Ostatnia dekada: 1630-1640
... sinnlich, weiblich, flämisch
Kunsthistoriches Museum Wien
W połowie lat dwudziestych XVII wieku Pieter Pauwel Rubens jest już sławnym i rozchwytywanym malarzem. Malarzem również bardzo drogim. Szybko się więc bogaci i buduje w Antwerpii dom według własnego projektu – wspaniałe miejsce dla całej jego 5-osobowej rodziny, z uroczym ogrodem i obszerną pracownią pełną dobrego światła. Zaczyna też kolekcjonować dzieła sztuki innych twórców, co nie było wówczas czymś zwyczajnym. Mając ogromną liczbę zamówień Rubens nie maluje już wszystkiego sam – często ogranicza się do naszkicowania dzieła, a potem już tylko do jego ostatecznego wykończenia: malowanie szczegółów i mniej istotnych fragmentów kompozycji pozostawia wtedy najczęściej swym współpracownikom i uczniom. Współpracuje też chętnie ze swymi znanymi kolegami – animalistą Fransem Snydersem, florystą Janem ‘Aksamitnym’ Brueglem i pejzażystą Janem Wildensem. Obrazy będące efektem tej współpracy artyści podpisują potem wspólnie.
W latach 1625-1626 Pieter Pauwel Rubens maluje swe kolejne wielkie kompozycje sakralne: ‘Pokłon Trzech Króli’ i ‘Wniebowzięcie Matki Boskiej’. Ale pracę nad tym drugim obrazem – niewątpliwym nawiązaniem do weneckiej ‘Assunty’ Tycjana – przerywa mu nagle w czerwcu 1626 roku niespodziewana śmierć ukochanej żony, Izabeli. Rubens zostaje sam z dwoma synami - 12-letnim Albertem i 8-letnim Mikołajem – oraz wspomnieniami o dwóch kobietach swego dorosłego życia: o swej umiłowanej żonie, Izabeli Brant - i ich pierworodnej córce, Clarze Selenie: dziewczynka zmarła w 1623 roku, miała wtedy zaledwie 12 lat.
Kiedy odchodzi od nas ktoś najbliższy, największy przyjaciel, ojciec lub matka – świat zamiera na długo i wyje z bólu. Ale kiedy od mężczyzny – bez zapowiedzi - odchodzi miłość jego życia, kobieta uwielbiona i od wszystkiego na świecie ważniejsza – cały jego świat nagle wali się w gruzy i rozsypuje: płonie, ginie, znika... Tak się też stało wtedy z Rubensem: ten elegancki i wesoły dżentelmen w średnim wieku, ten zawsze pełen energii i nowych pomysłów genialny artysta; ten wciąż pełen męskich pragnień zamożny i atrakcyjny 49-letni mężczyzna – Peter Paul Rubens zmienia się nie do poznania. Zamyka się ze swymi synami w dziwnie opustoszałym domostwie, a tam najbardziej zamyka się w sobie. Nie pracuje juz, nie tworzy; przestaje przyjmować gości i nigdzie nie wychodzi, nie widuje się go ani na oficjalnych dworskich przyjęciach, ani w żadnych publicznych miejscach; mleczarz i służące opowiadają ukradkiem, jak bardzo się zmienił i postarzał, jak odzywa się tylko do swych dzieci i nikogo więcej; jak siedzi godzinami wpatrzony w JEJ portret i coś do NIEJ mówi – a jego słów nigdy nikt nie słyszy..
Na szczęście genialny malarz miał przyjaciół i admiratorów swej sztuki, a wielu z nich mogło w tamtym świecie bardzo wiele: do nich należała między innymi Maria de’ Medici, królowa francuska, a potem regentka Ludwika XIII-go. Ona to głównie wymyślała w tym czasie wciąż nowe działania dla zmartwiałej duszy Rubensa; wymagały one zawsze skupienia i daleko idącej współpracy tejże duszy z jego zobojętniałym ciałem. Z początku bronił się i nie chciał opuszczać swej kryjówki, ale nie jemu było sprzeciwiać się woli potężnej władczyni: zmuszony został do zadbania o siebie, o swój publiczny wizerunek i nawet swój ubiór; musiał zacząć spotykać się z ludźmi i rozmawiać z nimi na różne tematy; nie mógł też już spędzać życia przed JEJ portretem i nie pozwalano mu być samemu częściej, niż było to konieczne dla sprawy. Znowu zaczął wyjeżdżać z różnymi niezrozumiałymi dla nikogo dyplomatycznymi misjami, podróżował do Madrytu, Londynu i Amsterdamu – i tam znowu widział świat ludzi inaczej żyjących i spraw jakże dla tego świata ważnych. Ocierał się tam i o ukochane tycjanowskie piękno i o fałsz dworaków wszelakich nacji, widział wszystko znowu ostro i wyraźnie i wracały mu zmysły: zaczął znowu smakować, odczuwać różne zapachy i dotyk, słyszał już też to, czego dosłyszeć nigdy niełatwo, a i nie sposób nigdy dostrzec..
