szukaj:
z ostatnich:
Leonardo da Vinci
Leonardo da Vinci

Trzy portrety (2)
Ginevra de’ Benci
NGA Washington
dodane 2009-11-26 (13:24)
  A A A
 


Kliknij na linki w tekście, a zobaczysz nowe - powiększone obrazy


Portret Ginevry de’ Benci to drugi z trzech, albo czterech największych – moim zdaniem – kobiecych i niereligijnych portretów Leonarda da Vinci. Do niedawna w zasadzie byłem pewien, że na tej krótkiej liście są rzeczywiście tylko trzy portrety – Cecylii Gallerani, właśnie Ginevry de’ Benci i samej Giocondy – ale po krótkim namyśle do tych trzech dodałem jeszcze jeden ‘Portret Kobiety’, chociaż obecnie jest on przypisywany bardziej uczniowi Leonarda, Ambrogio de Predis: na dodatek nie wiadomo też na sto procent, kogo widzimy na tym portrecie…

‘Portret Ginevry de’ Benci’ to jeden z najsłynniejszych obrazów wielkiego Leonarda i jeden z największych skarbów Narodowej Galerii Sztuki w Waszyngtonie: jest to zresztą jedyne dzieło Mistrza pozostające w zbiorach amerykańskich. Leonardo da Vinci namalował ten portret w latach 1474-1478: pokazał na nim 16- letnią wówczas Ginevrę de’ Benci, piękne dziewczę z arystokratycznego florenckiego rodu. W 1474 roku poślubiła ona Luigi Niccolini’ego i ten obraz był prawdopodobnie darem ślubnym dla Państwa Młodych. Zamówił go - wedle wiedzy współczesnych - wenecki ambasador we Florencji, Bernardo Bembo – przyjaciel i wielbiciel urody Panny Młodej.

Na rewersie tego obrazu znajduje się też coś bardzo ważnego: w wieńcu laurowym, w jałowcowym gąszczu, Leonardo wypisał chytrze znamienne słowa: VIRTUTEM FORMA DECORAT ("Piękno zdobi cnotę", albo odwrotnie: "Cnota wieńczy piękno”. Czasami też niektórzy przekręcają wszystko i twierdzą, iż to piękno wieńczy cnotę - tak, jakby nie miało ono prawa wieńczyć rozpusty). Sam juz nie wiem, o co wtedy chodziło Mistrzowi - ale on na pewno wiedział….

Niestety ten wspaniały portret, który możemy obecnie oglądać w Waszyngtonie, nie jest tym samym obrazem, który namalował pod koniec XV wieku Leonardo da Vinci: świadczą o tym zachowane szkice tego dzieła wykonane ręką zarówno samego autora, jak i jego ucznia - Lorenzo di Credi. Ubyło go (obrazu oczywiście, a nie ucznia), ubyło od dołu i – jak twierdzą znawcy – ubyło w niemal 1/3 jego pierwotnej wysokości. Czy to był ogień, który strawił dolny fragment drewnianego panelu, czy też były to niszczycielskie uderzenia topora zadane przez któregoś z odtrąconych wielbicieli cnotliwej kobiety – tego nigdy się chyba już nie dowiemy. W każdym razie na portrecie Ginevry nie widzimy dzisiaj jej rąk, chociaż zapewne Mistrz nie pozwoliłby sobie nigdy na takie zaniechanie: z dobrze poinformowanych źródeł wiem prawie na pewno, że układ dłoni tej atrakcyjnej szesnastolatki miał dla Leonarda da Vinci jeszcze większe znaczenie, niż ułożenie rąkLa Giocondy i niż kształt ciała zwierzątka pokazanego na portrecie Cecylii Gallerani. Cóż, niestety nigdy nie odnaleziono odciętego kawałka tej deski i dzisiaj możemy się jedynie domyślać, co na nim zostało wymalowane ponad pięćset lat temu…

Kiedy patrzę dzisiaj na tę wspaniałą młodą kobietę na portrecie Mistrza Renesansu, mam bardzo – nie ukrywam - mieszane uczucia. Leonardo da Vinci wyprowadził swoją modelkę w plener, co było w tamtych czasach nowością. Widzimy w tle jakże bujną i symboliczną roślinność, która w języku symboli ma podnosić chwałę cnotliwości tej młódki - a opodal wspaniałe pejzaże z błękitem wody – i widzę kobietę doskonale zimną. Obojętną. Zamkniętą w sobie, w swoim sekretnym świecie, do którego nie ma dostępu nikt poza nią samą. Ta kobieta w rzeczywistości nikogo nie potrzebuje - poza samą sobą. Czy o taki przekaz chodziło wtedy temu 38-letniemu wówczas mężczyźnie? Czy może wmieszał on w ten obraz jakieś swoje pokrętne odczucia? Nie wiemy.

I jeszcze jedno: Leonardo da Vinci nie był z natury heteroseksualistą. Kobiece ciało działało na jego zmysły zupełnie inaczej, niż ma to miejsce w przypadku większości mężczyzn. Tradycyjne, zwyczajowo traktowane jako decydujące o postrzeganiu mężczyzny atrybuty kobiecego ciała nie działały w przypadku tego Brodatego Pana. I być może dlatego na portrecie Ginevry de’ Benci dostrzegamy coś bardzo nieczęstego: nieomal fetyszystyczne zafascynowanie włosami kobiety. Po dbałości dla szczegółów każdego ich splotu, po delikatności ukazywania ich konturu i po sposobie wkomponowania ich kolorystyki w przebogate tło barw świata zewnętrznego – mamy chyba prawo domyślać się, że obywatel Leonardo da Vinci zupełnie niestandardowo zwykł był pragnąć osiągać swą męską satysfakcję.

Tyle może już na dzisiaj.
Pozostała nam jeszcze chyba tylko La Gioconda..
JG, Fundacja Promethidion.eu

oceń
0
0
Podziel się

Wiadomości powiązane

Leonardo da Vinci
Łzy Erosa
DÜRER: Portrety
IMPRESSIONISM
Sandro Botticelli

Zobacz więcej w serwisach WP

Wiadomości

Książki

Studio

Odkrywcy.pl



Opinie (0)

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Blogi

Świąteczne aukcje w DESIE Unicum


XXI Aukcja Sztuki Współczesnej oraz 172 Aukcja Dzieł Sztuki odbędą się 15 grudnia (czwartek) o g. 19, natomiast 11 Aukcja Młodej Sztuki odbędzie się 20 grudnia (wtorek) o g. 19. Wszystkie licytacje będą miały miejsce w siedzibie domu aukcyjnego DESA Unicum, ul. Marszałkowska 34-50 więcej

Moda i obyczaje

Ślub sprzed dwustu lat


W środowisku arystokratycznym ślub poprzedzony był wręczeniem pannie młodej przez pana młodego podarunków weselnych: najmodniejszych materiałów na suknie, efektownych szali, pięknych fute więcej