szukaj:
z ostatnich:

Miasto. Porządek czy chaos?

dodane 2012-08-16 (15:53) 5 lat 1 miesiąc 6 dni 6 godzin i 40 minut temu
  A A A
 




Praca Leona Kriera,Architektura wspólnoty“ wydana przez gdańskie wydawnictwo Terytoria, powinna stać się ważnym punktem odniesienia w dyskusji o architekturze i przestrzeni publicznej w Polsce.

Każdy, kto zetknął się z którymś z popularnych amerykańskich seriali typu „Seks w wielkim mieście“ albo znacznie starszym „Ally McBeal“, zakodowane ma niezmienne widoki potężnej miejskiej aglomeracji zza Oceanu. Nieważne, czy to ulice Nowego Jorku, Bostonu, czy Waszyngtonu. Zawsze będzie podobnie. Leon Krier, jeden z najwybitnieszych współczesnych architektów i wykładowca wielu prestiżowych uczelni, zauważa, iż większość amrykańskich produkcji filmowych pokazuje w obsesyjny wręcz sposób wciąż te same miejsca (można przywołać przykłady, które zamkną się co najwyżej w liczbie kilkunastu). Dlaczego? Ponieważ poza tymi reprezentacyjnymi, pocztówkowymi widokami, architektura USA ma nam niewiele do zaproponowania. W opozycji do tego rozwiązania, tak schematycznego, stoją mieszkalne przedmieścia, urządzone wedug takich wzorów, aby gwarantować luksus i wygodę codziennego, rodzinnego życia. Między tymi dwiema przestrzeniami miliony Amerykanów kursują w rytmicznym tempie – do i z pracy w biurowym centrum. Co więcej, serca tych aglomeracji są absurdalnie niefunkcjonalne, choć w zamyśle ich twórców, mają spełniać szereg funkcji, również tych wypoczynkowych i, w szerszym ujęciu, budujących demokratyczną przestrzeń publiczną. Autor „Architektury wspólnoty“ koncentruje się na kilku kluczowych spostrzeżeniach, które wprost odnoszą się do funkcjonalności przestrzeni miejskiej oraz jej estetycznej warstwy. Wyznacznikiem tej drugiej z cech jest umiejętność łączenia architetury zastanej, zwykle historycznej, z trendami współczesnej architektury. Wychodząc od demokracji pojmowanej klasycznie, a więc wpływu nas wszystkich na wszelkie decyzje władz, przechodzi Krier do demokracji w tworzeniu przestrzeni publicznej, która – jak się zdaje – niknie w gęstwinie nieporozumień. Albo decyzji odgórnie narzucanych w atmosferze sprzeciwu, albo też przyjmowanych z pozorną, bo milczącą akceptacją.

Ciekawe, że gdybyśmy nagle obudzili się w otoczeniu zupełnie pozbawionym tego wszystkiego, co „narosło“ dokoła po 1945 r., nie byłoby na dobrą sprawę czego żałować. Cóż jednak, pyta retorycznie Krier, gdyby nastał nagle moment, iż całość przestrzeni publicznej złożona byłaby tylko i wyłącznie z wytworami architektury powojennej? Szok należałoby – niewyobrażalny przecież – rozważać w wielu kategoriach, jak siła „odpychania“ i „przyciągania“, estetyka, funkcjonalność, symbolika.

Kluczem zrozumienia współczesnej myśli urbanistycznej Zachodu oraz nowoczesnej architektury jest dotarcie do sedna  p l u r a l i z m u  w tej dziedzinie ludzkiej aktywności. O ile zdolni jesteśmy pojmować to pojęcie właściwie i na wielu płaszczyznach (sferach życia), to brak nam zazwyczaj umiejętności, a może wrażliwości, aby dokładnie rozróżniać pluralizm na fałszywy i prawdziwy. Nic złego bowiem w koegzystencji tego, co w przestrzeni miejskiej „stare“ (historyczne) oraz „nowe“ (współczesne, nowoczesne, modernistyczne i postmodernistyczne). Wzroceowe zdaje się, jak podkresla Leon Krier, dobałość i pieczołowite odizolowanie przestrzni spójnej historycznie od tego, co tworzymy teraz idziś – powiedzmy, od powojnia. Niechby i symbolicznym mostem, wiaduktem albo bulwarem łączyć oba obszary, ale w izolacji pozostać powinny. Tak realizuje się, wedle wywodu autora książki, pluralizm prawdziwy.

Niepodobna, nie tylko przy powyższych założeniach, zrozumieć ideę miasta jako przestrzeni, nie przybliżywszy założeń teoretycznych, jakie leżą u podłoża sztuki planowania urbanistycznego. Krier znakomicie, krok po kroku, wykłada te zasady, ilustrując je własnymi rysunkami i przykładami z realnych miejsc na mapie zachodniego świata.

Zaopatrzeni w tę wiedzę i widzenie przestrzeni tak, jak wskazuje to autor książki, z jeszcze większym zaangażowaniem moglibyśmy podjąć dyskusję o przestrzeni miejskiej miast w Polsce. Raz, że rozrastających się wedle chaotycznych reguł, dwa – współtworzonych, zależnie od regionu, przez wiele kontrastujących z sobą porządków. Wystarczy przywołać przykłady miast Górnego Śląska, odradzającego się po kilku dekadach boomu przemysłu cieżkiego i wydobywczego, wielu małych i średnich miast Dolnego Śląska ze spóścizną kultury niemieckiej i wszystkim, co zdążyło „narosnąć“ w dobie PRL-u i później (budownictwo mieszkalne z prefabrykatów i „wielkiej płyty“, stawiane niekoniecznie na przedmieściach, a na wolnej po prostu przestrzeni). Wreszcie – przykład Warszawy z trudnym do zdiagnozowania centrum, Wolą zrównaną z ziemią po upadku powstania w getcie (dziś współżyją tam ruiny kamienic, ostatnie fragmenty muru getta, cmentarze oraz coraz to nowe apartamentowce i centra biurowe), Żoliborzem powstałym w latach 20. i 30. XX wieku, a także Starym Miastem, odtworzonym zupełnie niekonsekwentie po II wojnie światowej. Dodajmy na koniec, że z wieloma tekstami zawartmi w książce, polski czytelnik mógł już się zetknąć. Klika lat temu ukazała się praca tegoż autora „Architektura. Wybór czy przeznaczenie“. Jednakowoż książka „Architektura wspólnoty“ (wydana w serii „Rzecyz artystyczne“) jest znacznie obszerniejsza, zebrana w całość przez autora znacznie później i powiększona o wiele istotnych wątków, których dotąd Krier nie podejmował (w oryginale wydana w 2009 r.).

Krzysztof Ratnicyn

Leon Krier, „Architektura wspólnoty“, przeł. P. Choynowski, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011.

oceń
1
2
Podziel się


Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!