Uczestnicy Kongresu Kultury Polskiej o roli mecenatu państwa
Policzcie, w pieniądzach, ile jest warte dzieło Chopina z perspektywy budowania wizerunku Polski jako kraju pierwszorzędnego na przestrzeni ostatnich 200 lat
fot. PAP
dodane 2009-09-24 (11:40)
A
A
A
Im mniej państwa w kulturze, tym dla kultury lepiej, przy założeniu, że pewne
obszary i tak ze swej natury są i będą zdane na państwowy mecenat - przekonywał Leszek Balcerowicz
podczas II sesji plenarnej Kongresu Kultury Polskiej, który w środę rozpoczął się w Krakowie.
Wtórował mu inny ekonomista - Jerzy Hausner, według którego kultura, choć musi pozostać domeną
odpowiedzialności państwa, powinna być finansowana z silnie zróżnicowanych źródeł. Taka
dywersyfikacja powinna doprowadzić do możliwie jak największego uniezależnienie kultury od
państwowej kasy.
Zdaniem większości uczestników sesji, postawą funkcjonowania instytucji kultury musi pozostać
jednak mecenat państwowy, który powinien być jeszcze wzmocniony, bo dzisiejsze nakłady z budżetu na
kulturę są za niskie.
Tematem sesji była kwestia: "Ile państwa w kulturze: rząd, samorząd czy społeczeństwo
obywatelskie".
"Nie jest chyba przypadkiem, że stosunkowo najmniej krytyki można zarejestrować wokół tej części
działalności kulturalnej, która wyzwoliła się z bezpośredniej zależności od państwa: z monopolu
państwowego finansowania i z monopolu państwowej regulacji" - mówił Leszek Balcerowicz.
"Mam wrażenie, że stosunkowo najwięcej krytyki, również na tej sali, było zaadresowane do tej
części sektora kultury, która pozostała w największej bezpośredniej zależności w stosunku do
państwa. To tylko jedna z przesłanek, która powinna służyć wyciągnięciu kierunkowych wniosków.
Rozwój kultury od strony ekonomicznej, nie wypowiadam się o artystycznej, należy wiązać, podobnie
jak w innych dziedzinach życia, z zerwaniem, osłabieniem bezpośrednich zależności od aparatu
polityczno-urzędniczego" - zaznaczył. Ekonomista przekonywał do możliwie największego zbliżenia
jednostek kultury publicznej do sfery niepublicznej.
"Dopóki jednostki publiczne pozostaną publiczne, to znaczy skrajnie uzależnione pod względem
regulacyjnym i finansowym od aparatu polityczno-biurokratycznego, dopóty nieuchronnie będą
pojawiały się powszechnie potępiane słabości, patologie i dysfunkcje. Dlaczego? Bo nie ma żadnych
takich reform, które z trabanta zrobiłyby mercedesa" - stwierdził Balcerowicz.
Dodał też, że nie ma podstaw do tego, aby monopol na świadczenie misji publicznej miały jedynie
jednostki nazywane publicznymi. Przestrzegał też przed pułapką postrzegania kultury wysokiej jako
przedsięwzięcia z natury skazanego na całkowitą niedochodowość.
"Nie można chyba przyjmować za uniwersalną regułę, że miarą wartości dzieła kultury jest to, że
ludzie nie chcą za nie płacić. Mam wrażenie, że w niektórych dyskusjach pojawia się taka definicja
kultury wysokiej" - powiedział.
Były minister kultury Waldemar Dąbrowski wyraził silny sprzeciw wobec wizji Balcerowicza, za co
kilkakrotnie był nagradzany przez salę burzliwymi oklaskami.
"Zjawiska i sensy kultury wymykają się zupełnie w relacji do tego, co jest miarą ekonomiczną, czyli
pieniądza" - przekonywał Dąbrowski. "Obecnym tu ekonomistom daję zadanie: policzcie, w pieniądzach,
ile jest warte dzieło Chopina z perspektywy budowania wizerunku Polski jako kraju pierwszorzędnego
na przestrzeni ostatnich 200 lat" - zaproponował.
Według niego, rola państwa w silnym mecenacie kultury jest nieodzowna i niezastąpiona. Zdaniem
Dąbrowskiego, państwo powinno zajmować się przede wszystkim wyrównywaniem dostępu obywateli do
kultury m.in. przez rozbudowę infrastruktury kulturalnej, działaniami na rzecz wyławiania talentów
i pomocą w ich rozwoju oraz promocją Polski za granicą.
Wtórował mu prof. Andrzej Mencwel, który zarzucił ekonomistom brak przygotowania do zajmowania się
kulturą. "Pan minister Dąbrowski ma rację - panowie przychodzicie z zewnątrz nie zadawszy sobie
najpierw pytania, do czego przychodzicie; co to jest kultura?" - powiedział Mencwel.
Po stronie ekonomistów stanął Andrzej Wajda. Jego zdaniem, państwo powinno ograniczać swoje
zaangażowanie w kulturę. Według reżysera, w celu uzdrowienia systemu finansowania kultury, na
początku konieczna jest weryfikacja przez państwo instytucji kultury, które mają być wspierane z
budżetu.
"Minęło 20 lat, podczas których powołane do życia w PRL instytucje kultury przetrwały nietknięte do
dziś. One są nadal beneficjentem wszystkich niemal środków, jakie państwo przeznacza na kulturę.
Pomimo tego, że plan Balcerowicza dawno już zmienił sytuację ekonomiczną naszego kraju, a wolny
rynek stawia dziś pytanie o celowość ich finansowania w identyczny sposób jak dawniej, za komuny.
Powstają nowe obywatelskie inicjatywy społeczne, niestety, to one natrafiają na podejrzliwość oraz
jawną lub ukrytą niechęć władz, na wszystkich szczeblach" - powiedział.
"Czas najwyższy, aby władze te zdecydowały, co i kogo wspierają, a kogo jak najszybciej mają
zamiar, albo powinny, odstawić do lodówki" - podsumował.
Wajda posłużył się przykładem Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej jako udanego eksperymentu
ograniczenia roli i finansowego zaangażowania państwa w kulturze. "Kinematografia po 20 latach
stanęła na nogach, dowodem ostatni festiwal w Gdyni" - ocenił.
(PAP)
Zobacz więcej w serwisach WP
Opinie
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Wywiad z Christianem Kerezem, który miał zaprojektować budynek warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie