Część Pierwsza
Portret Mężczyzny
Muzea Całego Świata
Vincent Van Gogh, jeden z największych artystów wszechczasów. Niedoceniany za życia, nierozumiany, niedający się wtedy zrozumieć. Dzisiaj podziwiany, często wielbiony. Napisano o nim bardzo dużo, prześledzono jego życie i niemal prześwietlono jego myśli; wiemy bardzo dużo o jego schorzeniach, o jego fobiach i lękach. Wiemy, co wieszał w młodości na ścianach swojego pokoju i dziwimy się niespodziewanej pokorze ducha 23-letniego mężczyzny. Domyślamy się, dlaczego w tak młodym człowieku nie było ani krzty radości życia. Jesteśmy świadkami nawracania przez niego alkoholików i widzimy, jak w Borinage opiekuje się chorymi na tyfus. I potem już jesteśmy w roku 1880: Willem spotyka pierwszego w życiu prawdziwego artystę, Anthona van Rapparda. I zaczyna naprawdę już rysować. Rok potem, latem 1881, słyszymy też jego pierwsze męskie miłosne wyznanie: to uczucie do kobiety, dla której przeszłość i przyszłość stanowią jednak nierozłączną całość. I której słowa odmowy zapamiętuje do końca życia.
Potem wiemy niemal wszystko o chwili, kiedy Van Gogh po raz pierwszy odkrywa potęgę koloru. I Sien: kolejną kobietę w jego życiu. Wiemy dużo o jego wierze i nadziei, wytrwałości i załamanianiach. O jego późniejszych słowach, iż lepiej mężczyźnie żyć ze złośliwą dziwką, niż żyć samemu. O leczeniu po tej znajomości i o lekturze Zoli.
O zerwaniu z wiarą; o trzeciej przygodzie Vincenta z kobietą: wiemy, że ta kobieta była wtedy bardzo szczęśliwa, że jednak pokochała i że potem próbowała się otruć; o śmierci ojca. I o pobycie w Antwerpii zimą 1885 – o studiowaniu Rubensa i czytaniu Turgieniewa.
Wreszcie, prawie wszystko wiemy o pobycie Vincenta Van Gogha w Paryżu od marca 1886 do lutego 1888. O poznaniu Paula Signac, Emila Bernard, Henri de Toulouse-Lautrec’a i samego Paula Gauguin, barbarzyńcy o 5 lat od Willema starszego – ta ostatnia, szorstka przyjaźń przetrwa przecież w obrazach tych dwóch wielkich malarzy aż do dzisiaj. O niechęci impresjonistów do holenderskiego prostaka z dymiącą fajką. O pewnej, bardzo przez chwilę namiętnej Segatori, kobiecie o ciemnych włosach. To właśnie wtedy Vincent Van Gogh pozwolił sobie na osobliwą refleksję: „Ja nie czuję potrzeby małżeństwa i dzieci: i w pewnych chwilach ogarnia mnie melancholia, kiedy myślę o tym, jaki jestem mając 35 lat – powinno być całkiem inaczej. I mam to czasem za złe temu wstrętnemu malarstwu (..) M i ł o ś ć s z t u k i z a b i j a m i ł o ś ć p r a w d z i w ą. ”
Podobno nawet rozpracowaliśmy dokładnie, dlaczego ‘Słoneczniki’ Vincenta Van Gogha są tak bardzo żółte. Dlaczego w prowansalskim miasteczku Arles (21 lutego 1888 – 6 maja 1889) wydarzyło się tyle w życiu Van Gogha i dlaczego niejaka Gaby otrzymała w prezencie tak bardzo męskie trofeum. I jeszcze potem, co działo się w Saint-Rémy (maj 1889 – maj 1890) ? I dlaczego Vincent Van Gogh tak się śpieszył w tym swoim tworzeniu?
Ale wiedząc dzisiaj to wszystko tak dokładnie, nie wiemy wciąż najważniejszego: dlaczego 29 lipca 1890 roku ten dziwny mężczyzna zdecydował się już więcej niczego nowego nie stworzyć…
Już za chwilę zaprezentujemy Państwu wspaniałą wystawę twórczości pejzażowej Vincenta Van Gogha „Pomiędzy Ziemią i Niebem”. Trwa ona do września 2009 w Kunstmuseum w uroczej Bazylei: to prawdopodobnie jedno z największych wydarzeń artystycznych w Europie w tym roku. To będzie nasza Część Druga opowieści o Wielkim Artyście, Dziwnym Człowieku.
Pełne opisy prezentowanych dzieł znajdują się www.promethidion.eu
JG, Fundacja Promethidion.eu
Wysokiej jakości reprodukcje Van Gogha można znaleźć w Galerii LueLue www.luelue.pl
Stanąć przed obrazami Vincenta to przenieść się w inny świat. Gdybym dzisiaj wygrał w totka, to jutro stałbym przed nimi po raz drugi!(A właściwie czwarty, bo jak byłem w Amsterdamie to trzy razy poszedłem do muzeum!) Kocham tego popaprańca! Jego sztuka wyznacza ramy człowieczeństwa.
Miłość sztuki zabija miłość prawdziwą...
...nagle uświadomiłem sobie, że sam zabijam miłość do mojej żony. Często wydaje mi się, że fotografia i związany z nią portert człowieka jest moją jedyną miłością. Halinka wiele razy mówiła mi, że kocham fotografię bardziej niż ją samą. Nie potrafię powiedzieć teraz czy kłamałem, mówiąc jej, że to nie prawda, że kocham ją i dzieci ponad wszystko. Miłość do sztuki jest czymś niewytłumaczalnym, to uczucie nie jest podobne do niczego innego znanego mi na tym świecie. Nie mam pojęcia jak Halinka wytrzymuje ze mną...
www.jakcie.net
Mała korekta
Nie "Mi" się podoba, tylko "Mnie" się podoba - nie kaleczmy polszczyzny. Pozdrawiam.
Mi sie nie podoba
Beznadzieja, "niedoceniany za życia" nic dziwnego. Tylko teraz "wielcy" krytycy dostrzegają w jakimś brzydkim obrazie, ktorego normalny czlowiek by nie powiesil na scianie, bezcenne dzielo sztuki.Nie powiesil bym tego na scianie , nawet gdy bym dostal taki obraz za darmo.
Ciekawe od czego to zależy
że wielcy artyści są dopiero docieniani po śmierci, nie?
CV i jego dzieło
I tak jak gdybyśmy we wnętrzu własnej duszy widzieli obraz nas samych.
przekleństwo artystów
łącznie z biografią i skaza artystów-oni rzadko kiedy potrafia kochać cokolwiek bardziej od sztuki-"zazdrosna kochanka/kochanek"
ale w dobie domówpubl. i codziennych zdrad tą niecodzienną miłostkę powinno pozwolić się wcielić w ramy codzienności

Jeszcze zanim nastały czasy saskie, w których sztukę picia doprowadzono do doskonałości, wiele było uczt, które kończyły się tragicznie

Nowa płyta "Siesta Festival 2012"
