Skojarzenia z Arles
Od Èdouarda Manet’a do Jeffa Bark’a
i jeszcze niewidzialny Marc Chagall
Za parę dni już koniec tegorocznego święta fotografii w Arles. Wyłowiłem jeszcze obraz bosko zmęczonego mężczyzny na trawie. Pomyślałem, że to są chyba jedyne cudowne chwile, do których zawsze chcemy wracać bez umiaru i opamiętania, bez względu na czas, pogodę ducha i stadium ostygania. Chyba warto popatrzeć na wspaniałe jesienne kolory jabłek, daru Ewy: one błyszczą przy zroszonym boku mężczyzny, w trawie, i coś bardzo kiedyś znaczą. I wtedy tytuł tego zdjęcia poprowadził mnie długą drogą nieuchronnych skojarzeń, kamienistą ścieżką wolnego myśliciela.. Najpierw ujrzałem sam początek: Śniadanie na trawie Èduarda Manet’a. Jest rok 1863.
W 1863 roku wysokie jury paryskiego Salonu nie przyjęło na tę najważniejszą w XIX wieku wystawę francuskiej sztuki najnowszego obrazu Èduarda Manet’a – „Śniadania na trawie”. Obraz został więc wystawiony w ramach tak zwanego Salonu Odrzuconych (Salon des Refusés). Piknikowa scena z udziałem Victoryne Meurend na pierwszym planie oraz dwóch elegancko ubranych panów ( szwagra artysty, Ferdinanda Leenhoffa i młodszego z braci Manet'ów, Eugène) – wzbudziła od razu niebywałe emocje wśród oglądających: samo miejsce było dla bywalców podparyskich lasków łatwo rozpoznawalne, a zestawienie całkiem nagiej kobiety, jej bezwstydnie odważnego spojrzenia - z pochłoniętymi jakąś bardzo poważną rozmową dwoma młodymi mężczyznami - było po prostu dla zbyt wielu szokujące i wywołało ostry sprzeciw - nie tylko zresztą publiki.
Ale Manet nie tylko bulwersował współczesnych, również zafascynował tym obrazem bardzo wielu wspaniałych już wtedy twórców: w 1865 roku Claude Monet stworzył własny ‘Déjeuner sur l'Herbe’. Nieco inny.
Potem spojrzałem na stosunkowo mało znane Śniadanie na trawie Claude Monet’a: to rok 1865. Pięć lat potem swoje śniadanie namalował Paul Cézanne: to już coś na kształt autoportretu o chyba nieco innym zamyśle. Z kolei Pablo Picasso odtworzył tę scenę bardzo późno w swoim życiu - dopiero, gdy miał już 80 lat. Ale nawet w tym wieku owo śniadanie potrafi przecież smakować, jak żadne inne.
A później, prawie za 100 lat, pojawiło się Déjeuner chez Leherb, Helmuta Leherb’a. A ja dzisiaj nagle tamtą chwilę pokojarzyłem zupełnie jeszcze inaczej: pokazał mi się przed oczami Jeff Bark i jego Para Niezatytułowana - otoczona bzami, trochę jakby na motywie Chagalla. To gorący schyłek lata 2007: w rzeczywistości nie jest pewne, że to są naprawdę bzy, ani też, że we wzroku kobiety jest czułość do śpiącego mężczyzny. Nie do końca też wiadomo, czy można łączyć Bark’a z Chagall’em. Ale nawet, jeżeli nie można – to cóż w tym naprawdę złego?
‘(…) Śniadania jedzone rano we dwoje, jeden raz na każde sto lat naszej samotności: na trawie, na wprost gór, ze słońcem wschodzącym po lewej stronie całego naszego świata, w świeżo jodłowym zapachu; w nadziei na wszystko, co na pewno nastąpi po całym dniu, po ciepłym zachodzie, i będzie odważnie trwało aż do następnego poranka. Tak to wszystko sobie wczoraj dziwnie pokojarzyłem, może nawet wymyśliłem ? Nie wiadomo, czemu. Nie wiadomo czemu nawet wykasowałem z tych scen wszystkich pozostałych uczestników, chociaż w rzeczywistości uparcie tam tkwili. Ale potem wróciłem już do rzeczywistości. Już tutaj znowu jestem. Po paru wielkich, gorących wschodach słońca i tych jego niespodziewanie chłodnych zachodach, po codziennym tłumie współśniadaniowiczów - naprawdę już jestem. Po wszystkim’.
JG, Fundacja Promethidion.eu
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Muzyk jazzowy Tomasz Stańko wystąpi w czwartek w Krakowie podczas wieczoru
literackiego "Wisławę Szymborską wspominają przyjaciele"

W środowisku arystokratycznym ślub poprzedzony był wręczeniem pannie młodej przez pana młodego podarunków weselnych: najmodniejszych materiałów na suknie, efektownych szali, pięknych fute

Koncert Agi Zaryan oraz aukcja „przedmiotów pełnych miłości” w Filharmonii im. K. Szymanowskiego
