |
Pada Człowiek całe życie Wierszem do jej stóp Aż do chwili, kiedy Ona Skończy kopać Człowiekowi grób.. Zrób Człowieku, coś z tym zrób Zanim Was połączy ślub |
"Kto z kim przystaje – takim się staje"- Szepcą po szynach miejskie tramwaje |
W australijskiej krainie, Kto słowem wojuje – Ten od "bumeranga" ginie |
”Fraszkowianki” latają po głowie jak kanarki po klatce. Trzeba je uwolnić. Niech lecą..
Fraszki powstają w umysłach Poetów Wybitnych. Powoli i dostojnie przechodzą do historii literatury :
SIŁA ICH
(fraszka)
Ogromne wojska, bitne generały,
Policje - tajne, widne i dwu-płciowe -
Przeciwko komuż tak się pojednały?
-Przeciwko kilku myślom... co nienowe! (C.K.Norwid)
SIEDEM... Robię wycieczki
Wybrałam się do ZOO. Odpocząć od czekania...Zwierzęta w klatkach niemrawe, moje ukochane słonie w „pomieszczeniach afrycznych” pochowane , w cieple choć w zamknięciu -czekają na letnie słońce…W „akwariumach” – „wijące się” gady maści przeróżnej i piranie.... pusto.. ludzi też brak. Choć parę osób widziałam.....Zatrzymałam się przy koniach
Jeden z nich wyglądał tak jakby z bajki Krasickiego wypadł
....Dawno temu stąd / Nad morzem oraz nad ranem / Siedział Koń pod fortepianem / Rżał oraz grał na „fam-famie”/ I za nic nie chciał się „odfortepijanić”/.Gdy kroplom absyntu granic się nie stawia – rozum posłuszeństwa odmawia”
Biedny Koń.... zawsze szkoda mi Koni ,których nikt nie goni...
OSIEM.... Zwiedzam obce kraje
W 2007 byłam z wizytą w Peru. Nieoficjalną. Dzięki mojej rozumnej oszczędności oraz wspaniało(z)myślności finansowej męża Eli A. – Andrzeja Po. (bo mąż Małgośki U.- to inżynier Andrzej Prz., a inżynier Andrzej Pa. jest mężem Marii K.....Ech....ta bohema...temat na poemat).
Peruwiańczycy mieszkający w wysokich górach – nagminnie żują liście koki w celu usunięcia zmęczenia, wywołanego brakiem tlenu. Liście koki zażywane leczniczo – nie powodują uzależnienia, podnoszą ciśnienie krwi, uśmierzają uczucie głodu. Krzak kokainowca rosnący blisko domu gwarantuje ponoć powodzenie w miłości i zamożność tego domu mieszkańców.
Pogody ducha, pracowitości i spokoju - tych charakterystycznych dla narodu peruwiańskiego cech – my Polacy możemy tylko pozazdrościć. Mam czasami wrażenie, że moi Rodacy hodują w swych umysłach pnącze „Nienawistki”, którego listki żują niczym lamy.
Żują i plują. Słowamy... Przebywanie w pobliżu takich „jednostek polskich” grozi „samosiejką” i zaczynamy „żywić” w nas urazę, „nawozić” nienawiść czy „podlewać” gniew...
Bądźmy czujni i przystępujmy do „plewienia” naszych „ogródków”, nie zwracając uwagi na kalendarz prac ogrodowych. Im częściej plewimy– tym bardziej kochamy...i wybaczamy.
Na leśnej polanie
Wygrzewały się w słońcu muflony i łanie
Nagle wybiegli z lasu tzw. „ wilcy”
I – niczym bracia Al. Caponów –
Zmącili spokój
Bogu ducha winnych muflonów
Spojrzały muflony głęboko wilkom w oczy..
Nie dały się zaskoczyć…
Wszak to nie ”wilcy”.
To przecie stado zajęcy
W nowym, „wilczym imażu”….
