1 października był Dniem Muzyki. Choć minęło od niego już kilka dni, nadal zastanawiam się nad sposobem w jaki należy go obchodzić. No właśnie - „obchodzić”. Czy muzyka nas obchodzi? Nasz system edukacji spowodował, że nie potrafimy o niej mówić, analizować jej, wykonywać, ba! nawet słuchać świadomie. Jednak nie to uważam, za największe nieszczęście, jakie ją spotkało. Paradoksalnie stała się nim jej wszechobecność. Muzyka jest już dosłownie wszędzie: w komórce, MP3, budziku, tablecie – we wszystkich urządzeniach dużych i małych. Dociera do nas w środku nocy z mieszkania sąsiadów-imprezowiczów (wtedy nienawidzimy jej setnie). Dopada w centrum handlowym, na basenie, u fryzjera. To powoduje, że stajemy się na nią obojętni. Wręcz głusi. Muzykę słyszymy, ale jej nie słuchamy.
Stała się dźwiękową watą, wręcz śmieciem w przestrzeni publicznej. A nawet groźnym narzędziem manipulacji w rękach marketingowców. Pomysł to nienowy, by sterować ludźmi przy pomocy muzyki. W okresie baroku muzykolodzy i kompozytorzy opracowali teorię afektów. Uznali, że poprzez dobór tonacji, instrumentów czy grup rytmicznych można wywołać u odbiorcy pewne emocje. A przez to łagodzić ból albo wyrwać z melancholii. Swoją muzyką chciał zmieniać (czyt. naprawiać) całą ludzkość wizjoner Wagner. Rzeczona cała ludzkość miała zabrać się w namiocie, w którym podczas festiwalu miano wykonać dzieła Wagnera. Następnie w tymże namiocie miały być spalone na oczach ulepszonej ludzkości. Temu sterowaniu naszymi emocjami przyświecały więc wyższe cele. A dziś? Odpowiednie brzmienia mają wpłynąć na nas i skłonić np. do zakupów lub pozostania jak najdłużej w restauracji i składania kolejnych zamówień.
Jakby tego było mało, okazało się, że muzyka jest dla nas zabójcza. Lekarze biją na alarm - słuchanie jej przez słuchawki spowodowało głuchotę całego pokolenia. To jej zemsta za to, że skazaliśmy ją na rolę tła naszych najbanalniejszych czynności.
Więc co robić 1 października? Słuchać czy nie słuchać? Może ogłosić, że jest to Dzień Muzyki bez… muzyki? By mogła odpocząć, nabrać mocy, a my mielibyśmy szansę stęsknić się za nią. Taka celebracja muzyki poprzez ciszę. Obawiam się, że to wołanie na puszczy, którego, nomen-omen, nikt nie usłyszy. To jak Dzień Bez Samochodu, celebrowany kilka dni wcześniej, w którym to akurat musiałem wyjąć auto z lamusa, by odbyć nim pełną korków podróż z Gdańska do Kartuz i z powrotem (w sumie sześćdziesiąt kilometrów), trwającą łącznie trzy i pół godziny.
Odpowiedź przyszła do mnie sama. Dziś. Teraz. W postaci tego tekstu. Może najlepszy sposób na świętowanie muzyki to chwila refleksji nad nią? Rozmawianie o niej? Czytanie? Pisanie? Bo jak powiedział pisarz i muzykolog Romain Rolland: „Muzyka nie jest językiem zrozumiałym ogólnie; konieczny jest łuk słowa, by strzała dźwięki mogła wniknąć do wszystkich serc”.
Jerzy Snakowski
www.snakowski.pl
Opinii brak
W sobote wysłałam opinię. Dlaczego widzę jej brak? Moze to ktoś wyjasnić?
Panu Snakowskiemu - gratuluję (raz jeszcze...) trafnych spostrzeżeń na temat nadużywania w naszej czaso-przestrzeni dźwięków muzycznych.
Pozdrawiam

Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie

Zajęcia jednoznacznego stanowiska ws. budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w
Warszawie domagają się w liście do prezydenta Bronisława Komorowskiego, prezydent m.st. Warszawy
Hanny Gronkiewicz-Waltz i ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego reprezentanci środowiska
naukowego
