szukaj:
z ostatnich:

" Wystawa Sasnala na pewno nie była niczym przełomowym"

dodane 2012-01-03 (11:31)
  A A A
 

Obecność sztuk wizualnych w programie kulturalnym polskiej prezydencji to - zdaniem historyka i krytyka sztuki Stacha Szabłowskiego - pierwsza tak poważna próba wykorzystania tej dziedziny do celów dyplomacji kulturalnej, przedsięwzięć wizerunkowych.

Zgodnie z decyzją ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego za Krajowy Program Kulturalny Polskiej Prezydencji odpowiadał Narodowy Instytut Audiowizualny; Zagraniczny Program Kulturalny Polskiej Prezydencji realizował Instytut Adama Mickiewicza. W Polsce odbyło się ok. 1000 projektów, za granicą - ok. 400.

PAP: Podczas polskiej prezydencji zorganizowano setki wydarzeń artystycznych - jak się okazało, mnóstwo z nich to projekty z dziedziny sztuk wizualnych.

Stach Szabłowski: Najciekawszy jest fakt, że była to pierwsza tak poważna próba zaprzęgnięcia sztuk wizualnych w Polsce do celów dyplomacji kulturalnej i przedsięwzięć wizerunkowych. Podczas tej prezydencji odbył się "koncert" sztuki wizualnej III RP. W pracę nad programem kulturalnym polskiej prezydencji zaangażowano przecież najważniejszych polskich artystów i najważniejsze instytucje.

PAP: To była kompletna reprezentacja polskich artystów, sztuk wizualnych?

S.Sz.: Przy organizacji takich projektów stworzenie czegoś kompletnego nie jest głównym celem. Chodzi o to, żeby zorganizować takie wydarzenia, które zaistnieją w świadomości zagranicznych odbiorców. Program prezydencji był realizowany w różnych miejscach, m.in. w 10 wybranych stolicach - od Tokio po Madryt; już sam ten fakt wskazuje na to, że był to program fragmentaryczny.

PAP: Pana zdaniem najważniejsze projekty w ramach polskiej prezydencji to bardziej pierwsza w Wielkiej Brytanii monograficzna wystawa Wilhelma Sasnala w londyńskiej galerii Whitechapel, czy może ekspozycja "Obok. Polska-Niemcy. 1000 lat historii w sztuce" w Martin-Gropius-Bau w Berlinie?

S.Sz.: Wystawa Sasnala na pewno nie była niczym przełomowym. Ten artysta miał wiele tego typu wystaw za granicą. (...) Projektem, który wydaje mi się naprawdę ważny jest z pewnością wystawa "Obok..." w Berlinie. To ekspozycja o związkach Polaków i Niemców, ale w jakimś sensie jest to też opowieść o relacjach Polski i Zachodniej Europy. Przez wieki najbliższą nam Europą Zachodnią były właśnie Niemcy. To od nich uczyliśmy się na czym polega cywilizacja zachodnio-europejska i stamtąd płynęły pewne wzorce. Mieszko I stamtąd pożyczał modele władzy, urządzania państwa. Polska chciała przetrwać i upodobnić się do krajów zachodnich, ale z drugiej strony - zachować swoją tożsamość. (...) Ta wystawa w ciekawy sposób o tym opowiada. Poza tym, to polski projekt stworzony w jednej z najważniejszych przestrzeni wystawienniczych Berlina, przez polską kuratorkę Andę Rottenberg, opowiedziany z polskiego punktu widzenia. To wystawa niedoskonała, można jej wiele zarzucić, ale patrząc z perspektywy - to bardzo ważna rzecz: Polacy mogli za pomocą kultury opowiedzieć o tysiącletnich doświadczeniach postrzegania Zachodu, Niemiec.

PAP: Wspomniał Pan o niedociągnięciach, które dostrzegł w tej ekspozycji?

S.Sz.: Wystawa była trochę "przeładowana". Pomysł na opowiadanie historii poprzez ogromną ilość danych i artefaktów, momentami zawodził. Ta opowieść czasem gubiła się w szczegółach, w mnogości wątków, postaci historycznych. Być może Andzie Rottenberg nie udało się znaleźć klucza na spójną opowieść historii pierwszych 900 lat i ostatnich 100 lat w relacjach polsko-niemieckich. (...) Pokazała dwie wystawy: pierwszą - opowiadającą o okresie od Mieszka I do II wojny światowej, drugą - o II wojnie światowej. Zrobione są w zupełnie innym tonie. Pierwsza część wystawy jest typowo muzealna, archiwistyczna, obiektywna; a druga - bardzo emocjonalna.

PAP: Jak Pan odebrał ocenzurowanie wystawy - usunięcie z niej pracy Artura Żmijewskiego "Berek"?

S.Sz.: Jak się okazało "Berek" - praca, która w Polsce już się "opatrzyła", z wielką siłą zadziałała jeszcze raz. Ta praca dotyka czegoś mocnego, trafiła w czuły punkt. Wydaje mi się, że szefowie galerii powinni byli wytrzymać tę sytuację. Jeżeli stało się inaczej, to widocznie mają do wykonania jeszcze sporo pracy nad swoją świadomością. (...). Poza wszystkim - cenzurowanie sztuki, zdejmowanie z wystawy dzieła, które tam już było pokazywane, jest porażką tych, którzy dokonują takich aktów.

PAP: Z jakimi recenzjami o polskich projektach, organizowanych podczas prezydencji, spotykał się Pan najczęściej?

S.Sz.: Odbiór był bardzo różny. Wystawa "The Power of Fantasy. Modern and contemporary Polish Art" była klasycznym produktem stworzonym na potrzeby prezydencji. Ta ekspozycja mówiła nie tyle o sztuce, ale o Polsce. Starała się pokazać Polskę w określonym świetle. I udało się sprowokować zagranicznych komentatorów, żeby widzieli w tej wystawie obraz Polski. Z kolei w wypadku bardzo udanego przedsięwzięcia, jakim była wystawa Aliny Szapocznikow - obie wystawy były pokazywane w Brukseli - nikt nie koncentrował się na tym, że ekspozycja związana jest z Polską, z naszą prezydencją, ale na postaci artystki. W sumie bardziej podoba mi się właśnie ten drugi scenariusz, w którym efektem wszystkich operacji związanych z prezydencją jest fakt, że zapomniana wybitna polska artystka wchodzi do kanonu, że dzięki prezydencji są środki na to, aby zrobić dużą wystawę w Brukseli. Jest z tego artystyczna korzyść.

Rozmawiała Agata Zbieg (PAP)

oceń
0
1
Podziel się

Zobacz więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Kuchnia

Tech

WP.TV



Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Ćwicz kicz

W dziedzinie wycinania osiągnął już chyba wszystko


Rozmowa z berlińskim artystą Timem Roeloffsem więcej

Moda i obyczaje

Tragiczny koniec uczty polskiej


Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie więcej