Wizualnie album to prawdziwy majstersztyk. Kreska francuskiego rysownika jest wyraźna. Szybkim i pewnym pociągnięciem nakreślone zostały kontury postaci, które miejscami – za sprawą perspektywy i spojrzenia „kamery” – ukazane są w karykaturalnym przedstawieniu. Baru posługuje się szerokim wachlarzem ujęć: widzimy bohaterów z boku, z tyłu, od dołu, etc. Takie częste zmiany kadrowania dodatkowo podkreślają i podkręcają rytm opowieści. Kadry są duże i przejrzyste, plansze nie są przeładowane, a akcja zwykle dzieje się na przestrzeni 3 lub 4 paneli na stronie. Jest też sporo rozkładówek z dużą ilością szczegółów. W oczy rzuca się realistycznie i dokładnie narysowana sceneria, w której dzieje się akcja. Warto odnotować, że rysownik nie poszedł na łatwiznę bowiem nie ma pustego tła. Polecam także podczas lektury przyjrzeć się krajobrazowi: pola aż po horyzont, dumne szpalery drzew, kikuty słupów telegraficznych.