Kultura.wp.pl ma ostatnimi czasy bzika na punkcie opery i baletu. Kiczkokowi również się to udzieliło. Zapytałam człowieka opery,
Krzysztofa Warlikowskiego, artystę, który „w swojej pracy nigdy nie myśli o tym, czy ociera się o
kicz”, o to, czy to możliwe, aby prawdziwa sztuka wzbudzała za silne emocje i czy jeżeli wzbudza tak silne emocje, targa naszymi emocjami, atakuje wiele zmysłów, czy wtedy nie ociera się o
kicz?
Drodzy internauci!
Czego oczekujecie od sztuki? Jakie macie wymagania? Czy ma koić Wasze skołatane nerwy? A może świat nie dostarcza Wam aż tylu emocji, że potrzebujecie pobudzenia? Czy sztuka powinna wzruszać? Czynić nas lepszymi? A może po prostu zabijać nudę? Powinna służyć „wychowaniu, rozrywce czy szlachetnemu używaniu” (jak pytał
Arystoteles)?
A na zakończenie odpowiedź filozofa:
„Jest rzeczą słuszną odnieść ją do wszystkich trzech, ponieważ z wszystkimi zdaje się łączyć. Rozrywka służy bowiem do wytchnienia, a wytchnienie powinno być przyjemne, gdyż jest niejako lekarzem przykrości przez trudy wywołanej. Najwyższe zadowolenie ducha musi być połączone — jak to powszechnie uznają nie tylko z pięknem, ale i z rozkoszą (oba te czynniki składają się bowiem na poczucie szczęścia)”.
I jeszcze dwa cytaty:
„Pięknym jest to, co zasługuje na uznanie dzięki temu, że jest samo przez się godne wyboru,
lub to, co będąc dobrym, jest przyjemne przez, to, że jest dobre.”
„Jeśli piękno będzie określone jako to, co przyjemne dla wzroku albo dla słuchu, to w tym
samym czasie ta sama rzecz będzie piękna i niepiękna... (mianowicie), jeśli coś będzie
przyjemne dla wzroku, a nieprzyjemne dla słuchu, to będzie piękne i niepiękne zarazem.”
Marta
Janik