![]() |
| Gra w karty, mezzotinta Johanna Eliasa Ridingera, grafika ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie |
Opisy modnych zarówno wśród elit jak i bogatszego mieszczaństwa popołudniowo-wieczornych proszonych wizyt stanowiły duże pole do popisu dla ociekającego ironią i złośliwym poczuciem humoru pióra piszącego w początkach XIX wieku felietonisty „Gazety Warszawskiej” Gerarda Maurycego Witowskiego. Najbardziej widoczna była jego niechęć dla snobistycznych nuworyszy.
„Wieczory pod domach” rozpoczynały się w Warszawie o godzinie dwudziestej drugiej, w wielu rodzinach panował zwyczaj przyjmowania stale w określony dzień tygodnia. „Tam partia wista, tu koncert, tu przy herbacie wesoła rozmowa”, jak pisał w jednym ze swych felietonów Gerard Maurycy Witowski. Prowadzono lekkie rozmowy o teatrze, spacerach, zagranicy, flirtowano, tańczono przy melodiach granych na fortepianie, damy oglądały żurnale i wzory do haftów. Na te spotkanie zapraszani też często byli uczeni, pisarze, aktorzy i artyści, którzy jednak nie byli traktowani jako równorzędni partnerzy – ich zadaniem było uświetnienie przyjęcia artystycznym popisem i ożywienie konwersacji. Niekiedy zapraszano też początkujących poetów i pisarzy, którzy odczytywali głośno swoje utwory i nieraz narażeni byli na złośliwą krytykę publiczności.
Anna Kalinowska
Chcesz
wiedzieć więcej o obyczajach szlacheckich ? czytaj: ww.wilanow-palac.pl/pasaz
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie

Nowa płyta "Siesta Festival 2012"
