Jesienna zaduma sł. Jerzy Harasymowicz
muz. Elżbieta Adamiak
1. Nic nie mam
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem jak tam sprawy za lasem
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowo jak za chleb
Ref. Rzeczywiście tak jak księżyc
ludzie znają mnie tylko z jednej
jesiennej strony
Rzeczywiście tak jak księżyc
ludzie znają mnie tylko z jednej
jesiennej strony
2. Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem
Ref. Rzeczywiście tak jak księżyc
ludzie znają mnie tylko z jednej
jesiennej strony...itd.
Dzień dobry dla Pani,
dzień dobry dla Pana.... Chciałabym rozdawać dobre dni...I żeby starczyło dla wszystkich potrzebujących. Ale to nie takie proste. Najpierw trzeba je podarować SOBIE. Aby było czym podzielić się z innymi.
Od wczoraj leżę rozłożona przez chorobę na przysłowiowe cztery łopatki (do moich dwóch dostałam jeszcze dwie w promocji...) i staram się „radośnie” spoglądać w przyszłość (czyli w biały sufit wiszący nade mną). I jak tu dać sobie w prezencie „dobry dzień” kiedy boli głowa, stawy a nosa mogłabym w ogóle nie mieć. Ani on dziś oddychać nie może, ani perfum powąchać nie zdoła....że o kwiatkach nie wspomnę, choć na stole stoi imieninowy bukiecik moich ulubionych, pachnących frezji.
Mruczę sobie pod zakatarzonym nosem afirmację :”wracam do zdrowia” i nijak drogi znaleźć nie mogę. Zabłądziłam w „myślowym lesie”. Zmyślam, wymyślam, rozmyślam, „przemyśliwam” to i owo, domyślam się tego i owego ...Zamiast szukać drogi do zdrowia – czyli do
Przyszłości – zaplątałam się w „rzepowisko myśli wstecznych” (czepiają się mnie myśli o przeszłości jak rzep psiego ogona...)
Jako nastolatka byłam bardzo zamkniętą w sobie i nieśmiałą osobą. Czułam się gorsza od moich rówieśników. Mniej wiedziałam, gorzej wyglądałam, nieskładnie wyrażałam swoje myśli. Rosły we mnie kompleksy. Szczególnie od momentu kiedy po ukończeniu drugiej klasy łódzkiego Liceum Muzycznego, w którym uczyłam się gry na gitarze klasycznej – zmuszona byłam zmienić szkołę. „Trwałe zapalenie ścięgien lewego nadgarstka” – tak brzmiał wyrok skazujący mnie na kontynuację edukacji na poziomie średnim w liceum ogólnokształcącym. I choć całym moim życiem była muzyka – przyszło mi ograniczyć kontakty z nią do niezbędnego minimum jakim była raz w tygodniu lekcja muzyki w „ogólniaku”. Pamiętam do dziś wielki strach przed NIEZNANYM, moje zagubienie wśród ogromnej - w porównaniu z kameralnym liceum muzycznym - ilości uczniów na korytarzach. Wtedy po raz pierwszy poczułam gorzki smak samotności i wyobcowania.
Pocieszenia szukałam w poezji.
Wiersze Jerzego Harasymowicza o samotności opowiadały pięknie. Zaczęły powstawać moje pierwsze piosenki. Wśród nich pojawiła się i „Jesienna zaduma”. W klasie maturalnej, na lekcji języka polskiego zgłosiłam się „na ochotnika” do przygotowania referatu na temat polskiej poezji współczesnej. Serce biło mi jak dzwon kiedy podnosiłam rękę w górę. Czy dam radę? Czy spełnię oczekiwania polonistki?
Napisałam referat i postanowiłam „użyć” w trakcie tej lekcji moich poetyckich piosenek Zabrałam do szkoły gitarę i – zamiast wiersze czytać – zaśpiewałam je moim koleżankom i kolegom z klasy. Po raz pierwszy odważyłam się na ujawnienie mojej „jesiennej strony księżyca”. I przemogłam tremę. Ku memu zaskoczeniu – piosenki zrobiły wrażenie nie tylko na polonistce. Od tej pory na każdej „prywatce” (czyt. imprezie) w gronie „klasowego koleżeństwa” śpiewałam i grałam na gitarze swoje piosenki, wpędzając słuchaczy w stan zadumania.
