szukaj:
z ostatnich:
Zapiski mężczyzny po niewłaściwej stronie czterdziestki


Bajeczne urodziny „Nędzników”

dodane 2011-05-10 (09:24)
  A A A
 

Nie będę ukrywał – wzruszyłem się. Nie żebym od razu szlochał, śledząc pogmatwane i smutne losy Jeana Valjeana. Ale wzruszenie było. No ba! - wszak zadbali o to spece od wzruszeń, którzy przygotowali jubileuszowe wykonanie musicalu „Les Miserables”. Do tego wspomnienia z dzieciństwa: lata 80-te i przedstawienia tego utworu w pachnącym wówczas Pewexem Teatrze Muzycznym w Gdyni. Wymowa oryginalnego, francuskiego tytułu może rodzić problemy. Pewnego dnia do kasy rzeczonego już gdyńskiego Teatru przyszła pani prosząc o bilety na… „Los Mirabelos”. Będę więc posługiwał się polską wersją „Nędznicy”.

Wzruszenie towarzyszące oglądaniu „Nędzników” na DVD pozwoliło mi zapomnieć o tym, że nie do końca zrozumiałe są dla mnie dylematy bohaterów. I że musical zmajstrowany jest zaledwie z kilku motywów muzycznych, które przechodzą z ust do ust śpiewających bohaterów. Braki w dramaturgii tuszują liczne wątki, postaci, zmiany miejsc, przeskoki czasowe, efekty sceniczne. To musical z pochodzenia francuski, który stał się jedną z atrakcji turystycznych Londynu i broni dobrego imienia europejskiego teatru muzycznego na Broadwayu. Tam uznano go za jedno z arcydzieł gatunku – sprzedano nań zawrotną ilość biletów i zarobiono krocie. To najważniejsze wyznaczniki sukcesu w Stanach. Jego twórcy, Alain Boublili Claude-Michael Schonberg już nigdy nie doświadczyli podobnego triumfu. Ich „Miss Sajgon” wydaje się dziełem skleconym z odprysków i odpadów jakie zostały po „Les Miserables”. Bardziej udany „Martin Guerre” nie przypadł zaś do gustu ani publiczności, ani nawet jego producentowi, Mackintoshowi, który co rusz żąda od autorów przeróbek.

Nędznicy” uczynili Mackintosha bogaczem. Nic więc dziwnego, że bez ustanku promuje ten tytuł, pomimo, że od jego premiery minie niebawem 26 lat. Rok temu, w Londynie, w Arenie O2 hucznie fetowano 25-lecie musicalu. Zarejestrowane i wydane przez Universal nagranie właśnie ukazało się na DVD na rynku, powiększając i tak licznych już odbiorców musicalu ( w Arenie było około 20 tys. osób) o dodatkowych widzów. Świadom niedostatków samego musicalu, kręcąc nochalem na solistów, uznając wyższość wykonań sprzed lat ( w myśl zasady: „dawnie, panie, to były czasy!”) i tak wpadłem w zachwyt.

