Kieliszek i dwie karafinki z herbem J.A.W. Mniszcha, Polska, Huta Kryształowa, poł XVIII w., z kolekcji Muzeum Pałacu w Wilanowie
W Rzeczypospolitej niezwykle kosztowna moda na wino nie znajdowała uznania w oczach ówczesnych moralizatorów. Ksiądz Piotr
Skarga, nadworny kaznodzieja Zygmunta III, surowo potępiał pojawienie się wina w szlacheckiej piwnicy. W wydanych w 1597 roku „Kazaniach Sejmowych”
Skarga ubolewał nad wynikłą na skutek tego rozrzutnością: „O Boże mój, jakie zbytki w to się królestwo wniosły, które miłosierdzie wszytko wypędziły! Począwszy od małych aż do wielkich, wszyscy mierność świętą i proste używanie opuścili i onym staropolskim a żołnierskim życiem wzgardzili. Każdy chce wino pić. Już nie tylo woda, na którejeśmy przestawali, ale i piwo niezdrowe młodym i zdrowym. Jedną na dzień kwartą wina do roku sto złotych blisko utraci”.
Pojawienie się na szlacheckich stołach wina, wspaniałej zastawy i potraw, stało się doskonałą metodą wyróżnienia społecznego. Wino było wszakże w owym czasie prawdziwym rarytasem. Rodzime winnice nie wytwarzały dostatecznie smacznych trunków, trzeba zatem sprowadzać wino z zagranicy. Koszt jego transportu z Węgier, Francji czy Włoch przewyższał czasami wartość samego wina.
Ksiądz
Skarga w swych kazaniach na szóstą niedzielę ponownie upominał: „Ludziom ubogim, zdrowym, szlachcie, mieszczanom, pachołkom wino tak drogie pić? Co przełknie, to grosz, o jaka utrata! Jakby nie było na co dawać! Murujcie miasta, wieże, zamki”. Te przestrogi na niewiele się zdały, gdyż z biegiem lat na wino wydawano coraz więcej.
Paradoksalnie, dochody z ceł, jakie nakładano na przywóz i wywóz wina, służyły właśnie umocnieniu murów miejskich.
Chcesz wiedzieć więcej o obyczajach szlacheckich ? czytaj: www.wilanow-palac.pl/silvarerum
Dorota Lewandowska