„Mowa Noblowska”, jaką Maria Vargas Llosa wygłosił w Sztokholmie przy odbieraniu Literackiej Nagrody Nobla, to jeszcze jeden dowód, że najnowszy werdykt noblowskiego gremium dawno już nie był równie trafny. Tekst szczery i literacko doskonały, wyważony, wolny od warsztatowych sztuczek, pełen pasji a jednocześnie daleki od emocjonalnego patosu. „Czytanie to najważniejsza rzecz, jaka mi się w życiu przydarzyła. (...) Czytanie zmieniało sen w życie, a życie w sen (...)” – wyznaje Llosa już w pierwszych zdaniach sztokholmskiej mowy (wszystkie cytaty za Gazetą Wyborczą, w tłum. Macieja Stasińskiego). Magia czytania, której pięcioletni wówczas Llosa uległ, jak się zdaje, bezgranicznie, z biegiem lat splotła się z inną, pokrewną czytaniu, namiętnością: „(...) udało mi się poświęcić większą część życia tej pasji, nałogowi i cudowi, jakim jest pisanie, stwarzanie drugiego życia, w którym chronimy się, gdy jest nam źle, zmienianie tego, co niezwykłe, w coś naturalnego, i tego, co naturalne, w coś niezwykłego, coś, co rozwiewa chaos; życia, które upiększa brzydotę, uwiecznia chwilę, a śmierć czyni przemijającym widowiskiem”.
Przyjmując literackiego Nobla Llosa rozlicza się szczerze z inną, na szczęście przelotną, namiętnością. „Za młodu, jak wielu pisarzy mego pokolenia, byłem marksistą” – wyznaje, dodając, że rozbrat z marksizmem i socjalizmem był procesem powolnym i trudnym. Czytam te słowa kolejny raz i podobnie jak przy pierwszej ich lekturze, łapię się na myśli: Urodzić się w tamtych czasach w Ameryce Łacińskiej, dojrzewać intelektualnie w burzliwych latach 60. i nie być lewicującym intelektualistą, to byłby przecież niemal grzech!
Nie w kategoriach grzechu, lecz w zadumie nad kondycją ludzkiej natury zastanawiam się natomiast nad przypadkiem lewicujących pisarzy skandynawskich. Larsson, późniejszy autor trylogii „Millennium”, słowem i czynem próbujący zaprowadzić marksizm – jeśli już nie w rodzimej Szwecji, to w łaknącej utopijnej ideologii Erytrei; oraz Mankell, który winą za wszelkie nieszczęścia świata obarcza Amerykę i nieludzki kapitalizm, jakim również i Szwecja się zaraziła. Skąd taka postawa – próbuję dociec – u przedstawicieli pokoleń, które dojrzewały w swoistym inkubatorze, jakim była ówczesna Szwecja, najbardziej opiekuńcze z państw Zachodu? A przecież – chwytam się najprostszego argumentu – wystarczyło zadać sobie nieco trudu i przekroczywszy miedzę przekonać się, jak idee socjalizmu sprawdzają się na polskim gruncie – o Związku Radzieckim, Kubie czy Korei Północnej nie wspomnę.
Tak, próbuję zrozumieć. Ale oto napotykam na wywiad prasowy z partyjnym kolegą Stiega Larssona z Partii Socjalistycznej (do 1982 roku mieniącej się Komunistyczną Ligą Robotniczą). Na prośbę polskiego dziennikarza o przybliżenie politycznego środowiska, w jakim obracał się Larsson, pada odpowiedź: „Nie chciałbym mówić o Stiegu jako o człowieku, bo znałem go głównie jako towarzysza”.
Z ostatniej chwili: W „Mowie Noblowskiej” wśród wielu ważnych myśli Llosa podsuwa nam następującą: „Bylibyśmy gorsi, niż jesteśmy, bez dobrych książek, które czytamy”. Wypada mu odpowiedzieć: Bylibyśmy gorsi, niż jesteśmy, bez pisarzy takich jak Llosa.
Autor zastrzega sobie hurtem wszelkie prawa do wszystkiego, oświadczając zarazem, że przedstawione tu poglądy i opinie niekoniecznie muszą odzwierciedlać jego prywatne opinie i poglądy.
wyróżnieniami...dar mowy zrozumiałej i tak elastycznej przysługuje właśnie im, a więc swobodne terytorium, na którym umieszczono rzoliczenia:) Istotny czas. Osobiscie książki sąposzukiwaniem tej mądrości, wnisoków, pomysłów które jak najbardziej wychodząnaprzeciw światu użytkowemu i codziennej realnosci. To jest chyba jedna z piękniejszych szans- móc realizować. Również reżyseria mogłaby tu sie podpisac. A w czasach chłodu ...serc i wyobcowania - są niezastąpionym'dachem" nad skołataną głowę. W zależnosci od pogody ...magia słów tylko pomiędzy autorem a czytelnikiem.

Wywiad z Christianem Kerezem, który miał zaprojektować budynek warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie

Zajęcia jednoznacznego stanowiska ws. budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w
Warszawie domagają się w liście do prezydenta Bronisława Komorowskiego, prezydent m.st. Warszawy
Hanny Gronkiewicz-Waltz i ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego reprezentanci środowiska
naukowego
