Pierwszym udokumentowanym świadkiem sylwestrowego cudu przy Krakowskim Przedmieściu był pewien bardzo poważny redaktor bardzo poważnej gazety o zasięgu ogólnopolskim. Ostatniego dnia grudnia wczesnym rankiem zmierzał do domu niosąc dwie świeżo nabyte butelki szampana, kiedy na widok zjawiska vis-à-vis Pałacu Staszica zatrzymał się jak wryty. Oprzytomniawszy, chwycił za telefon komórkowy i powodowany obywatelskim obowiązkiem zadzwonił na policję, a zaraz potem do redakcji rodzimej gazety.
Traf chciał, że na przekór statystyce pierwszy na miejscu zjawił się zmotoryzowany patrol policji. Przestudiowawszy dowód obywatela oraz poddawszy jego posiadacza badaniu alkomatem, funkcjonariusze dopiero potem zajęli się powodem obywatelskiego zgłoszenia.
Wówczas oczom zdumionych stróżów prawa ukazał się pomnik Mikołaja Kopernika, od blisko dwustu lat stały element krajobrazu Warszawy; astronom jednak miast jak dotąd siedzieć i wzrok kierować ku wylotowi ulicy, stał na wyprostowanych nogach i obrócony o 90 stopni w prawo, uzbrojoną w cyrkiel dłonią pokazywał wschodnią stronę świata. Zanim funkcjonariusze sporządzili „notatkę służbową z zaistniałego zdarzenia”, gromadzący się przed Pałacem Staszica tłum zelektryzowała wiadomość o metamorfozie nieodległego pomnika Mickiewicza: ustawiony na wysokim cokole Wieszcz prawą dłoń oderwał od płaszcza i palce przykładał do daszku od dziś wieńczącej mu głowę żeliwnej czapki z orzełkiem.
Po zwołanej ad hoc naradzie władz Warszawy z udziałem agend rządowych, mieszane policyjno-wojskowe patrole obstawiły najważniejsze pomniki stolicy. Nie na wiele wszak się to zdało: jakby uległszy powszechnemu klimatowi rebelii, pomniki zaczęły żyć własnym życiem. Prus mówił tekstami Masłowskiej, Konopnicka co godzina recytowała „Rotę”, a spod ręki pomnikowego Chopina wyłaniały się ryte z mozołem nuty „Marsylianki”.
Równo o północy, w zamieszaniu wywołanym feerią sylwestrowych fajerwerków i hukiem korków od szampana, zsunął się z Kasztanki i oddalił niezauważony Marszałek Piłsudski.
Poszukiwania Naczelnika trwają.
Z ostatniej chwili: Tekst powyższy powstał li tylko z sympatii dla pomników, zmuszonych znosić kaprysy pogody, zawirowania historii, krępującą obecność gołębi i okolicznościowe akademie „ku czci”.
Autor zastrzega sobie hurtem wszelkie prawa do wszystkiego, oświadczając zarazem, że przedstawione tu poglądy i opinie niekoniecznie muszą odzwierciedlać jego prywatne opinie i poglądy.
sen o....
a paniusia u fryzjera....kiedy pańswto drży .
Ach te żony i nieżony.
PS może rozumu do tych szampańskich toastów. Tak rok w rok - gdyby podawano im pokojowy lek ...byłoby mniej huku.
Przedstawienie faire walk zamierzam obejrzeń. Na niebei. A nie pośród ludzi którym przeznaczenie ognia sie pomyliło.

Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie

Zajęcia jednoznacznego stanowiska ws. budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w
Warszawie domagają się w liście do prezydenta Bronisława Komorowskiego, prezydent m.st. Warszawy
Hanny Gronkiewicz-Waltz i ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego reprezentanci środowiska
naukowego
