![]() |
| źródło: Promethidion.eu |
Proszę Państwa, szalenie piękny czas nastał dla SZTUKI: oto zapraszamy Państwa dzisiaj do Narodowej Galerii Sztuki w Waszyngtonie, która życzliwie udostępniła nam do prezentacji ponad 70 dzieł Paula Gauguin’a. To coś niesamowitego, porównywalnego chyba jedynie z wielką prezentacją Kolekcji Chestera Dale’a, której pokaz w Labiryncie – i na kultura.wp.pl - zajmie nam chyba jeszcze parę najbliższych miesięcy.
To bardzo piękna wystawa i doskonale odkrywcza. Zdawałoby się, że o każdym człowieku - o kimś, kto z jakichś względów żywo nas interesuje - można w ciągu lat wiele się dowiedzieć i usłyszeć, że dużo można przeczytać i poznać jego słowa, a nawet też uczynki: utrwalone gdzieś i kiedyś, przez kogoś, może nawet przez niego samego. Czasami nawet zrozumieć parę świadectw tamtego życia i chwil, które były jego udziałem. Ale za każdym razem, kiedy spotykamy się z tym kimś na nowo, po raz kolejny – niechybnie odkrywamy coś jeszcze bardziej nowego i świeżego, dotychczas zupełnie nam nieznanego. I zatrzymujemy się w naszym życiu na moment: chłoniemy to nowe, niespodziewanie świeżo dostrzeżone - i myślimy o tym. Znowu staramy się zrozumieć.
Tak też jest i z tym pełnym pięknych mitów spotkaniem w Waszyngtonie: Bonjour Monsieur Gauguin. Opowiemy o nim w paru częściach: są dobrane tematycznie, a nie chronologicznie. Życzymy wielu wspaniałych wrażeń, nie tylko artystycznych.
(1) W 1889 roku, w siedem lat po porzuceniu przez Paula Gauguina pracy w biznesie i definitywnym poświęceniu się sztuce – ten czterdziestojednoletni mężczyzna miał się chyba zdecydowanie źle: w miejsce przystojnego, eleganckiego i rzutkiego specjalisty od pomnażania pieniędzy – cudzych i swoich – pojawił się nieco zaniedbany artysta ‘w wyplamionej farbami marynarce włożonej na niebieską trykotową kamizelkę ozdobioną haftem bretońskim, w starej pelerynie, w berecie, sabotach i spodniach o szerokich nogawkach, kupionych za dwanaście pięćdziesiąt w magazynie ‘Incomparable”’. Te lata były dla niego niemal wyłącznie pasmem niepowodzeń i rozczarowań: doświadczał biedy i głodu, przeciwności losu i chorób, braku uznania i nieustających wyrzutów sumienia. Pojęcie domu i rodziny, kobiety i żony, dzieci – stały się dla niego czymś bardzo abstrakcyjnym i odległym. Te siedem lat ‘pozostawiło ślady na jego twarzy, wyraz energii starło z niej znużenie. Powieki stały się cięższe, usta bardziej gorzkie niż dawniej. Malując ‘Chrystusa z Ogrodzie Oliwnym’, płótno mające przedstawiać „zdruzgotanie ideału, cierpienie tyleż boskie, co ludzkie”, własnych rysów użyczył temu umartwionemu Jezusowi. „Smutek to, jak wiesz, moja specjalność.” – pisał do Schuffa.’ (cytaty pochodzą z pracy Henri Perruchota ‘La Vie de Gauguin’ w tłumaczeniu Hanny Olędzkiej, PIW, Warszawa 1961)
CDN, ale dzisiaj jeszcze zapraszamy Państwa na przygotowany przez National Gallery of Art materiał filmowy o tej wielkiej wystawie.
Jan Guja, Fundacja Promethidion.eu
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie

Nowa płyta "Siesta Festival 2012"
