szukaj:
z ostatnich:

„Inwigilacyjna opowieść wigilijna” (albo co czeka Piętaszka za kilkaset lat)

dodane 2008-12-24 (10:00)
  A A A
 
Siadaliśmy już całą rodziną do wigilijnej kolacji, kiedy zabrzmiał dzwonek u drzwi. Wstałem niechętnie.
- Gość wigilijny! – ucieszyła się moja dwunastoletnia córka. Rzuciła się poprawiać wolne nakrycie przy stole.
- Ja obcego do domu bym nie wpuszczał – przestrzegł jej starszy o sześć wiosen brat.
- Nie spodziewasz się aby komornika? – zażartował teść. Dziadydze od dawna stoi kością w gardle, że po latach harówy postawiłem piętrowy dom w eleganckiej dzielnicy miasta.
Klapnąłem z powrotem na krzesło i rozlałem do kieliszków „żubrówkę”, by mieć czym wznieść toast pod karpia.




A ten dzwoni!
- Idź, zobacz! – podjudzała moja małżonka.
- Nie otwieram – postanowiłem. – W taki czas różna swołocz się dobija.
Dzwonek nie przestawał dryndać.

- A jeśli to ksiądz z opłatkiem? – zaczęła smęcić teściowa. – To jakbyś Pana Boga do mieszkania nie wpuścił.
- Też powiedziała! – sarknął teść. – Pan Bóg nie bierze stówy za pięciominutową wizytę.
- Dzwoni i dzwoni! Chamidło! – skwitował mój dojrzewający do życia w europejskim społeczeństwie synalek.
- Niech dzwoni! – Podniosłem kieliszek: - Moi drodzy, Przybieżeli do Betlejem, w górę serca, oby nam się, hop siup. Na zdrowie!
1 2 3 z 3
oceń
0
0
Podziel się


Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Moda i obyczaje

Tragiczny koniec uczty polskiej


Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie więcej