Córka Davida Bowiego o traumie. "Zabrano mnie siłą z domu"
Córka Davida Bowiego po latach opowiedziała o doświadczeniach z młodości. Lexi Jones wyznała, że jako nastolatka była przymusowo umieszczana w ośrodkach terapeutycznych. Jak podkreśla, wszystko działo się w czasie, gdy jej ojciec zmagał się z chorobą nowotworową.
Lexi Jones, córka Davida Bowiego i Iman, zdecydowała się na osobiste wyznanie. W obszernym nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych opowiedziała o traumatycznych doświadczeniach z okresu dorastania. Jak relacjonuje, jako nastolatka została siłą zabrana z domu i trafiła do kilku ośrodków terapeutycznych, które określiła mianem "odczłowieczających".
Jones przyznała, że problemy psychiczne zaczęły się bardzo wcześnie. Do terapeuty miała trafić jeszcze przed ukończeniem 10. roku życia, po tym, jak rodzice i nauczyciele zauważyli niepokojące sygnały. Wspomina, że już wtedy doświadczyła pierwszego ataku lęku.
Z czasem, jak mówi, sytuacja się pogłębiała. Pojawiły się stany depresyjne, trudności w nauce oraz narastające problemy z samooceną. Lexi Jones wyznała, że zmagała się z zaburzeniami odżywiania, a także z samookaleczaniem. W jej słowach powraca motyw poczucia bezwartościowości i presji związanej z dorastaniem w cieniu znanych rodziców.
Cała prawda o Edycie Górniak. Jest zwiastun głośnego dokumentu
Przełomowym momentem okazała się choroba ojca. Diagnoza nowotworowa Davida Bowiego była dla niej punktem granicznym. Wtedy miała sięgnąć po alkohol i narkotyki. Jak tłumaczy, towarzyszyły jej gniew, strach i poczucie odrętwienia.
W nagraniu szczegółowo opisała dzień, w którym została zabrana z domu. Po przygotowaniach do szkoły została wezwana do salonu, gdzie czekali na nią rodzice i matka chrzestna. Ojciec miał odczytać list zakończony słowami przeprosin. Chwilę później do mieszkania weszli obcy mężczyźni.
Jones relacjonuje, że dano jej wybór między "łatwą" a "trudną" drogą. Wybrała opór. Jak mówi, krzyczała i próbowała się bronić, jednak została obezwładniona i wyprowadzona z domu. Wspomina o poczuciu całkowitej utraty kontroli oraz upokorzenia.
Pierwszym miejscem, do którego trafiła, był tzw. wilderness camp. Warunki, jak opisuje, miały niewiele wspólnego z terapią, a bardziej przypominały obóz przetrwania. Uczestnicy przygotowywali posiłki na ognisku, spali pod plandekami, a kontakt ze światem zewnętrznym był ściśle ograniczony.
Lexi Jones podkreśla, że część zajęć terapeutycznych okazała się pomocna, jednak całe doświadczenie zapamiętała jako głęboko odczłowieczające. Brak prywatności, restrykcyjne zasady i ciągła kontrola miały prowadzić do podporządkowania, a nie realnego wsparcia.
Po kilku miesiącach została skierowana do ośrodka stacjonarnego w Utah, gdzie spędziła ponad rok. Jak twierdzi, musiała ponownie dostosowywać się do surowych reguł. Wspomina o karach, izolacji oraz poczuciu bycia traktowaną jak więzień.
W tym samym czasie stan zdrowia Davida Bowiego miał się pogarszać. Artystka wyznała, że nie była obecna przy śmierci ojca. Jak zaznacza, miała możliwość rozmowy z nim na krótko przed jego odejściem. Informacje medialne sugerujące, że Bowie zmarł w otoczeniu całej rodziny, były dla niej szczególnie bolesne.
Powrót do domu, jak przyznaje, nie przyniósł oczekiwanej ulgi. Nadmiar bodźców i nagła wolność okazały się trudne do udźwignięcia. Wkrótce ponownie trafiła do kolejnego ośrodka, co utrwaliło w niej poczucie bycia "problemem przekazywanym z miejsca na miejsce".
Lexi Jones zaznacza, że celem jej wyznania nie jest wyłącznie opowieść o traumie. Podkreśla, że mimo trudnych doświadczeń udało jej się zbudować własną tożsamość. Jak mówi, proces leczenia odebrał jej część młodości, ale jednocześnie ukształtował jej wrażliwość i sposób postrzegania świata.