Biorąc do ręki pisemko „Viva!”, spodziewam się, że znajdę w nim dużo kolorowych obrazków i doniesienia z życia osób, które miała na myśli Krystyna Janda, gdy mówiła: „Kiedyś każda aktorka chciała być gwiazdą. Dziś każda gwiazda chce być aktorką”. A tu, w sierpniowym wydaniu, taka niespodzianka! Duży wywiad ze śpiewaczką operową! Opera przeważnie leży poza obszarem zainteresowań pism lifestylowych czy plotkarskich. Chyba, że ktoś z celebrytów zechce się pokazać z kimś ze świata opery. Rzadki przypadek! Kilka dni po pojawieniu się rzeczonej „Vivy!”zagadka wyjaśniła się sama. Na rynku ukazała się pierwsza solowa płyta polskiej sopranistki, Aleksandry Kurzak, a wywiad był częścią akcji promocyjnej. Od razu muszę zaznaczyć, że wywiad jest ciekawy, a rozmówczyni prezentuje się jak osoba z klasą, pełna humoru, ale i skłonna refleksji. Do tego jest śliczna! Co okazuje się być niekiedy problemem. Zarówno sesja zdjęciowa w „Vivie!”, jak booklecie (nader skromnym i zawierającym niestety błędy różnej maści…) towarzyszącemu płycie, świadczą, że młoda i ładna śpiewaczka jest większym wyzwaniem dla speców od PR-u, niż gruba diva. Obie sesje bez polotu i pomysłu.
A płyta? Płyta dopełnia idealnego wizerunku artystki. Znalazły się na niej w większości popularne arie operowe. Niektóre z nich Kurzak wykonywała już na scenach. I to na jakich! Metropolitan Opera w Nowym Jorku, Covent Garden w Londynie, Opera Wiedeńska. Czyli po prostu na najważniejszych. I co istotniejsze – nie były to zaproszenia jednorazowe. Artystka powraca do tych teatrów, a to oznacza, że nie jest obiecującą młodą artystką, ale artystką pełnoprawną, która spełnia pokładane w niej nadzieje. Tym samym dołączyła do grupy wybitnych polskich śpiewaków, którzy odnoszą sukcesy na światowych scenach (m.in. Podleś, Zwierko, Beczała, Kwiecień, Dobber, Konieczny, Bronikowski). Ale pisząc tak, mam wrażenie, że nieco ujmuję wartości artystom, którzy z racji kosmopolitycznej profesji nie mają narodowości. A więc jeszcze raz – Aleksandra Kurzak dołączyła do grona wybitnych śpiewaków odnoszących sukcesy na światowych scenach.
Płytę otwiera aria z „Cyrulika sewilskiego”. I już na samym początku, szerokim gestem artystka pokazuje, co potraf i na co ją stać. Wspaniale wyśpiewuje przekorny charakter bohaterki, która postanawia przechytrzyć swego znienawidzonego opiekuna, by połączyć się z ukochanym. Proszę tylko posłuchać, jak Kurzak nasyca kokieterią słowa: „piagò” (54 sekunda), „vincero” (1’20’’) i „ma” (3’24’’). I pierwsza refleksja dotycząca jej głosu: piękna, głęboka barwa i wyrównane rejestry (w uproszczeniu: w jednakowy sposób śpiewa dźwięki w dole, w środku i górze skali). Do tego Kurzak śpiewa tak zwanym procentem, a nie kapitałem, czyli słychać, że może zaśpiewać o wiele większym głosem, ale możliwość tę zostawia na szczególne, kulminacyjne momenty. A to świadczy o tym, że śpiewa inteligentnie, a nie efekciarsko.
Następnie, dla kontrastu, liryczna aria Zuzanny z „Wesela Figara”. Boże! Co za frazowanie! Frazy są niezwykle giętkie i pulsujące jak fala rozchodząca się po wodzie. Sztukę oddechu, a na niej głównie polega śpiew, artystka ma opanowaną do perfekcji.
