szukaj:
z ostatnich:

Emblemat tragedii masowej

dodane 2012-11-27 (08:54) 4 lata 4 miesiące 3 dni 15 godzin i 37 minut temu
  A A A
 

Holokaust już na zawsze pozostanie w dziejach ludzkości punktem odniesienia. Człowiek ani nigdy wcześniej, ani później nie zaplanował systematycznego ludobójstwa na taką skalę i z zaprzęgnięciem dostępnych rozwiązań technicznych, logistyki oraz podbudowanej sprawnie funkcjonującą ideologią.

Na myśl przychodzą relacje Jana Karskiego. Nauczywszy się na pamięć raportów, przedzierał się przez okupowany przez III Rzeszę kontynent, aby zakomunikować światu tragedię europejskich Żydów. Naziści przygotowali plan zgładzenia całego narodu i już rozpoczęli jego realizację. Cóż można zrobić? Ile uczynić, aby wstrząsnąć światem Zachodu, powstrzymać hitlerowski aparat zagłady? (Wraca na myśl nigdy niezrealizowany projekt zbombardowania linii kolejowych prowadzących do obozów.) Przede wszystkim dotrzeć do liderów opinii publicznej, premiera Wielkiej Brytanii, prezydenta USA, do BBC, do prasy. Przekonać niedowiarków, zrelacjonować zdarzenia jeden do jednego. Powiedzieć, że to dzieje się naprawdę.

Na koniec skapitulować z bezsilności. Wcześniej zaś przedrzeć się do warszawskiego getta, przyjrzeć niebywałemu upodleniu ludzi, wysłuchać relacji liderów Bundu. I obiecać, że dotrze się z błagalnym przesłaniem na Zachód.

Sięgając po niezwykłą książkę Frederica Rousseau, trzeba wspomnieć o „Karskim. Powieści” Yannicka Haenela; książka na Zachodzie wyszła w 2009 r., w Polsce dwa lata później nakładem Wydawnictwa Literackiego. Wywołała sprzeciw na skalę wręcz niebywałą, głos zabrał Lanzmann, którego książką i filmem posiłkował się mocno Rousseau. Pisarz zbeletryzował życie Kozielewskiego „Witolda” (Karskiego), choć w pierwszej części relacjonuje zdarzenia na podstawie wspomnianego już filmu „Shoah” i książki samego Karskiego. Na bodaj dwustu stronach dynamicznie opisuje burzliwy czas wojny, lecz ostro hamuje w kilku momentach. Na przykład kiedy Karski przedziera się przez mur getta, kiedy rozmawia z Żydami, gdy przechadza się ulicami stołecznej Woli i trzęsąc się z przerażenia, pragnie już tylko jednego: u w o l n i e n i a od tych obrazów, powrotu na aryjską stronę. Wrócił rzecz jasna, wyruszył w podróż do Londynu, ale z pamięci okrutnych obrazów wymazać nie zdołał. Już nigdy.

Jan Karski. Jedyny w swoim rodzaju człowiek; Polak, którego życie w opozycji stanęło do symbolicznego, ludowego polskiego antysemityzmu. Równie prawdziwego, co niezwykłe życie emisariusza Polskiego Państwa Podziemnego. Emblematyczny szowinizm ukazany chociażby przez Grossa w „Sąsiadach” i „Pokłosiu” w reż. Pasikowskiego albo „W ciemności” Agnieszki Holland.

Tak samo symboliczny, jednostkowy jest życiorys Jana Karskiego.

Frederic Rousseau sięga po jedno z najmocniej rozpowszechnionych – jednostkowych – obrazów Holokaustu. Chłopiec z podniesionymi w górę rękoma, kapitulując przed esesmanami, ze strachem w oczach – przez dziesięciolecia pojawiał się w książkach, w prasie, w telewizji.

Z dosłowności, przeniesiony został w metaforę i l u s t r a c j i Z a g ł a d y. Znamienne, iż wciąż nie wiadomo, kim chłopiec był, i jaki los go spotkał. Co więcej, poszukiwania i badania nie przyniosły jednoznacznych, definitywnych rozstrzygnięć; „kandydatów” było wielu. Co i rusz pojawiał się na Zachodzie cudem uratowany mężczyzna, podając się za chłopca z fotografii. Niczym samozwańczy kandydaci na carski tron; równie cudownie ocaleni. Byli i świadkowie, którzy relacjonowali dalsze jego losy. Miał przeżyć Holokaust, przedostać się na Zachód albo wyemigrować do Izraela. Albo chciał pamięci o sobie, odzywał się, przypominał, odpowiadał na apele. Albo wręcz przeciwnie; owszem, przeżył, ale chce ciszy, spokoju, anonimowości.

Równie dyskusyjne było miejsce i czas wykonania zdjęcia. Czy na pewno likwidacja warszawskiego getta? Czy ubiór osób ujętych na fotografii sugeruje, że mamy maj lub czerwiec? Może jednak wczesna wiosna? I rok wcześniej, w 1942? Budynki, ich stan… Brak płomieni, dymi. Zdjęcie pozowane czy autentyczna, uchwycona właśnie sytuacja, do jakich w getcie dochodziło ciągle?

Obraz jako jeden z kilkudziesięciu znalazł się w raporcie, Stroopa, likwidatora getta po upadku powstania, sporządził go w kilku egzemplarzach i wysłał do Berlina. Sięgając po historyczne i spopularyzowane do granic szaleństwa (współczesności?) zdjęcie, autor „Żydowskiego dziecka z Warszawy” analizuje dzieje jednej fotografii i pojedynczego życia zarazem. Ofiary Zagłady. Bo jeśli są już ich miliony, a zamiast nazwisk, cyfry z dajmy na to obozowej dokumentacji – blaknie i na znaczeniu traci efekt skali. Nie ma już różnicy liczba ofiar.

Książka Frédérica Rousseau stanowi niezwykłą też analizę swego rodzaju transformacji. Z niebywałego zdarzenia o historycznej skali trudnej do ogarnięcia, wykreślamy pojedynczy kadr, skazując go na symbol, emblemat tragedii.
Krzysztof Ratnicyn

Frederic Rousseau, Żydowskie dziecko z Warszawy, wyd. słowo / obraz terytoria, Gdańsk 2012.
Fragment książki udostępniony przez wydawcę: www.terytoria.com.pl/userfiles/file/ksiazki_pdf/Zydowskie-dziecko-fragment.pdf

oceń
0
0
Podziel się


Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!