Szymon “Hrabia” Kubiak: Co autor miał na myśli?
Krzysztof “Semp” Bielecki: Co masz na myśli?
O czym jest Twoja książka? Tytuł to “Defekt pamięci”, co zresztą przewija się kilkakrotnie w tekście, więc wskazywałoby to na kłopoty z pamięcią a raczej orientacją w czasie i przestrzeni, chociaż z drugiej strony mam wrażenie, że jest to opowieść o opowieściach i pisaniu sensu stricto.
Na pierwszy rzut oka, rzeczywiście może wydawać się, że jest to książka o pisaniu, bo odgrywa ono w niej ogromną rolę, ale moim zdaniem esencją “Defektu pamięci” jest przede wszystkim nieprzewidywalność, którą ten tekst zapewnia czytelnikowi. Zależało mi na tym, żeby co kilka rozdziałów odbiorca mógł mieć totalnie inną koncepcję tego, dokąd to wszystko zmierza, a także jakie będzie wytłumaczenie zagadki, która jest punktem wyjścia książki, a mianowicie tego, dlaczego główny bohater musi cały czas pisać, aby powstrzymać nadchodzącą zagładę. Jeśli chodzi o tytuł, to jest z nim podobnie - w trakcie lektury książki czytelnikowi kilka razy może zmieniać się koncepcja odnośnie tego, do czego może się on odnosić, a ostatni tego typu “zwrot akcji” pojawia się możliwie daleko, ponieważ dopiero w ostatnim zdaniu książki. “Defekt pamięci” jest więc zaskakującą mieszanką różnych motywów. Równie trudny do zdefiniowania jest ten tekst pod względem tego, jaka to właściwie jest literatura. Mamy tu trochę powieści sensacyjnej, trochę science-fiction, trochę fantasy.
Skąd wziąłeś takie nietypowe imiona?
Imiona i nazwiska zostały dobrane z niezwykłą starannością. Używałem generatora imion i nazwisk, a następnie z rezultatów wybierałem same nazwiska i komponowałem z nich konkretne postacie. Zależało mi na tym, żeby bohaterowie byli w jak największym stopniu neutralni kulturowo, żeby ich tożsamość nie była powiązana z żadnym konkretnym miejscem, ani nawet czasem. Zwróć uwagę, że unikałem nawet wspominania o metrze i tramwajach, bo przecież nie każde miasto je ma.
Przez to między innymi miałem mały problem z immersją. Świat głównego bohatera Bota coś tam (chciałem napisać imię i nazwisko, ale nie mogłem ich zapamiętać przez 140 stron) mnie nie pochłonął. Z jednej strony tak jak mówisz, nie chciałeś precyzować miejsca akcji, ale z drugiej strony wyobrażanie tego np. w Warszawie jest nadzwyczaj łatwe, dlatego oczekuję, że jednak ta rzeczywistość będzie mi bliższa, co by tylko potęgowało efekt zaskoczenia, bo nic tak nie wykręca psychiki, jak utożsamienie czytelnika, czy to z bohaterem, czy jego rzeczywistością, a następnie siarczysty plaskacz prosto w mózg. Przecież jak zawaliły się wieże WTC nasz świat oszalał. Dlaczego zatem gdy tonie jeden kontynent na ulice nie wytaczają się kościoły dnia siódmego i wszystkie inne a ludzie nie wyrywają sobie włosów z głowy rycząc w niebogłosy (tak mniej więcej wyobrażam sobie histerię końca świata).
O tych konsekwencjach do pewnego stopnia wspominam (na przykład pojawia się motyw specjalnych wydań gazet czy zdania o naukowcach na ekranach wszystkich telewizorów oraz to całe gadanie o sensacji na poziomie kwantowym), ale rzeczywiście staram się nie koncentrować nadmiernie na tym, co wydarzyłoby się, gdyby np. zniknął kontynent. Nie zapominajmy również o tym, że od pewnego momentu bohater działa nieco poza światem, a od samego początku jest typem ignoranta i tak samo jak w świecie rzeczywistym w obliczu jakiejś ogromnej katastrofy wiele osób pozostałoby obojętnych i nie zgłębiałoby tej kwestii, tak samo główny bohater “Defektu pamięci” nie musi śledzić tych wszystkich wydarzeń, a książka pisana jest przecież z jego perspektywy.
Dlatego też nie wspomniałeś też np. o tym jaki kolor zniknął?