Po klasycznym Mozarcie, romantyczny Donizetti i pierwsza aria Łucji z „Łucji z Lammermooru”. Dzięki takiemu zestawieniu płyta zyskuje dramaturgię. Ale nie chodzi tylko o różnorodność muzycznych stylów, ale też i o stylistykę wykonania. Kurzak szuka innych form wyrazu, wręcz nieco innej emisji, gdy śpiewa repertuar romantyczny. Posługuje się wtedy większym wolumenem, znajduje ciemniejszą barwę, głos wydaje się gęstszy, ale zawsze lekki. Owa lekkość zachwyca zwłaszcza w cabaletcie, czyli końcowej szybkiej części arii - zjawiskowe ritenuta (zwolnienia) i piana (śpiewanie cicho) na najwyższych dźwiękach (np. 5’40’’), doskonałe tryle będące śpiewem a nie gdakaniem. Czyste belcanto! Numer 4. na płycie to kolejny zwrot o 180 stopni. Tym razem w stronę operetki. Aria ze śmiechem z „Zemsty nietoperza”. Zaśpiewana z eleganckim umiarem, ujawnia komiczne walory wokalistki i jak każda aria na tej płycie – zdolności kreowania postaci wyłącznie środkami wokalnymi. Pyszne!
Jeszcze nie zdążyłem oblizać się po powyższym, a tu następny cukierek. Szlagier „O mio babbino caro” ma w sobie takie pokłady uczucia, że utonąłem w nich bez reszty, pomimo 182 centymetrów wzrostu.
Centralnym, w przenośni i dosłownie, punktem płyty jest recytatyw i aria Violetty z „Traviaty”. Luksusowa paryska kurtyzana zastanawia się, czy mogłaby prowadzić inny tryb życia. Przez chwilę, w wolnej części arii, marzy o prawdziwej miłości, by następnie, w recytatywie i cabaletcie, utwierdzić się w przekonaniu, że jedyne czego chce, to niekończąca się zabawa i pozostanie przy obecnej profesji. Technicznie – wykonana oszałamiająco! Długą frazę „Ah, fors’e’ lui che l’anima solinga ne’ tumulti”(1’15’’), Kurzak śpiewa na jednym oddechu, spokojnie, bez nerwowego przyspieszenia na końcu czy rozpaczliwego oddechu po wybrzmieniu ostatniej nuty. A do tego jakie cuda wyprawia z barwą! Proszę tylko wsłuchać się w aksamitne, tajemnicze brzmienie przy słowie „misterioso” (2’40’’). Kadencja (popisowa wokaliza bez udziału orkiestry) pod koniec wolnej części (3’18’’) nie służy tylko temu, by pochwalić się głosem i techniką, ale nastrojowo związana jest z resztą arii – pięknie oddaje rozmarzenie bohaterki. Przerywają je energiczne słowa „folie!” (szaleństwo). Przy słowach „Povera donna! Sola, abbandonata” (3’54’’) artystka pozwala sobie na świadome udźwięcznienie oddechu, co byłoby nie do pomyślenia przy Mozarcie. Tym samy słowa te zyskują bardzo emocjonalne nasycenie. Doskonały efekt! Pierwsza zwrotka cabaletty zaśpiewana jest bez emocjonalnego zaangażowania. To bezduszna, zimna koloratur, od którego odcinają się afektowanie zaśpiewane frazy Alfreda (Francesco Demuro, tenor). Jego głos powoduje, że do drugiej zwrotki cabaletty zakrada się jakiś lęk i pytanie, jakby bohaterka straciła wiarę w wyśpiewywaną deklarację o życiu jako niekończącej się imprezie. Ale gdy tylko pojawia się koloratury –odzyskuje pewność siebie. Znów zachwyca oddechem – długą frazą z wysokim „c” (7’05’’). Finałowe pasaże są oszałamiająco perliste, wysokie nuty jak strzały korków od szampana, jeszcze finałowe, wysokie, pewnie zaśpiewane „es” (czyli dużo wyżej niż słynne wysokie „c”) i tak oto kończy się jedne z najciekawszych nagrań tej arii, jakie słyszałem. A choć słyszałem już dziesiątki Łucji i Violett, to pierwszy raz usłyszałem, że są to bohaterki młode. Nie wiem, czy lepszym tytułem płyty nie byłaby „Giovinezza” (młodość) niż „Gioia!” (radość).
Po paryskiej kurtyzanie - Gilda z „Rigoletta”. W tej arii proszę zwrócić uwagę na eleganckie wykańczanie fraz i perfekcyjne tryle, którymi błysnęła już w „Łucji”. I tu mam jedyne zastrzeżenie, czy raczej niezaspokojone oczekiwanie względem wykonawczyni – szkoda, że ostatnia część arii, już po kulminacji w kadencji, nie została zaśpiewana mezza voce. Praktyka sceniczna, polegająca na śpiewaniu tego ustępu już za sceną, przyzwyczaiła ucho do jego delikatniejszego słyszenia.
