W mijającym tygodniu najbardziej zaskoczyła mnie wiadomość w Super Expressie, że nasza wielka aktorka, Katarzyna
Cichopek, cieszy się, „że jest ciepłą kluską”. Bo tak właśnie określił ją (o czym miałam przyjemność mówić tydzień temu) kabareciarz Mariusz Kałamaga, z którym „najjaśniejsza gwiazda Polsatu” poprowadzi nowy program tej stacji, „Tylko nas dwoje.”
„Pewnie zastanawiacie się – gazeta cytuje fragment blogu artystki – czy jest mi przykro, że Mariusz nazwał mnie ciepłą kluską. Otóż nie! W jego ustach to komplement. Ciepła – znaczy serdeczna, kluska – kochanego ciała nigdy za wiele.”
Czyż ona – pyta Super Express – nie jest urocza?!?
Mnie osobiście nasuwa się inne określenie, ale, nie chcę niczego sugerować i dlatego zachowam je dla siebie.
Chętnie natomiast podzielę się dobrą wiadomością (również z Super Expressu), że Joanna
Liszowska, cytuję: „Pije i nie jedzie”. Czyli jednak można!
„Brawo Joasia! - komentuje gazeta – To się chwali! Jak widać, są wśród gwiazd odpowiedzialni ludzie, którym nie w głowie popisy na podwójnym gazie. Taka jest właśnie Joanna
Liszowska. Aktorka, choć po premierze w teatrze Komedia wypiła trochę wina,
t r z e ź w o oceniła swój stan i nie siadła za kółko.”
No coż…można mieć tylko nadzieję, że za jej przykładem pójdą inni. Tym bardziej, że jak
okazało się w przypadku Ilony Felicjańskiej, po wypiciu dwóch, góra trzech lampek wina, można mieć we krwi 2,36 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Niemożliwe?
Nie wiem. Wina nie piję, ale słyszałam rozmowę z panią Iloną w „Dzień dobry TVN”.
Wypiła dwie, góra trzy lampki. A we krwi 2,36 promila. Wiec naprawdę lepiej nie ryzykować. Wprawdzie kto nie ryzykuje, że przytoczę ulubione powiedzonko Weroniki Marczuk -Pazury, ten nie pije szampana, ale, jak widać picie, nie tylko zresztą szampana,
uderza czasem do głowy. Krótko mówiąc, jak śpiewa z kolei Andrzej Grabowski, „alkohol ma dobre, ale też złe strony.”
Dlatego, powtórzę za Super Expressem, brawo Joasia!
Liszowska. Jak pije, nie jeździ.
Z innych ciekawostek... „Nie jestem starym próchnem!” tako rzecze, dla faktu, Monika
Richardson.
Skąd te mocne słowa? Z chęci ucięcia plotek. Na temat jej rzekomego odejścia z telewizyjnej
Dwójki.
Dziennikarka nie ukrywa zdenerwowania i twierdzi ,,że nigdzie się z telewizji nie wybiera, czuje się świetnie i jest przekonana, że jej program „Wstęp wolny” jest naprawdę dobry.
Ktoś chce mnie chyba widzieć jako stare próchno – mówi wzburzona – ale ja nim jeszcze nie jestem!
I, chciałoby się powiedzieć, jeszcze d ł u g o nie!
Natomiast n i e długo udało się Piotrowi Rubikowi zachować tajemnicę swojej nowej, zakręconej fryzury. Muzyk zdradził w końcu Faktowi sekret tej metamorfozy.
„Nie mam teraz czasu, żeby prostować włosy i nakładać na nie żel.”
Zamiast spędzać czas przed lustrem, artysta woli każdą wolna chwilę poświecić żonie Agacie oraz ich prawie rocznej córeczce, Helence.
Poświęcenie godne uznania. Zwłaszcza żony muzyka, której mąż w naturalnych, ciemno brązowych lokach ponoć bardzo się podoba.
Kolejny dowód na to, że nie to ładne, co ładne, ale co się komu podoba.
A skoro już o muzykach…34-letni Kuba Badach, znany (w środowisku) muzyk, jest nową sympatią byłej prezydentówny, Oli Kwaśniewskiej. Jak dowiedział się Fakt, para szaleje za sobą, a uczucie, które ich łączy, jest naprawdę silne i gorące
Znajomi pary są przekonani, że Kuba już niebawem planuje się oświadczyć. Sama prezydentówna tego nie potwierdza.
„Dopiero co byłam zaręczona (przypomnijmy, z 34-letnim sportowcem, Wojciechem Szuchnickim) więc na razie – mówi – zaręczać się nie zamierzam. Poza tym nic nie wiem, dodaje przekornie, by ktoś miał wobec mnie takie zamiary.”
Teraz, dzięki gazecie, już wie…Zatem…pożyjemy, zobaczymy. A już trzymamy kciuki za nową, młodą parą. Przypominając, że prawdziwej miłości nie zaszkodzi nawet małżeństwo.
Tak jak Maryli
Rodowicz z pewnością nie zaszkodzi, że schudła ponoć 7 kilo. I że zamierza schudnąć jeszcze 5.
Pani Marylko! Powodzenia! Bo nawet wspomniana już dziś Kasia
Cichopek, choć przekonuje w swym blogu, że kochanego ciałka nigdy za wiele, zamierza wydać ze swym mężem książkę i kasetę „Jak schudnąć”.
Wiadomo, że trudno. Podejrzewam, że znacznie łatwiej zarobić na takiej książce i kasecie.
A na zakończenie o wydanej 3 tygodnie temu książce Andrzeja Żuławskiego „Nocnik”. 70-toletni reżyser opisał w niej m.in. swój romans z młodą aktorką, niejaką Esterką, która chce zrobić karierę przez łóżko. I wprawdzie Żuławski zapewnia, że wszelkie podobieństwo do autentycznych osób i wydarzeń jest całkowicie przypadkowe, Weronika Rosati, przekonana, że książka jest o niej, poczuła się na tyle urażona, że jak powiadomił wczoraj na łamach Faktu jej agent, wniosła pozew do sądu o naruszenie dóbr osobistych. Piękną aktorkę i jej prawników czeka jednak, jak zauważa gazeta, karkołomne zadanie. Najpierw muszą udowodnić, że reżyser, pod płaszczykiem fikcji, opisuje prawdziwe wydarzenia, a potem, że część tych zdarzeń to jednak…kłamstwa. Niczego nie przesądzając, jedno jest pewne. Jeśli dojdzie do sprawy czeka nas pranie brudów na wielką skalę. Prasa kolorowa i tabloidy już się cieszą.
A ja już kończę i życzę miłego weekendu.