Król
Jan III Sobieski jako człowiek swojej epoki, był bardzo religijny, łożył m.in. duże sumy na budowę nowych kościołów i klasztorów. Równocześnie, tak jak większość ówczesnej polskiej katolickiej szlachty, toczył ostre spory z biskupami i opatami bogatych klasztorów na temat podatków i obciążeń finansowych kościoła. Zwłaszcza podczas wojen tureckich król próbował pozyskać fundusze od kościoła. W 1680 r., spodziewając się wznowienia kroków wojennych ze strony Turcji, myślał o przejęciu na potrzeby wojska dochodów biskupstwa krakowskiego. Projekty te spotkały się jednak z ostrym potępieniem papieża i kurii rzymskiej. Sobieskiemu zarzucono nawet, iż wcale nie jest obrońcą wiary i działa na szkodę kościoła.
Szczególnie zabolał króla Jana argument, iż wstrzymując obsadę biskupstwa krakowskiego i dążąc do przeznaczenia dochodów z niego na wojsko sprzyja w ten sposób protestantom. O tych zarzutach kurii rzymskiej donosił królowi jego szwagier, ks. Michał Kazimierz Radziwiłł, poseł króla i Rzeczypospolitej do papieża. Walczący całe lata z muzułmanami i broniący wiary król gorąco zaprzeczył, żeby w jakikolwiek sposób sprzyjał protestantom i z prawdziwą pasją wyliczał swe zasługi w tępieniu „herezji”. Były one jednak, według ówczesnych standardów europejskich, niewielkie czy wręcz śmieszne. W Rzeczypospolitej złoty wiek religijnej tolerancji co prawda przeminął, ale protestantów, zwłaszcza tych spośród szlachty czy z wielkich miast pruskich, nie prześladowano. Surowe czy okrutne represje były zresztą w ówczesnej Rzeczypospolitej po prostu nie do pomyślenia.
Król w liście do ks. Radziwiłła przypomniał jednak swoje zasługi w walce z protestantyzmem. Należało do nich np. awansowanie i nagradzanie tych protestantów, którzy przechodzili na katolicyzm i towarzyskie rozmowy z ewangelikami starającymi się o rękę posażnej panny katoliczki. Szczególną dumą napawała króla sytuacja w Gdańsku, gdzie katolicy do tej pory musieli odprawiać msze „pod strychem i to ze strachem”. W tym wypadku walka Jana III z „heretykami” przejawiała się w wybudowaniu w Gdańsku kaplicy królewskiej i niewielkim polepszeniu losu katolików w tym mieście. Janowi III nie dane było dorównać królowi-Słońce, który w tym samym czasie fundował swym poddanym-hugenotom dragonady, galery i burzenie zborów, by w 1685 roku ostatecznie odwołać resztki edyktu nantejskiego.
Jarosław Dumanowski