szukaj:
z ostatnich:

Kim jest Limonow?

dodane 2012-09-19 (14:05) 5 lat 3 dni 8 godzin i 33 minuty temu
  A A A
 
Bartłomiej Kwasek
Bartłomiej Kwasek

Eduard Limonow – pisarz-łobuz, dysydent, enfant terrible rosyjskiej polityki. Kloszard, skandalizujący pisarz, kontrowersyjny polityk, niedoszły prezydent Rosji, celebryta… Poznał niewygodę slumsów w Charkowie, bezdomność w Nowym Jorku, a potem luksus apartamentów na Manhattanie, smak sławy w Paryżu, chłód więziennej celi z Saratowie, blask fotoreporterskich fleszy na ulicach Moskwy. Posądzony o terroryzm, a także plany zbrojnego wkroczenia do Kazachstanu, został skazany na cztery lata więzienia. Zainteresowany złożonością jego osobowości znakomity francuski pisarz Emmanuel Carrere napisał powieść, której wydanie zelektryzowało francuski rynek wydawniczy i odbiło się głośnym echem za granicą. Książka wyróżniona prestiżową Nagrodą Renaudota właśnie ukazuje się w Polsce. Udało nam się porozmawiać z autorem.

Proszę opisać w kilku słowach bohatera Pana książki, Eduarda Limonowa.

Awanturnik. Pisarz. Rosjanin. Łobuz. Niespecjalnie udany polityk. Ktoś, kto chciał żyć jak bohater i przy okazji narobił sporo głupstw.

Jak doszło do waszego spotkania i co sprawiło, że zdecydował się Pan napisać książkę o jego życiu? Co w tej postaci najbardziej przyciągnęło Pana uwagę?

Jestem pisarzem, który tworzy portrety, a Limonow to świetny model do portretu, postać pełna sprzeczności i kontrastów. Pierwszy raz zetknąłem się z nim prawie trzydzieści lat temu. Poznałem go w Paryżu w latach 80., gdy był pisarzem ze Związku Radzieckiego, który tworzył skandalizujące książki. Byłem nimi zafascynowany, tak samo jak jego postacią. Miał w sobie coś z awanturniczych bohaterów powieści Dumasa czy Jacka Londona, które czytałem będąc małym chłopcem. Był dla mnie pisarzem, który przeszedł przez szkołę życia, a nie przez uniwersytet, tak jak ja. Był jedną z moich młodzieńczych fascynacji. Po latach natknąłem się na niego zupełnie przypadkiem. W 2006 r. zostałem wysłany do Moskwy, by napisać reportaż o zamordowanej dziennikarce Annie Politkowskiej. Przez kilka tygodni krążyłem wśród ludzi, próbując się czegoś dowiedzieć i trafiłem na wiec organizowany każdego roku ku czci poległych w szturmie OMON-u na opanowany przez czeczeńskich terrorystów teatr na Dubrowce. Tam właśnie spotkałem Limonowa, który był wówczas liderem antyputinowskiej opozycji, stał wraz z Garrim Kasparowem na czele ugrupowania Inna Rosja. Wtedy po raz kolejny wzbudził moją ciekawość.

Czy pisanie o postaci, która jest tak bardzo zmitologizowana było dużym wyzwaniem? Jak sobie radzić z charakterem, który nieustannie kreuje legendę o sobie samym, szczególnie w swoich autobiograficznych książkach. Czy chodziło Panu o poszukiwanie prawdy?

Jego książki były podstawowym materiałem, na którym się opierałem. Przeczytałem właściwie wszystko, co napisał. W latach 2007 – 2010, gdy zajmowałem się książką, nikt już wtedy nie pamiętał we Francji kim jest Limonow i nikogo to zbytnio nie obchodziło. Ci nieliczni, którzy go pamiętali z dawnych czasów, mieli przed oczami tylko średniego pisarza, który stał się faszyzującym łajdakiem. Wiedziałem oczywiście, że nie piszę biografii Micka Jaggera, tylko Limonowa, ale to pisanie miało dla mnie ważny aspekt – w porównaniu do swoich poprzednich książek, miałem wrażenie, że piszę powieść przygodową, o szybkim, wartkim rytmie i to było bardzo odświeżające. Nie chodziło tu o weryfikowanie tego, co jest prawdą, a co nią nie jest. Zresztą wielu z tych informacji nie dało się już w żaden sposób sprawdzić. Stwierdziłem, że muszę mu zaufać.

Przygotowując się do pisania, spędził Pan z Limonowem dwa tygodnie. Jaki to był czas, jakiego człowieka Pan poznał?

To nie było pierwsze moje z nim zetknięcie. Znałem go już z czasów paryskich. Na nasze pierwsze spotkanie w Moskwie przyjechałem bez jakichś gotowych wyobrażeń i oczekiwań. Właściwie nie wiedziałem co o nim myśleć i czego się spodziewać. Co ciekawe, ten stan mi się pogłębił. Pod koniec, gdy już stamtąd wyjeżdżałem, miałem wrażenie, że wiem o nim jeszcze mniej niż na początku. Nie jest to człowiek, który daje się poznać.

Nic Pana nie zaskoczyło?

