szukaj:
z ostatnich:
Dwie Polki na końcu świata
Dwie Polki na końcu świata

Od czego by tu zacząć? Odbyła się niesamowita podróż - pewnego letniego poranka, w lipcu 2008 roku wyjechaliśmy podbijać Azję: ja, Nela oraz jej brat Kuba
Ryż Fot. Małgorzata Pianowska
dodane 2009-11-16 (11:36)
  A A A
 
Od czego by tu zacząć? Odbyła się niesamowita podróż - pewnego letniego poranka, w lipcu 2008 roku wyjechaliśmy podbijać Azję: ja, Nela oraz jej brat Kuba. Z naszej trójki tylko ja miałam większe doświadczenia podróżnicze, jednak na pewno nie było to kilka miesięcy spędzonych na nieznanym kontynencie. Nela i Kuba dopiero na wyjeździe zdobyli pierwsze szlify „profesjonalnych włóczykijów”.

Była to dość ryzykowna decyzja, wybrać się w podróż w tak niedoświadczonym składzie. Wyprawę zakończyłyśmy już tylko we dwójkę – nie, nic się nie stało - Kuba, zapalony student informatyki wrócił po trzech miesiącach wakacji na uczelnię.
Co jest dość znamienne – miałyśmy wyjechać na około cztery miesiące a wróciłyśmy do domu po roku… W podróży w pewnym momencie czas przestaje się liczyć, wiele się zmienia. Zawsze zastanawiam się jak bardzo zmieniłyśmy się my..
Ludzie pytają nas z jakiego powodu zdecydowałyśmy się na taką podróż. W naszym kraju, ciągle gdzieś pokutuje przekonanie - że na urlop to a owszem, ale max 2-3 tygodnie, bo praca - zwłaszcza ta stała jest najważniejszą wartością w życiu a obce kraje są dalekie, niebezpieczne – szczególnie jeśli ktoś odważy się jechać na wyprawę nie zorganizowaną przez biuro podróży.

Prawda jest taka, że każda z nas zapewne miała inne powody podjęcia decyzji o podróży, które spotkały się gdzieś po drodze i ukierunkowały na realizację wspólnego celu. W moim przypadku to moja mama i jej nagła śmierć w sierpniu 2007 roku, stała się dla mnie najmocniejszą inspiracją. Nie kierowała mną jednak chęć zwykłej ucieczki od ciężkich wydarzeń, a potrzeba okazania szacunku dla wartości jakie wyznawała moja mama, kiedy jeszcze dobrze się czuła. Odwaga, niepohamowana chęć poznawania świata, mierzenie się ze swoimi słabościami, uczenie się tolerancji w stosunku do tego co inne i niezrozumiałe – zawsze o nich chciałabym pamiętać. Mama zawsze zachęcała mnie do podróżowania i oderwania się od zwykłej rutyny życia.

Podróż ta może być więc hołdem oddanym przez nas dla naszych mam, bez których wsparcia i wiary trudno byłoby się na tak poważny krok zdecydować, i nie poddać się gdy sytuacja okazuję się ciężka i zupełnie wymyka spod kontroli.. Nie ma co owijać w bawełnę nie zawsze było lekko, podróż to prawdziwa lekcja życia. Moją szaleńczą potrzebą i pasją podróży, bycia w drodze zaraziłam Nelę. Jesteśmy sobie bardzo bliskie, od wielu lat wspieramy się w wielu zarówno radosnych jak i trudnych sytuacjach życiowych. Nie mogłam sobie wyobrazić, że Nela nie będzie mogła doświadczyć tego co czeka mnie w podróży. Nie musiałam jej długo namawiać. Pasjonatka fotografii – szybko znalazła dla siebie, kolejny interesujący wymiar podróżowania. Nie jest przesadą stwierdzenie, że w kolorowej Azji, na każdym kroku możemy dostrzec niepowtarzalny i godny uchwycenia kadr.

Tak oto finalnie, w lipcu 2008 rzuciłyśmy nasze prace... W moim przypadku była to tak zwana „świetna posada”, zapewniająca dość nudne aczkolwiek wygodne i przyjemne życie. Nela pracowała w swoim zawodzie - ratownika medycznego. Zostawiłyśmy wszystko co stabilne i pewne za sobą, podjęłyśmy duże ryzyko i wyruszyłyśmy. Do wyprawy zaprosiłyśmy też: Kubę i jego nową kamerę HD.

Samą wyprawę poprzedziło półroczne planowanie, odkładanie środków finansowych, zamykanie różnych pilnych spraw w Warszawie, szykowanie sprzętu oraz analiza potencjalnej trasy, jak i środków lokomocji.

Moim marzeniem, jak i potrzebą ducha były Indie. Strasznie ciągnęło mnie do tajemniczej i tak odmiennej kulturowo od Europy - Azji. Powinnam dodać też, że przed wyjazdem obroniłam pracę magisterską w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, i jako socjolog/antropolog współczesności zacierałam ręce na samą myśl na to, co czeka na mnie w Azji.

Już na samym etapie planowane pomysły ciągle ulegały zmianie, mieliśmy jechać koleją transsyberyjska przez Rosję, Mongolię i Chiny, by na końcu przedzierając się przez Nepal dotrzeć do moich Indii. Jednak data wyjazdu pokryła się z Igrzyskami Olimpijskimi w Chinach. Poczuliśmy, że nie takie Chiny chcemy poznać. Zaawansowana lekcja propagandy nas nie interesowała.

