
Dziś, by musical mógł odnieść sukces, nie wystarczy już sprawnie ułożona melodramatyczna historyjka okraszona ślicznymi melodiami i przynajmniej jednym hitem. Więc co? Sposobów jest kilka
1 października był Dniem Muzyki. Choć minęło od niego już kilka dni, nadal zastanawiam się nad sposobem w jaki należy go obchodzić. No właśnie - „obchodzić”
Aż do wakacyjnej chwili nudy musiało czekać na mojej półce nagranie najnowszego musicalu Andrew Lloyda Webbera „Love Never Dies”.
Biorąc do ręki pisemko „Viva!”, spodziewam się, że znajdę w nim dużo kolorowych obrazków i doniesienia z życia osób, które miała na myśli Krystyna Janda, gdy mówiła: „Kiedyś każda aktorka chciała być gwiazdą. Dziś każda gwiazda chce być aktorką”.
Proszę sobie wyobrazić zblazowanego operomaniaka. Posiada już wszystkie oficjalne i pirackie nagrania „Traviaty”, „Carmen”, „Turandot”
Los potrafi być okrutny, a fortuna kołem się toczy. Doświadczył tego Roman Statkowski. Kto? No właśnie… Polski kompozytor, autor chociażby dwóch oper – „Filenis” i „Marii”
Słuchanie muzyki w plenerze jest jakoś mniej zobowiązujące. Mniej serio? Oby nie dla wykonawców! Poziom zawsze musi być!
Znajomi donieśli mi, że „Newsweek” podaje moje nazwisko i pisze o premierze mojej sztuki „Diva for rent”
Na pierwszy rzut oka to książka dla ultra-ekstremalnych wielbicieli Chopina. „W hołdzie Chopinowi. Bałakiriew w Warszawie i Żelazowej Woli” Grzegorz Wiśniewskiego
Nie będę ukrywał – wzruszyłem się. Nie żebym od razu szlochał, śledząc pogmatwane i smutne losy Jeana Valjeana