Zależało mi na tym, żeby za każdym razem nie dookreślać w książce tych rzeczy, które nie muszą być dookreślone. Podaję przykład naczynia z owocami, pośród których brakuje jakiegoś koloru, ale nie jest dokładnie powiedziane jakiego. Takie rozwiązanie z jednej strony daje czytelnikowi możliwość stworzenia sobie własnego, niewymuszonego przez autora wyobrażenia, a z drugiej pozwala mi uniknąć rozpisywania się o konsekwencjach tych wydarzeń o ogromnym znaczeniu. Gdybym wybrał np. kolor czerwony, to wymagałoby to na nowo zdefiniowania takich kwestii jak np. ruch samochodowy. To oczywiście mogłoby być ciekawe, ale nie w takim kierunku miała podążać książka. Poza tym wydaje mi się, że gdybym zdecydował się na wybór konkretnego koloru i pominął jakiś istotny aspekt wyboru takiej barwy a nie innej, to paradoksalnie wtedy zarzuty o płytkiej immersji, takie jak Twój, byłyby jeszcze częstsze.
Ok. Wąchanie tonera jeszcze rozumiem, ale wciąganie kresek nosem to już chyba lekka przesada. Nawet szukałem tej frazy w sieci, bo myślałem, że w jakiś sposób można ćpać toner, jednak google z “wciągania tonera" poprawiało mnie na “wyciąganie”.
Zależało mi, żeby główny bohater był przesiąknięty “biurowością”, a w ten dosłowny, nieco przerysowany pomysł z wciąganiem tonera, jako czegoś, co znajduje się niemal w każdym biurze, doskonale się do tego nadawał.
Wszystko to, co powiedziałeś oraz patrząc obiektywnie nieduża ilość stron sprawiają, że "Defekt pamięci" wydał mi się pewnego rodzaju bajką, dziejącą się we współczesnych, miejskich realiach. Z inicjalnymi kreacjami bohaterów, z jedną charakterystyczną cechą dominującą, uproszczeniami fabularnymi, i bądź co bądź, prostym rozwojem fabularnym. Każda bajka jest opowieścią alegoryczną z morałem. Masz w swojej powieści jakiś morał?
Rzeczywiście, opowieść ma nieco bajkowy charakter. Myślę, że to fajne określenie, ponieważ jest to swego rodzaju miejska bajka. Postacie są charakterystyczne, często oparte na jakimś konkretnym atrybucie (człowiek o srebrnej skórze, człowiek zjadający skręty) lub też jednej cesze charakteru albo właściwości (np. człowiek mający ogromne szczęście). Trudno mówić to o jakimś morale z całej tej opowieści, ale w tekście można znaleźć też kilka, moim zdaniem ciekawych, przemyśleń (np. odnośnie procesu twórczego), a także same wydarzenia i przedstawione sytuacje pobudzają do myślenia i działają na wyobraźnię czytelnika. Nie ma tu jednak morału jako takiego, swego rodzaju jednej dominującej myśli, której podporządkowana byłaby cała historia. Jej ostatnie akapity są jednak bardzo ważne dla zrozumienia całości oraz sensu i logiki opowieści przedstawionej w “Defekcie pamięci”.
Żeby nie było, pomysł na "Defekt pamięci" bardzo mi się podoba, ale jednak nie rzucił mnie na kolana. R. Ingarden powiedział: "Od dzieciństwa wrastamy w pewien zastany przez nas świat wytworów ducha ludzkiego. Nim ten świat zaczniemy przetwarzać i dorzucać do niego nowe dzieła, on nas otacza i wpływa na nas, modelując nasze ciało, nasze myśli, uczucia i pragnienia. On sprawia, że jesteśmy dziedzicami minionych pokoleń..." Przed Twoją książką znałem "Gniazdo światów" M.S. Hubertha, filmy "Niezwykły przypadek Harolda Cricka", czy "Mechanika". Znaleźć w nich można ślady nasuwające skojarzenia z Twoim utworem. Znałeś te wytwory ducha ludzkiego? Jak powstała Twoja książka? Czym się inspirowałeś?
Nie znałem wcześniej żadnego z tych tekstów kultury. Miałem pewien pomysł na książkę, jej punkt wyjścia, inspirowany NaNoWriMo, czyli akcją, podczas której wiele osób na całym świecie w tym samym momencie pracuje nad swoimi tekstami, codziennie tworząc jego pewną porcję. Pomyślałem, że ciekawie byłoby wziąć ten pomysł i dodać do niego element przymusu, pisania z konieczności. Kolejne elementy tej historii powstawały już w trakcie prac nad nią. Mieszanka, która składa się na “Defekt pamięci” jest naprawdę wybuchowa. Zachęcam do sprawdzenia tego na własną rękę!
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie

Nowa płyta "Siesta Festival 2012"