Zacznę od grymasów. „Nędznicy” to pokaźna obsada. Samych głównych partii jest dziewięć. W omawianym wykonaniu każdy z solistów reprezentuje niestety inną technikę wykonawczą – od operowego po „podprysznicowe”. Zachwyca Alfie Boe jako Jean Valjean. Wszystko u niego jest doskonałe: zmienność barwy głosu, dynamika, wyrównanie rejestry (czyli słychać, że i wysokie i niskie dźwięki wykonuje ten sam głos), pewność intonacji (czyli po prostu: nie fałszuje), pełna kontrola nad głosem. Ale już Norm Lewis jako Javert – rozczarowuje. Wyśmienity w partiach deklamacyjnych, gdzie melodię wywodzi z brzmienia słów, zawodzi w częściach lirycznych, śpiewnych Nieciekawie frazuje, bardzo długo przetrzymuje spółgłoski. Lea Salonga spodobała mi się, bo odmienną emisją buduje postać Fantyny niewinnej i Fantyny - prostytutki. Od Matta Lucasa w roli Thenadiera nie wymagam większych umiejętności wokalnych. Thenadier ma być obleśny i przerażający w swej groteskowości. W tej roli wystarcza mi śpiewający aktor. Ale kto włączył do obsady Nicka Jonasa?! Gdy recenzent chce znaleźć jakikolwiek komplement dla artysty, który zawiódł wokalnie, pisze, że „ładnie prezentował się na scenie”. Ale w przypadku Jonasa nawet tego napisać nie mogę. Ten niedysponujący żadnymi umiejętnościami wokalnymi piosenkarz, był tak zestresowany i spięty, że nawet dobrze nie wyglądał. Rola Mariusa leży daleko, bardzo daleko poza jego możliwościami artystycznymi. Męczył się śpiewając ją, a męki owe malowały się bez skrępowania na jego twarzy. Dosyć pastwienia się nad tym dzieciakiem. Przecież to nie on zaprosił się do udziału w tym przedsięwzięciu. To „względy marketingowe” zadecydowały o zaangażowaniu przez producenta idola nastolatek. Samantha Barks jako Eponina nie wnosi się ponad poziom szeregowych uczestników „Idoli”, „X-factorów” itp. Katie Hall jako Cosette ze swoich słodkim sopranikiem pasuje do ról dziewcząt naiwnych. W górnych rejestrach jednak daje o sobie znać jej operowe pochodzenie i zaczyna śpiewać zupełnie w innej estetyce i innym głosem (czyli w przeciwieństwie do Boe’a jej rejestry są niewyrównane). Musicale oparte są przeważnie na współczesnych brzmieniach. Z czasem więc ich orkiestracja wymaga liftingu. Tak też jest i w tym przypadku. Partyturę podrasowano wręcz wyśmienicie. Świetne brzmienie to też zasługa dyrygenta Davida Charlesa Abella., który według mnie wydobył z partytury wszystko, co w niej było. Więcej nie ma czego tam szukać. Świetnie poprowadził nie tylko solistów, ale i orkiestrę i monstrualnych rozmiarów chór.

I co to było za show! Jubileuszowe wykonanie „Nędzników” miało formę koncertu. Jednak aranżujący koncert Stephen Metcalfe zrobił wszystko, by widz nie odczuwał braku sceny. Bohaterowie wystąpili w kostiumach, markują sytuacje sceniczne, ekspresję ich twarzy widać na wielkich telebimach. No i światła! Patrick Woodroffe i Paule Constable genialnie opanowali nimi ogromną przestrzeń. To właściwie światła budują dramaturgię widowiska. W dodatku potężne sztankiety z zawieszonymi na nich oświetleniem są najważniejszymi elementami scenografii. Po wykonaniu „Nędzników” na scenie rozpoczęła się feta. Pojawili się wykonawcy prapremiery, zaśpiewali uczniowie, którzy w swoich szkołach wystawili musical, jego twórcy i w końcu ten, dzięki któremu „Nędznicy” zaistnieli – producent Cameron Mackintosh. Kamery co rusz pokazują rozentuzjazmowany tłum. Tylu uśmiechniętych i szczęśliwych ludzi w jednym miejscu rzadko można uświadczyć. Emocje podbijają widoki rozpłakanych ze wzruszenia pań, które nawet nie ocierają łez wymieszanych z mascarą. Tłum szaleje, bije brawo, wiwatuje. Ci ludzie po prostu uwielbiają „Nędzników”. Jak ja. Wbity w sofę przed telewizorem, szukając już prawie mokrymi oczymy chusteczek, umierałem z zazdrości, że nie byłem z nimi, w tamten wieczór na urodzinach „Nędzników” .

Les Miserables, koncert z okazji 25-lecia musicalu, DVD, napisy polskie, Universal, Tim Film Studio.









Jerzy Snakowski
www.snakowski.pl





oceń
0
0
Podziel się


Opinie

Ocena: 0 [0]
~dziękczynnik [2011-05-17 23:33]

Dziękuję za te lekkie
błyskotliwe, odkrywcze, nietuzinkowe, oryginalne felietony Panie Jerzy.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Rozczarowany [2011-05-15 18:57]

To nie to samo
Z przykrością stwierdzam, że zamiana felietonów pana G.Gortata na recenzje spektakli muzycznych - nie była dobrym pomysłem. Tęsknię za błyskotliwością i nietuzinkowym widzeniem świata poprzedniego felietonisty. Może uda się przywrócić dawny porządek świata? Będę wdzięczny.

odpowiedz

Wywiady

Kerez: przeżyłem w Polsce wspaniałą przygodę


Wywiad z Christianem Kerezem, który miał zaprojektować budynek warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej więcej

Moda i obyczaje

Tragiczny koniec uczty polskiej


Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie więcej