Przebrała ich lisica –
Królowa „kamuflażu”
DZIEWIĘĆ... Obserwuję kobiety
Z daleka i z bliska. Najbardziej imponują mi kobiety z gatunku „ukochanka domowa”. Matki, żony i kochanki. Trzy w jednej. Rozkwitają u boku mężczyzn dojrzałych i odpowiedzialnych choć nie nudnych. Cierpliwe, łagodne, rozsądne gdy trzeba, szalone gdy można.
Wyrozumiałe i pomocne. Model mało popularny w świecie, w którym mężczyźni – zamiast walczyć między sobą o kobiety – walczą z sobą aby się im nie poddać.
Kobiety z gatunku „Ania Zielonowzgórzanka” czy „Pipianka Langstrumianka” opiszę przy okazji następnego jubileuszu... O „B a r b i n k a ch” tez nie zapomnę skreślić słów parę.. .
Dziewiąty dzień czekania....Kiedy to się wreszcie skończy czyli zacznie?
DZIESIĘĆ...Widzę strzelców
Wyborowych. Oddaję im w związku z tym „dziesiątkę”.
Byleby szybciej do „trzynastki”...
JEDENAŚCIE... pudło…nie trafili. Niech wezmą ode mnie jeszcze „jedenastkę”...może teraz będą mieli więcej szczęścia?
DWANAŚCIE... Wspominam i gratuluję…
7 marca 1997 odpłynęła za Wielką Wodę Agnieszka Osiecka aby zacząć Nowe Życie.
Skończyła w tym roku 12 Lat…Skacze po Chmurach, przewiesza się przez ramę Boskiego Trzepaka a wieczorami układa swoje pierwsze, dziewczęce Rymowanki….
7 marca 2009 - w Warszawie urodził się Jeremi. Syn Kasi i Michała, wnuczek mojej internetowej sąsiadki pani Ani D. Nowe życie, nowa układanka ze snów, marzeń i zdarzeń.
Oby tak szczęśliwa jak u Wielkiego Jeremiego Przybory.
Bądź zdrów Jeremiku i niech Ci nikt niczego w życiu nie zazdrości......
 |
| Jeremi – śni sen o przyszłości…? Fot. z archiwum E.Adamiak |
TRZYNAŚCIE!!!! – Nareszcie.!!!....
Jest!!! Bingo!!! Hurra!!
Dziś - 13 marca o godz. 18:45 rozpoczął się Pierwszy Rok...mojej drugiej wnuczki.
Hanno Domino 2009 ..!
Nasza nowa „dominantka” umie już ważyć i mierzyć. Zważyła swoje 63 cm i wyszło jej 4,6 kg!
Dzisiejsze „felietonisko” notowałam w pamięci od pierwszego dnia marca, kiedy Kasia –mama Hani i córka ma - zgłosiła się do szpitala aby urodzić swoje pierwsze dziecko w wyznaczonym przez lekarza terminie. Trzynaście najdłuższych dni w mojego życia. Wypełnionych tęsknotą i nadzieją ale też niepokojem i lękiem. Trzynaście nocy przespanych w połowie zaledwie bo moje myśli nie chciały „wyjść” ze szpitala...
Już po wszystkim….Teraz już tylko miła tuptanina na trasie spokój-kuchnia-pokój….
Dochodzi północ...
Jubileuszowe zapiski „dobiegają” resztką sił do mety...Nie ważne, kto pierwszy i ostatni… Zawsze wygrywa Życie….
W salonie, przy kominku synowa-ciocia, tato-teścio-dziadek, syno- wujek oraz tato-zięć snują niespiesznie opowiastki o życiu... Radość, kontrolowana już o tej porze bardzo, wzruszenie, spokój i szczęście...
Nasze „dominowanie poziome”....
Zbieram „chwilowanki” dnia dzisiejszego i zamykam w pamięci. Na klucz..
Czytaczu…jesteś tu ze mną jeszcze ..? Halo..? Na wszelki wypadek zostawiam zapalone światło....proszę je zgasić i cichutko zamknąć drzwi, bo na górze - Zuzanka śpi…..
Dobranoc...Ela
Adamiak
 |
| Pierwszy balonik dla Hani i jej ogrodowe drzewko. Prezent od żninian fot.E.Adamiak |