Dwa lata później, kiedy „Jesienna zaduma” zaczęła regularnie „pływać” na falach eteru, głównie za sprawą programu III Polskiego Radia – przyszło mi jeszcze raz zdawać „egzamin z odwagi” i to bezpośrednio przed Mistrzem Jerzym Harasymowiczem.
Otóż pewnego dnia roku 1976 listonosz doręczył mi telegram o mniej więcej takiej treści:
„Pani Elżbieto, zapraszam Panią z „Jesienną zadumą” na mój wieczór autorski w krakowskim Klubie POD JASZCZURAMI. Jerzy Harasymowicz”. Z jednej strony dopadła mnie radość ogromna gdyż bardzo chciałam poznać osobiście pana Jerzego. Ale u mojego drugiego boku natychmiast pojawił się strach. Przecież tekst tej piosenki to kompilacja dwóch krótkich wierszy Mistrza. Nie zapytałam go o zgodę. Potraktowałam jego twórczość instrumentalnie aby w pełni oddać stan mego ducha. Długo podejmowałam decyzję. W końcu pozwoliłam jej „zapaść”. Radość ze spotkania z Poetą z pewnością będzie większa niż skutki mojej „poetyckiej samowolki”. Z duszą na jednym ramieniu, z gitarą na ramieniu drugim – wsiadłam do pociągu relacji Łódź – Kraków i późnym popołudniem „zameldowałam się”
w klubie „Pod Jaszczurami”. Publiczność zgromadzona na sali z uwagą słuchała opowieści Mistrza (pan Harasymowicz był wspaniałym gawędziarzem) i wierszy czytanych przez autora ze swadą i lekkością. W pewnym momencie usłyszałam zapowiedź: „posłuchajcie państwo jak moje wiersze śpiewa Elżbieta
Adamiak”. Weszłam na scenę i rozedrganym głosem zaśpiewałam „Jesienną zadumę”. Zapadła grobowa cisza. Przerwał ją pan Jerzy, który
spokojnym tonem zakomunikował co następuje: „To nie jest mój wiersz. Ale z wielką przyjemnością podpiszę się pod nim swoim imieniem i nazwiskiem”.
Usłyszałam jak ciężki kamień leciutko spada mi z serca.
„Jesienna zaduma” skończyła w tym roku 34 lata. Tyleż samo lat śpiewam, że „nic nie mam” i że „zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem”. Jeśli policzyć ilość wykonań tej piosenki – okaże się, że - przypadkiem – „wyśpiewywuję” sobie negatywną afirmację. Czas na zmiany.
Już niedługo powstanie nowa wersja tej piosenki. Wiosenna, pogodna i słoneczna.
A zaczynać się będzie od słów: „Mam wszystko bo wszystko mogę dać”.
Np. mogę dać Państwu przepis na potrawę , własnoręcznie „przyrządzoną” za pomocą „pstrykadełka” cyfrowego „Lumix”:
 |
|
„Jabłka mrożone w cieście ze śniegu”
Potrawa sporządzona w biegu.
Najpierw odwracamy uwagę Jesieni
Od czerwieni jej jabłek. „niespadłych”.
Kilka ładnych owoców zostawiamy na drzewie.
Ewę, Adama i pozostałych grzeszników
Odsyłamy do innych sadowników.
Pomagamy szybko spakować się Jesieni...
Grabimy liście, zbieramy orzechy i pomaganiem zmęczeni,
„Przytuleni” do szyby czekamy spokojnie na „dwa poniżej zera”...Teraz
Śniegu biały proszek i...proszę..
Widok uroczy syci nasze oczy...
Potrawa jak zjawa...karmi oczy... poi duszę...
Poproszę o dokładkę. Z kilku kropel wzruszeń.
Dobra noc dla Pani, dobra noc dla Pana.......Chciałabym rozdawać dobre noce…itd.
Jesiennie zadumana – Ela Adamiak
Pe-eS. Śpiewniczanki i Śpiewniczanie....
Od dziś możecie słuchać bajki w odcinkach pt.„Jak Elżbieta Adamiak dawniej śpiewała...”. Jeśli chcecie usłyszeć jak śpiewa dziś – musicie „upolować” jej koncert.
Ale to nie takie proste... „Zwierzyna” płochliwa i trudno dostępna jest.
Życzę udanych łowów...