Wreszcie któregoś dnia powrócił i zapragnął znowu malować: a najbardziej zapragnął malować pewną bardzo młodą i piękną kobietę, którą dostrzegł wtedy pośród wielu innych: zobaczył swymi na nowo otwartymi oczami. Dzisiaj myślę, że przydarzyło mu się chyba to samo, co ponad wiek przedtem stało się udziałem innego geniusza wchodzącego w swe lata pięćdziesiąte – wielkiego Leonarda da Vinci z tym jego najsłynniejszym portretem w historii świata: La Giocondą.
Hélène Fourment miała zaledwie 16 lat, kiedy 6 grudnia 1630 roku poślubiła Petera Paula Rubensa: artysta miał wtedy 53 lata, a jego starszy syn, Albert – był zalewie o parę miesięcy młodszy od wybranki serca swego ojca. Ale ta różnica wieku absolutnie nie okazała się nigdy dla tych dwojga czymś zbyt trudnym: żyjąc razem zaledwie przez 10 lat, mieli ze sobą aż pięcioro dzieci. Pierwsze – Clarę Johannę - Hélène urodziła w dwa lata po ślubie, ostatnie - Constantinę Albertinę – w 1641 roku: już po śmierci artysty, swego męża.. Miała wtedy 27 lat.
Znajomość z Hélène Fourment i wszystko, co ich połączyło - całkowicie odmieniło życie tego mężczyzny w owej dla niego ostatniej dekadzie. I chociaż nikt nigdy na przestrzeni wieków nie rozgryzł podobno do końca istoty szczęścia – to niewątpliwie wtedy właśnie uczynił to jeden z największych twórców baroku: Peter Paul Rubens. Cieszył się, rozkoszował istnieniem blisko siebie tej młodziutkiej kobiety, jej ciepłem, pięknością i świeżością, jej czystą i prawdziwą miłością. A odwzajemniał ją przecież tej kobiecie po dziesięćkroć: codziennie, stale i wiernie, wciąż coraz bardziej i jeszcze wierniej… Nie chciał też wtedy niczego innego już w życiu, jak tylko szansy, aby trwało to wiecznie – a przynajmniej tak długo, jak długo będzie mu to dane.
Szaleńczo rozkochany w swej Hélène Wielki Mistrz tworzy bezustannie jej obrazy, coraz to nowe utrwalenia jej ust i oczu, zwinnych dłoni; pięknych i pachnących gęstych włosów i tego, co w niej wypatrzył najcudowniejszego od samego niemal początku – jej piersi, tych właśnie najpiękniejszych w całym od samego Boga stworzonym wielkim świecie piękna. A przecież Rubens nie był w tym swoim odczuwaniu ani pierwszym wśród mężczyzn, ani też na pewno nie był ostatnim...
W ciągu tych paru lat Rubens namalował bardzo wiele portretów Hélène Fourment. Widzimy ją pozującą w fotelu, widzimy uśmiechającą się zagadkowo z burzą blond włosów i przemyślnym utrefieniem, z modną wówczas grzywką; w bogato zdobionych sukniach. Widzimy ją przechadzającą się z mężem po ogrodzie, a potem z nagim Fransem na kolanach: jeszcze potem - z dwojgiem dzieci. Ale jej twarz i kształtne ciało możemy również dostrzec na licznych obrazach artysty o tematyce mitologicznej: wcielała się najczęściej w boginię miłości, tę najpiękniejszą, najcudowniejszą i najbardziej kuszącą zmysły olimpijskich bogów; tę najpiękniejszą również dla wszystkich męskich śmiertelników.
Wreszcie, u schyłku swego życia Peter Paul Rubens maluje najważniejszy portret TEJ KOBIETY - pierwotnie tytułuje go ‘Wenus w futrze’. To obraz doprawdy niezwykły: o tym, jak powstał, napisał chyba trochę nieopatrznie w liście do swego serdecznego przyjaciela, Nicolas’a-Claude Fabri de Peiresc, francuskiego astronoma i myśliciela. List ten nie ma daty, ale biegli w piśmie twierdzą, iż powstał w okolicach Bożego Narodzenia 1638: zacytujemy go odważnie, chociaż Hélène Fourment po śmierci męża żądała twardo przez wiele lat, aby zniszczony został zarówno sam jej portret w futrze, jak i wszelkie o nim epistemologiczne wzmianki. Na szczęście dla piękna, prawdy i sztuki - jej żądania nie zostały wtedy wysłuchane.
Ale o tym już następnym razem.
JG, Fundacja Promethidion.eu
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Muzyk jazzowy Tomasz Stańko wystąpi w czwartek w Krakowie podczas wieczoru
literackiego "Wisławę Szymborską wspominają przyjaciele"

W środowisku arystokratycznym ślub poprzedzony był wręczeniem pannie młodej przez pana młodego podarunków weselnych: najmodniejszych materiałów na suknie, efektownych szali, pięknych fute

Koncert Agi Zaryan oraz aukcja „przedmiotów pełnych miłości” w Filharmonii im. K. Szymanowskiego
