Na początek, z dziennikarskiego poczucia obowiązku, choć naprawdę bez przekonania, przypomnę za tygodnikiem „Angora”, że
katastrofa pod Smoleńskiem poruszyła również naszych artystów. O czym nie omieszkali, oczywiście, poinformować na łamach tabloidów, blogów a nawet w specjalnie napisanych , tzw. okolicznościowych utworach. Sara
May np. zaśpiewała, b e z s ł ó w, utwór . „Smoleńsk 10.04. 2010”, Michał Wiśniewski napisał piosenkę, w której teledysku poświęconym ofiarom katastrofy, uśmiercił Jacka Sasina, który miał być, ale n i e b y ł na pokładzie samolotu, a ulubiony ponoć zespół Prezydenckiej Pary, Trubadurzy, wyrazili swój żal w pożegnalnej piosence „Cóż wiemy o miłości? Tak mało jej było w nas…Miłość, szacunek i wiara nigdy nie ominęły Was…I w tym smutnym Polski momencie żegnamy Panią Marię i Ciebie Prezydencie”.
Natomiast poetka Izabela „
Isabel” Marcinkiewicz, łącząc się ze wszystkimi Polakami w bólu, napisała i opublikowała na swym blogu tak wstrząsający wiersz, że zacytuję tylko jego koniec: „ Drzewa tych Katyńskich lasów pamiętają, od lat, wielu…
Teraz znowu obserwują…dziś zginęło ich znów wielu…
Wietrze krzyknij: DO APELU!
Niechaj staną WIELCY LUDZIE, których serca krwią i bielą…
Pozostali tam na zawsze…
Pozostaną w nas na zawsze…
PANIE PREZYDENCIE…”
Tyle poetka
Isabel. A piosenkarka i tancerka, Natalia
Lesz, napisała w swym blogu, że „nie ma chyba odpowiedzi na pytanie:dlaczego? To pytanie zawsze było i pozostanie bez odpowiedzi. Może – pyta – to czas na refleksje? Może będziemy mądrzejsi?”
No więc nie sądzę. A jeśli idzie o refleksje, to jedną wyraziłam w s w o i m blogu.
Kiedy brakuje słów, jak zapewniała większość gwiazd, by wyrazić ból i rozpacz, lepiej milczeć. Uczcić tych, którzy odeszli, minutą ciszy i, jak powiedział Michał Piróg, „stanąć na nogi i isć dalej.” Bo jednak, przypomina Beata Tyszkiewicz, show must go on. Takie jest życie. A jakie są wiadomości z tego tygodnia?
Różne. Nierzadko bardzo. Fakt np. doniósł, że Weronika Rosati płakała na planie u Holland.
Dlaczego? „Rosati, wyjaśnia gazeta, od lat z wielka determinacją stara się udowodnić, że jest prawdziwą aktorka. Niestety, początki nie zawsze bywają łatwe. Niektórzy po prostu mają talent (jak np. , zastanawiam się, Kasia
Cichopek?) inni muszą nadrabiać ciężką pracą. Weronika Rosati ma właśnie za sobą sceny nakręcone w najnowszym filmie Agnieszki Holland „Ukryci”. Młoda gwiazdka nie posiadała się ze szczęścia, gdy legendarna reżyserka powierzyła jej wprawdzie niewielką rólkę, ale lepsza mała, niż żadna.
Niestety. Jak dowiedział się Fakt, rólka przerosła nieco sympatyczną celebrytkę. Sceny z jej udziałem były ponoć wielokrotnie powtarzane, Holland była wciąż niezadowolona. Wreszcie, po wielu dublach, udało się nakręcić parę pierwszych scen, ale Weronika schodziła podobno z planu ze łzami w oczach.
Gdybym była złośliwa zadedykowałabym jej swoją piosenkę sprzed lat „Rycz, mała, rycz!” Ale złośliwa nie jestem, więc dedykuję raczej swoje słuchowisko pod optymistycznym tytułem „Przez łzy do szczęścia”. Życząc ślicznej Weronice by jej przygoda z filmem Holland, skończyła się wielkim sukcesem.
W każdym razie większym niż dla Kasi
Cichopek prowadzenie programu „Tylko nas dwoje”. Jak donosi bowiem dodatek „Gwiazdy”, show z ulubioną gwiazdą Polsatu ma coraz słabszą oglądalność. „Wszystko wskazuje na to , sugerują Gwiazdy, że czasy, kiedy produkcje, w których występowała
Cichopek, zbierały przed telewizorami kilkumilionową publiczność, powoli mijają. „Tylko nas dwoje” z soboty na sobotę ogląda o blisko 300 tys. widzów mniej. I choć na wyrost jest twierdzenie, że to wina Kasi, śmiało można zadać sobie pytanie: Czy ona nie przyciąga już publiczności, tak, jak kiedys?!?
Osobiście nie wykluczam takiej opcji. Wystarczy przeczytać komentarze internautów, które
od kilku tygodni są, mówiąc delikatnie, niezbyt dla artystki pochlebne. Najdobitniej skomentował jej poczynania raper Tede, sugerując, co powinna zrobić zamiast prowadzić show. Nie sądzę jednak, żeby gwiazda przejęła się sugestiami rapera.
Podobnie jak aktorka Joanna Brodzik, która w niedzielne popołudnia dwoi się i troi przy
kuchennym blacie, nie przejmuje się chyba tym, że jej kulinarny show ogląda niespełna milion widzów, podczas gdy program „Kuchenne rewolucje Magdy Gessler” ogląda
średnio trzy miliony Polaków. Na złość Brodzik? Nie podejrzewam. Po prostu program
pani Geissler, mimo, że też „od kuchni”, jest widocznie dobry.
Co poza tym dobrego?
Wszystko. Powiem więcej. Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Jak scena z Małgorzatą Kożuchowską w spektaklu „Księżniczka na opak wywrócona”. Jak doniósł otóż wczorajszy Fakt, w scenie tej, aktorka , na co dzień niepaląca, pokazuje się (n.s. – mam nadzieję wyłącznie d o r o s ł e j widowni ) z papierosem w ustach. Co już jest szokiem, bo Małgosia, podkreśla gazeta, „ jest ostatnią polską gwiazdą, którą można by podejrzewać o palenie.”. Czy to tylko gra – niepokoją się więc widzowie – czy znana ze zdrowego trybu życia artystka, naprawdę zaczęła palić? Gdy na koniec sceny Kożuchowska osuwa się na podłogę, widzowie zamierają. Wiedzą przecież, że palenie zabija. „Jednak – kończy Fakt – nic bardziej mylnego! To wszystko to tylko gra !”
A ponieważ, jako się rzekło, wszystko dobre, co się dobrze kończy…w dobrym nastroju zapraszam na kolejny przegląd za tydzień.