Kiedy zaczynałem pisać miałem jakiś zestaw obrazów, które się układały obok siebie. To była taka układanka, którą musiałem poskładać w całość, ale nie wiedziałem za bardzo jak te poszczególne elementy do siebie dopasować. To sprawiło, że w tej książce, zarówno ja, jak i czytelnik, nieustannie zmieniamy zdanie na temat głównego bohatera. Przechodzimy z jednego punktu widzenia do drugiego, od obrzydzenia i niechęci do pewnego rodzaju szacunku za jakiś jego rodzaj uczciwości czy odwagi. To jest taka postać, która jest trudna do uchwycenia, wymyka się jednoznacznej ocenia, co czyni ją idealnym bohaterem powieściowym.

Czy nie miał Pan momentów, w których ta postać jednak jakoś Pana odrzucała i żałował Pan, że poświęca swój cenny czas człowiekowi takiego pokroju?

Oczywiście i mówię o tym nawet w książce. Gdy dotarłem do momentu, w którym przyszło mi opisywać wojenne przygody Limonowa w byłej Jugosławii, strzelania w stronę okupowanego Sarajewa, bratania się z Karadżiciem i "Arkanem", właściwie zrezygnowałem z pisania. Zostawiłem to na wiele miesięcy, nie byłem w stanie. Ale później zdałem sobie sprawę z tego, że pisząc książkę o Gandhim czy o Janie Pawle II też miałbym momenty zwątpienia. Dlatego postanowiłem ją dokończyć.

Limonow doświadczył w swoim życiu bardzo wiele. Był rzezimieszkiem na Ukrainie, kloszardem i służącym w Nowym Jorku, modnym pisarzem w Paryżu czy żołnierzem na Bałkanach. Z czego, Pana zdaniem, jest najbardziej dumny. Czy osiągnął to, o co mu chodziło?

Szczerze mówiąc – nie wiem. Myślę, że momentami musi być zadowolony ze swojego życia i na pewno cieszy go, że udało mu się być wiernym ideałom dzieciństwa. Prawdopodobnie marzył o większym sukcesie, bo przecież nie wyobrażał sobie, że w wieku 70 lat będzie biednym politykiem bez wpływów. Ale jednocześnie chyba jest dumny z tego, że osiągnął status bohatera i to bohatera przegranego. Limonow reprezentuje status „losera”, który niekoniecznie musi wygrać, bo i tak jest postacią heroiczną. Stosuje jeszcze inne kryterium do oceny tego, czy życie jest udane, czy nieudane. Z jego punktu widzenia takim kryterium jest rozległość doświadczenia, bogactwo i różnorodność zebranych przeżyć, a tych nigdy mu nie brakowało. Kiedy np. znalazł się w więzieniu i kazano mu czyścić toalety, to mówił sobie, że jako żywo przypominają one te z nowojorskiego hotelu zaprojektowane przez Philippe Starcka. Mało jest ludzi na świecie, którzy od środka poznali jak wygląda więzienie w Saratowie nad Wołgą dla przestępców pospolitych, a jednocześnie żyli w luksusowym amerykańskim hotelu. Dla niego właśnie to jest powodem do dumy. Z takiego punktu widzenia nie zmarnował swojego czasu, wręcz przeciwnie.

Czy zdarzało się, że Limonow próbował jakoś wpływać na to, co Pan o nim pisze, w jakiś sposób Pana oczarować albo coś sugerować?

W żadnym wypadku. Bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło i wzbudziło mój szacunek. Nigdy nie starał się mnie jakoś przekupić czy czarować. Zawsze przy naszych spotkaniach był bardzo wstrzemięźliwy, zdystansowany i poprawny. Ostatecznie nie jesteśmy przecież przyjaciółmi. Nie wypiliśmy nawet nigdy wspólnego drinka.

Limonow chciał stanąć swojego czasu na czele Rosji. Co by było, gdyby mu się udało?

Ryzyko, że stanie na czele państwa rzeczywiście było niewielkie i nie jest to absolutnie rzecz, której należy sobie życzyć. Jedyna funkcja, jaką ewentualnie powinien wykonywać w państwie, to funkcja przywódcy marginalnej partii politycznej.

A jak przebiegała już sama praca nad książką? Ile trwała i jak wyglądało zdobywanie tych wszystkich informacji?

Jeżeli chodzi o zbieranie informacji, polegało ono głównie na czytaniu książek Limonowa – tych, które ukazały się po francusku i tych po rosyjsku, co mi przyszło z pewną trudnością, bo nie mówię biegle w tym języku. Ponadto czytałem wszystko, co się tyczy historii współczesnej Rosji, która żywo mnie interesuje od dawna. Pierwsza wersja książki powstała latem 2008 r., potem przerwałem pracę, wróciłem do niej w 2009 r. i ostatecznie zamknąłem pisanie końcem grudnia 2011 r. W sumie zajęło mi to cztery lata, w tym dwa lata intensywnego pisania.

Limonow na pewno czytał Pana książkę. Spodobała mu się? Dał jakiś komentarz?

Oczywiście przeczytał i wysłał mi początkowo dosyć zabawny mail, w którym powiedział, że być może pewnego dnia powie mi co myśli o tej książce, ale może być też tak, że nie zrobi tego nigdy. Oznajmił też, że nie ma zamiaru merytorycznie jej komentować. Wiem, że bardzo uważnie śledzi wszystkie artykuły, które ukazują się na jej temat i publikuje je na swojej stronie internetowej. Więc na podstawie tego wnoszę, że jest w jakimś stopniu zadowolony i dumny.

WP.PL

oceń
1
0
Podziel się


Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!