szukaj:
z ostatnich:
Zapiski mężczyzny po niewłaściwej stronie czterdziestki


Open air

dodane 2011-06-27 (13:42)
  A A A
 

Słuchanie muzyki w plenerze jest jakoś mniej zobowiązujące. Mniej serio? Oby nie dla wykonawców! Poziom zawsze musi być! Ale słuchacz może pozwolić sobie na więcej luzu. Na przykład wzbogacając wrażenia słuchowe doznaniami smakowymi, dobierając do eleganckiej kreacji gustowny koszyk z wiktuałami spożywanymi w trakcie słuchania. Nie wolno zapomnieć o pledzie, bo wieczory, a mówimy tu o wieczornym słuchaniu, u nas jednak zazwyczaj chłodne. Plener plenerowi nierówny. Przedstawiam kilka jego wariantów, sugerując dobór repertuaru.

Po pierwsze: plener klasyczny. Latem, duże instytucje, o ile nie muszą zgodnie z kodeksem pracy udzielić pracownikom urlopu, chętnie wychodzą ze swych siedzib „do ludzi”. Wybierają nietypowe miejsca, licząc, że zainteresują swoją działalnością nowych odbiorców. Przeglądając kalendarz najbliższych imprez tego rodzaju, moją uwagę przykuła oferta z Krakowa– XV Letni Festiwal Opery Krakowskiej . Na miejsce prezentacji części wydarzeń wybrano dziedziniec Wawelu. Podziwiając architekturę i chłonąc aurę tego miejsca 2 i 3 lipca, w trakcie Gali, będzie można wysłuchać operowych arii. Wykonają je soliści godni tego miejsca – Magdalena Barylak, Edyta Piasecka, Arnold Rutkowski , Stanisław Kufluk i Rafał Siwek. 4 lipca - Gala Baletowa. A 7 i 8 lipca – opera Gounoda „Faust”. Tych, którzy „Fausta” kojarzą z głębokim i nieco ponurym dziełem Goethego, a akurat w lipcową noc nie mają ochoty na filozoficzne rozważania, uspokajam. W rękach francuskiego kompozytora „Faust” stał się muzyczną landrynką. Faust i Małgorzatka wyśpiewują śliczne kantyleny, głównie w rytmie walca, a Mefisto jest bardziej swatką niż demonem z piekła rodem. Czasem tylko wyskakuje zza dekoracji, melodyjnie wykrzykując „uuuu!”, którym może nastraszyć najwyżej skrajnie bojaźliwe maluchy, a niby przerażona Małgorzata opędza się od niego śpiewnymi, chwytającymi za serce modlitwami. W antraktach można skonsumować to, co przynieśliśmy ze sobą w koszyczkach. Dodatkowym atutem słuchania muzyki na Wawelu jest możliwość obcowania z tajemniczą energią – ponoć królewskie wzgórze jest jednym z czakramów Ziemi.

Wariant drugi obcowania z muzyką w plenerze to ten dla szczęśliwych posiadaczy samochodu typu kabriolet. By spotęgować wrażenie na innych gościach któregoś z kurortów, proponuję słuchać w samochodzie przebojów muzyki operowej. Każdy obejrzy się i uśmiechnie się (nawet z lekką zazdrością – a o to przecież chodzi), gdy usłyszy dobywające się z cabrio dźwięki „Nessun dorma” czy „Duetu kwiatowego” z „Lakme”. Dopiero co EMI Music wydało 4-płytową składankę z operowymi szlagierami – „The Best Opera… Ever!”. Od baroku po początek wieku XX. Trochę szkoda, że na zachętę nie znalazł się tam choć jeden fragment któregoś z dzieł współczesnych. Bo to nie prawda, że „opera dla ludzi” skończyła się na „Porgy and Bess” w 1935. Lista wykonawców imponująca (m.in. Dessay, Gheorghiu, Villazon, Alagna, Jaroussky, Muti, Biondi), choć zdominowana przez Callas. Jej nagrania artystycznie doskonałe, trochę jednak odstają technicznie (sześć nagrań mono). To właśnie nazwiska wykonawców wyróżniają tę składankę spośród wielu innych dostępnych na rynku. Cieszy obecność polskich śpiewaków (np. pyszna Teresa Kubiak w arii z „Halki”) i polski repertuar (kilka „Moniuszków” i jeden Szymanowski). Jeśli ktoś nie posiada cabrio, a chce w letnim kurorcie zwrócić na siebie uwagę nietypowymi upodobaniami muzycznymi, ostatecznie może w samochodzie opuścić okna na maksa.

Trzeci rodzaj pleneru, który sam często wybieram, to indywidualna, wieczorna lektura na balkonie przy lampce wina i lampce oświetlającej książkę, z muzyką w tle. Oko cieszą pielęgnowane pelargonie, powonienie – swojska, plebejska maciejka, a komary odstrasza chemia ukryta w świeczce.

W tym entourage‘u doskonale brzmi składanka „Barokowe qui pro quo”, wydana właśnie przez DUX. Jak się okazuje kompilacja też może być sztuką. Jej mistrzem okazał się Michał Ziółkowski, odpowiedzialny za dobór utworów. Obok kilku przebojów, na płycie znajdują się kompozycje mniej znane szerokiej publiczności, a dajże się łatwo polubić. Utwory solowe na organy czy klawesyn przeplatają się z dwugłosowymi sonatami (np. na trąbkę i organy albo fagot i klawesyn). Do tego - fragmenty na mniejsze i większe składy orkiestrowe. Całości dopełniają oryginalne transkrypcje, niekiedy wręcz egzotyczne, jak choćby Adagio Albinoniego na organy i… fletnię Pana. W większości żartobliwe i pogodne, pokazujące uśmiechnięte oblicze baroku. Wręcz w głos roześmiałem się, gdy usłyszałem, że twórcy „obciachowego” przeboju sprzed kilku lat, „Barbie Girl”, delikatnie mówiąc zainspirowali się drugą częścią Sonaty triowej g-moll Haendla. Wykonawcy w przeważającej mierze rodzimi, udowadniający, że i my posiadamy doskonałych muzyków odnajdujących się w repertuarze barokowym.

Nim jesienią powrócimy do poważnych sal koncertowych i oper, pozwólmy teraz muzyce być tłem dla letnich przyjemności na otwartym powietrzu.

Opera Krakowska, XV Letni Festiwal Opery Krakowskiej, www.opera.krakow.pl
The Best Opera… Ever!, 4CD, EMI Music 0287302
Barokowe qui pro quo, CD, DUX 0850

Jerzy Snakowski

www.snakowski.pl













oceń
0
0
Podziel się


Opinie

Ocena: 0 [0]
~koles [2011-07-12 14:33]

nieregularność
Jak czesto Pan pisze bo teksty pojawiają się strasznie nieregularnie - dlaczego? Przecież to jest dla nas zachowanie lekceważące

odpowiedz

Wywiady

Kerez: przeżyłem w Polsce wspaniałą przygodę


Wywiad z Christianem Kerezem, który miał zaprojektować budynek warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej więcej

Moda i obyczaje

Tragiczny koniec uczty polskiej


Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie więcej