Wystawa w MdM Mönchsberg
Część Druga
Miłość, Wojny i Nienawiść
Pracownia Ernsta Ludwiga Kirchnera w Berlinie
foto: Ernst Ludwig Kirchner (1915)
(...) Współtwórca ‘Die Brücke’, Ernst Ludwig Kirchner (1880-1938) słynął z notorycznego łamania burżuazyjnych konwenansów, a częstym siedliskiem jego grzechu była jego własna pracownia. To zdjęcie artysta wykonał w 1915 roku, na krótko przed zaciągnięciem się do wojska: oto scena w pracowni przy Körnerstraße 45 w Berlinie-Steglitz. W głębi, na łóżku siedzą obok siebie Werner Gothein (1890-1968), ówczesny student Kirchnera – i Erna Schelling (1884-1945), życiowa partnerka artysty od czasów berlińskich. Na pierwszym planie widzimy nieznaną nam do dzisiaj, bardzo tajemniczą kobietę w długiej białej sukni, a także całkiem nagiego mężczyznę w niedwuznacznej pozie: to Hugo Biallowons (1879-1916), zawodowy tancerz, znajomy Kirchnera. Nad łóżkiem można dostrzec obraz 'Dodo z dużym wachlarzem' z 1910 roku; jest to portret ulubionej modelki Kirchnera w czasach drezdeńskich i jego wieloletniej kochanki.
Miłość fizyczną pokazywano w historii sztuki niezliczone ilości razy: czynili to zarówno miłośnicy prawdziwych namiętności, jak i wyznawcy zwykłej i dokładnej ludzkiej anatomii. W sztuce rysunku wiele też z tym zdziałano. Pokazaliśmy już Państwu w naszym Labiryncie niezrównane miłosne sceny ołówka Amadeo Modiglianiego i Księcia Trzech Wzgórz: Julesa Pascina; także wielkiego Pabla – zarówno te minotaurowe, jak i te rafaelowe, z uroczo namiętną La Fornariną. Nie wymienimy wszystkich, bo byłby to zbyt długi spis treści, ale przypomnimy tylko, że w końcu maja zeszłego roku pokazaliśmy Państwu niesamowite erotyczne rysunki Auguste Rodina. Teraz planujemy coś równie grzesznego: już na dniach zaproponujemy Państwu parę prac Hansa Baldunga, niecnotę zwanego niegdyś Grienem. To był prawdziwy mistrz perwersji wieku XVI-go i śmiem twierdzić, że nikt go wtedy nie był chyba w stanie w tej dyscyplinie przebić – mimo, że tylu przecież próbowało. Ale w Budapeszcie jest znowu Francesco Parmigianino, jego naga Wenus to naprawdę nie byle w tej konkurencji…
My dzisiaj proponujemy jednak Państwu uparcie wciąż śnieżny Salzburg: zaniedługo skończy się tam świetna wystawa twórczości Ernsta Ludwiga Kirchnera, człowieka pełnego nie tylko niemieckiej ekspresji. Jest tam sporo drażniących rysunków nagich kobiet i zupełnie nagich mężczyzn. To jedne z wielu pereł berlińskiego muzeum artystów ‘Mostu’ i oglądając z bardzo bliska te obrazy mam natychmiast przed oczami duszy to wszystko, co jest przecież tak cudowne w naszym wspólnym, płasko-krągłym życiu..
A więc najpierw oni się dostrzegają nawzajem. Patrzą na siebie, obserwują. Badają się wzajemnie i wydaje im się, że czynią to absolutnie niepostrzeżenie. W rzeczywistości to ich zainteresowanie jest przez otoczenie zawsze skrzętnie i natychmiast odnotowywane. Potem doskonalone i wzbogacane, do woli, wedle własnej fantazji. Ale kiedy u nich samych zaczyna dojrzewać ochota na więcej – wtedy już wszystko zaczyna dziać się doprawdy szybko. I przychodzi wieczór, kiedy pryskają wszelkie więzi i zakazy. ON wtedy widzi JĄ już właśnie naprawdę TAK, jak pragnie JĄ widzieć.
Odtąd już wszystko zaczyna biec inaczej, szybciej: ON zjawia się przy NIEJ bardzo blisko i bardzo już czule. To pierwsze trwa jeszcze chwilę, ale po paru chwilach, już nie wystarcza. I wtedy zaczyna się już TO naprawdę i jest niezwykle: jak zawsze najpiękniejsze i już odtąd na zawsze w całym ich wspólnym życiu niezmiennie jedyne. To ICH pierwsze w życiu tak bliskie zbliżenie: najbliższe, najczulsze, niezwykłe, nieskończenie namiętne, coraz bardziej namiętne: najwspanialsze: to właśnie, wymarzone…
Po wszystkim TYM właśnie najważniejszym, po TYM dozwolonym przecież do samego szczytu, tym czymś straszliwie rozpalonym, piekącym i w całym wielkim świecie naprawdę najcudowniejszym – oni oboje wypoczywają. Wszystko jeszcze w nich pulsuje i krzyczy o miłości, o tym właśnie uczuciu dla nich przez los wymyślonym: niezmiennym, wiernym i trwałym, tym zawsze na zawsze.
Potem bywa już inaczej i niekiedy stojąc przed sobą - już nie patrzymy sobie prosto w oczy. Tak, oczywiście, wciąż jestem jeszcze z Tobą razem i spełniam wiernie Twoje pragnienia. Ale czy Ty wiesz, że nie chcę Cię już więcej dotykać i czy wiesz, że nie chcę, abyś Ty mnie jeszcze kiedykolwiek dotykał? To ‘Para’, jest rok 1908.
I wtedy czujemy jakieś swoje nagle rozstanie. Zostajemy sami. Ernst Ludwig Kirchner pokazał to na swoim rozpaczliwym obrazie z 1915 roku: był wtedy z nagą kobietą, ale też nie był z nią już zupełnie. Zaraz potem znalazł się już w wojsku.
A przecież jeszcze parę lat wcześniej był taki pełen nadziei. Z Erną Schilling w swojej pracowni w berlińskim Wilmersdorf. Cóż, wojna wszystko zmienia; potem wszystko się odradza i znowu się toczy - i jedni wciąż odlatują, a ci znowu: zostają. A jeszcze potem na świat przychodzi kolor brunatny: on znienacka przenika wiosnę i lato, jest samą jesienią i jest zimą. Coraz to mocniejszy i butny, jedynie słuszny i narodowy - zaczyna oto swą wielką i nieugiętą misję niszczenia. Wszystkiego, co obce i zdegenerowane.
15 lipca 1938 roku Ernst Ludwig Kirchner popełnia samobójstwo; ma wtedy 58 lat.
Jan Guja, Fundacja Promethidion.eu
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie

Nowa płyta "Siesta Festival 2012"