Z drugiej strony nasze znajome również odbyły jakiś czas temu trzy miesięczny wyjazd do Azji. Spotkanie z nimi okazało się bardzo inspirujące i pomocne, powstał nowy plan jak i wstępna trasa podróży. Neli marzeniem były rajskie plaże, więc na mapie Azji jako pierwszą do zdobycia - umieściliśmy Tajlandię.

Sama podróż rozpoczęła się kilkudniowym wypadem na Ukrainę. Później czekał nas ekscytujący lot do Bangkoku i sama Tajlandia, która już na wstępie znokautowała nas tak ciężkim i wilgotnym powietrzem, że można by siekierę powiesić. Błękitna woda i bogate życie raf koralowych osłodziły pierwsze ciężkie dni aklimatyzacji do nowych warunków. Uroda tego kraju, o tak różnorodnym krajobrazie i wspaniałej kuchni, spokój i miła powierzchowność mieszkańców zawsze pozostawią w naszych sercach ważne miejsce dla Tajlandii - zwanej również krainą uśmiechów.

Następnie Mekongiem przedostaliśmy się do stolicy Laosu - Luang Prabang – nigdy nie zapomnę tej dwudniowej przeprawy łodzią – doświadczenie dla wytrwałych, ale jak najbardziej przeze mnie polecane. Niesamowita, wciąż dzika przyroda Laosu, słynne dżungle i czyste powietrze, kontaktowi i przyjaźni Laotańczycy, pudding ryżowy (z najlepszymi bananami na świecie) oraz prąd często w godzinach od 18 do 22 to obrazy, które najczęściej wspominamy z Laosu.

Później był szaleńczo aktywny Wietnam, piękny jak Tajlandia z obrazami w stylu Halong Bay (Zatoka Smoka) czy też plemienna Sapa a jednocześnie ostry jak czuszka, którą chętnie dodawaliśmy do naszej ulubionej „noodle soup” (zupa z makaronem). Duże wrażenie zrobiła na nas odradzająca się z ciężkiej przeszłości Kambodża, gdzie bieda i głęboko tkwiący ból doświadczenia terroru, kontrastują z magicznym Angkor Wat oraz pogodnymi twarzami i otwartością Kambodżan.

Ostatnie 3 miesiące spędziłyśmy w moich ukochanych Indiach, tutaj też pożegnał się z nami Kuba. Indie dały nam jedną z najsilniejszych lekcji.. pokory, gdzie bieda i bród mieszają się z przepychem i kulturowym, duchowym bogactwem. Były zlepkiem najbardziej przejaskrawionych doświadczeń, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych, od razu otaczając tak ciasno i intensywnie, że prawie nie można oddychać. Oślepiająca biel marmurów Taj Mahal zadziwiała nas z zetknięciu z instytucją wykwalifikowanego żebraka czy też obecnością nożnych rikszy w Kalkucie. Nigdy też nie zapomnimy naszego doświadczenia w Varanasi, gdzie uczestniczyliśmy w porannych rytuałach powitania słońca jak i wieczornego pożegnania – silnie powiązanego z paleniem ciał zmarłych bliskich.

Będąc na największym w Azji targu wielbłądów, poznawaliśmy odmienność życia ludzi pustyni, po to by nagle znaleźć się w kolebce muzyki i imprez rave – na plażach Goa. Natomiast praktyka yogi, w miejscu gdzie utworzył się popularny obecnie styl Ashtanga, czyli w Mysore, pozwoliła wyciszyć się nam przed dalszą podróżą w inne regiony świata. W samej Azji spędziłyśmy pół roku, później najracjonalniejszym krokiem wydał się nam wylot do Australii i odwiedziny Nowej Zelandii. Jednak jest to już początek zupełnie innej historii. Zapraszając gości na nasz pokaz slajdów połączony z wernisażem, chcemy zabrać ich na małą wycieczkę kulturową po Azji.

Mamy nadzieję zachęcić innych ludzi do podróżowania, otworzenia się na nowe doświadczenie oraz oderwania od kultury i cywilizacji europejskiej. Podróż zmieniła nas i nasze życia. Ja, z mojej strony mogę powiedzieć, że dała mi mnie samą, stała się moi prywatnym rytuałem przejścia w dorosłość. Podczas tej swoistej wędrówki w czasie i przestrzeni, poznałyśmy granice naszej wytrzymałości, stałyśmy się silniejsze nabierając dystansu do niewiele potrzeba, czasem wystarczy jeden plecak, podstawowe przedmioty użytkowe, aby poczuć się spełnionym i wolnym (nie jak wiele osób uważa - klucz do własnego mieszkania, czy dobre spodnie). Nauczyłyśmy się doceniać małe przyjemności dnia powszedniego – nawet zwykłą kanapkę z serem – ten kto był w Azji zrozumie, co mam na myśli.

Zaraziliśmy się bezpowrotnie bakcylem podróżowania.

Małgosia Pianowska
Koordynatorka i inicjatorka wyprawy
oceń
0
0
Podziel się

Zobacz więcej w serwisach WP

KobiecyPoradnik.pl

Zdrowie & Fitness

Moto

Odkrywcy.pl



Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Ćwicz kicz

W dziedzinie wycinania osiągnął już chyba wszystko


Rozmowa z berlińskim artystą Timem Roeloffsem więcej

Moda i obyczaje

Tragiczny koniec uczty polskiej


Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie więcej