Aria-polonez z „Purytanów” to najlepsze pod względem wyrazowym wykonanie tej arii, jakie słyszałem. Ileż tu smaczków, barw i ich odcieni! Słychać i kokieterię, i oczekiwanie na wielką chwię i podniecenie w momencie przymierzania ślubnego welonu. Czy można się dziwić, że wysłuchałem trzy razy pod rząd?!
W duecie z „Napoju miłosnego” artystce towarzyszy tenor Francesco Demuro. Jest bardzo dobry, ale Kurzak bije go na głowę. Duet jest tak skonstruowany, że bohaterowie powtarzają po sobie te same frazy muzyczne. Proszę porównać frazowanie jej i jego, dynamikę (czyli śpiewanie cicho-głośno), czy dbałość o wykończenie fraz.
Walc Musetty z „Cyganerii” - rozpoczynają go trzy bajkowo zagrane dźwięki harfy. Każdy grany ciszej od poprzedniego, co powoduje, ze skupiamy swój słuch, na tym, co nastąpi dalej. Coś w rodzaju zaproszenia „posłuchajcie ludzie mojej opowieści”. Wokalistka kreuje postać kolejnej paryskiej dziewczyny za pieniądze. W przeciwieństwie do wielu wykonawczyń, Kurzak jako Musetta jest bardziej liryczna niż ordynarna.
Płytę kończy zazwyczaj pomijana w spektaklach aria Hanny ze „Strasznego dworu”. Cieszy, że artystce udało się przemycić polski akcent. Pewnie miał na to wpływ fakt, że płytę współfinansowało Narodowe Centrum Kultury. Tu słuchacz nie znający języków obcych może docenić kolejny walor śpiewaczki – dykcję. Aria wykonana jest energicznie, z potrzebnym w niej patosem (nawet w koloraturach) - wszak rzecz idzie tutaj o tym, że Polka jest gotowa poświęcić wszystko dla ojczyzny. Kurzak zadaje kłam teorii, ze Moniuszko jest niewokalny. Wręcz wpisuje tę arię, i to udanie, w estetykę włoskiego belcanto. Drugim bohaterem tej arii jest Gjorgi Dimcesuski, realizujący trudną partię skrzypiec solo. To najprawdziwsza aria koncertująca, czyli oparta na współzawodnictwie głosu i instrumentu. A współzawodnictwo w tym wykonaniu zapiera dech w piersiach i nie wiem kogo bardziej podziwiać. Może trzeciego bohatera nie tylko tej arii, ale i całej płyty czyli dyrygenta, Omer Mair Wellebera i prowadzoną przez niego Orkiestrę Miejską z Walencji. Dyrygent jest czujnym partnerem podczas całego recitalu, a w Moniuszce odkrywa takie brzmienia, których istnienia nie podejrzewałem.
Słowem: płyta, która mnie zachwyciła. A to dopiero początek kariery Aleksandry Kurzak. W tym sezonie zaśpiewa w warszawskim Teatrze Narodowym w „Traviacie” i „Łucji…”. Tylko tyle, bo czekają na nią światowe sceny, na których Kurzak stoi już pewnie, w szerokim rozkroku. Stoi jako gwiazda i dojrzała artystka. Anno Netrebko! Posuń się!
Jerzy Snakowski
www.snakowski.pl
![]() |
Gratulujemy
przynajmniej w tej dziedzinie nie ma się czego wstydzić
Vivat Kurzak!
Na Kurzak zwróciłem uwagę właśnie po Traviacie w warszawskim Teatrze Wielkim. Zgadzam się z opinią, że ma piękną barwę, śpiewa świetnie technicznie, nie efekciarsko i ma "rezerwy mocy". Wielki szacunek dla tej Pani!
Faktycznie, ciekawe byłoby porównanie Kurzak z Nietrebko
głos
Wspaniały - zawsze jest tak - cudze chwalicie a swojego nie znacie

Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie

Do 31 maja trwa nabór uczestników do festiwalu YES’t Festival 2012 - konkursu wokalnego integrującego środowiska artystów sprawnych i niepełnosprawnych
