Dziewczyny płaczą
Nigdy nie zgadniecie, co się wydarzyło! Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie! Mam ochotę śpiewać, krzyczeć, śmiać się, nawet płakać z radości! Już się nie mogę doczekać, żeby opowiedzieć o tym Magdzie i Nadine.
Schodzę na dół na śniadanie. Popijam kawę i skubię suchego tosta, eksponując drugą dłoń, ułożoną starannie obok mojego nakrycia. Czekam, aż ktoś zauważy. Podczas śniadania posyłam promienne uśmiechy Tacie i Annie, mojej macosze. Uśmiecham się nawet do mojego przeziębionego młodszego brata Jajka, mimo że u nosa wiszą mu nad wyraz odstręczające, zielone smarki.
— Co się tak do mnie szczerzysz, Ellie? — pyta bezceremonialnie Jajek, pałaszując tosta z górą dżemu truskawkowego. Anna pozwoliła mu nałożyć sobie podwójną porcję dżemu, ponieważ zabrakło masła. — Przestań się gapić!
— Wcale się na ciebie nie gapię, smarkaty Cieknący Nosie. Zresztą przedstawiasz niezbyt piękny widok.
— I bardzo dobrze, nie chcę być piękny — oświadcza Jajek, pociągając nosem tak donośnie i soczyście, że oburzeni, wyrażamy protest.
— Na miłość boską, synu, nie zjem przez ciebie śniadania! — krzywi się ze wstrętem Tata, dając Jajkowi po łapie czytanym właśnie „Guardianem”.
— Jajek, wytrzyj nos — komenderuje Anna, nie przestając gorączkowo rysować w szkicowniku.
W porządku, może nie należało wymagać od Taty i od Jajka, że zauważą cokolwiek, ale Anna? Byłam pewna, że wystarczy jej jedno spojrzenie.
— Chusteczki się skończyły — obwieszcza triumfalnie Jajek, umyślnie wdychając i wydychając powietrze przez chlupoczący głośno nos.
— O Boże, faktycznie. Wczoraj nie zdążyłam zrobić zakupów w Waitrose — przypomina sobie Anna. — W takim razie użyj papieru toaletowego.
— Tu go nie ma — rozgląda się wokół Jajek, jakby oczekiwał, że do naszej kuchni wpadną nagle szczeniaczki toczące rolkę jak w reklamie papieru toaletowego firmy Andrex. — Co rysujesz, mamo? To królik? Pokaż mi!
Chwyta rysunek Anny. Anna nie puszcza. Rysunek drze się na pół.
— O Boże, Jajek, pracowałam nad tym idiotycznym wzorem z króliczkami w łóżeczku już od szóstej rano! — traci cierpliwość Anna. — W tej chwili idź do łazienki po papier toaletowy i wytrzyj ten nos, słyszysz?! Mam cię naprawdę dosyć!
Przestraszony jej wybuchem Jajek pociąga nosem, wstaje od stołu i wycofuje się ze spuszczoną głową, ciągle ściskając w ręce połowę przedartego rysunku. Upuszcza go z poczuciem winy, drży mu broda. Pędem rusza w stronę drzwi. Z korytarza dobiega nas jego przeciągłe buczenie.
— Anno, Jajek płacze — odzywa się Tata.
— Słyszę — mówi sucho Anna, zabierając się do rysowania na czystej kartce.
— O co ci chodzi? Dlaczego byłaś dla niego taka ostra? Przecież chciał tylko popatrzeć — bierze stronę Jajka Tata. Składa gazetę i wstaje z męczeńskim wyrazem twarzy. — Pójdę pocieszyć biednego, małego choróbkę.
— Idź, idź — rzuca przez zaciśnięte zęby Anna. — To przecież także twój syn. Chociaż kiedy w nocy pięć razy budził się z zapchanym nosem, ty, o ile sobie dobrze przypominam, chrapałeś w najlepsze.
— Nic dziwnego, że biedak ma zapchany nos, skoro nie ma go w co wytrzeć. Jak to się, do licha, stało, że zabrakło nam wszystkiego, chusteczek, masła? Można by sądzić, że to w domu artykuły pierwszej potrzeby.
— I owszem — odpowiada Anna, nie przerywając rysowania, chociaż trzęsie jej się ręka. — A w tym domu pojawiają się zwykle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ponieważ jedno z nas regularnie wyprawia się na całotygodniowe zakupy do supermarketu.
To po prostu nie do wytrzymania; mój radosny nastrój lada moment pryśnie jak bańka mydlana. Czarodziejska ręka zaciska mi się w pięść. Co dziś ugryzło Tatę, Annę i Jajka? Dlaczego nie mogą się pogodzić? Czemuż to Tata nie zaproponuje, że zrobi cotygodniowe zakupy? A Anna nie powściągnie swojej irytacji i nie ugryzie się w język? A Jajek nie wydmucha tego zasmarkanego małego nochala? Dlaczego musi z tego wyniknąć niepotrzebna awantura z wrzeszczącym Tatą, bliską łez Anną i wyjącym już wniebogłosy Jajkiem w rolach głównych?
Jestem nastolatką i to do mnie należy przywilej wykłócania się o wszystko i podnoszenia wrzasków na cały dom. A tymczasem zachowuję się jak mała Ellie Emanująca Energią i Entuzjazmem, ponieważ... Och, ponieważ, ponieważ, ponieważ!
W geście ostentacji wyciągam przed siebie rękę z wyprostowanymi palcami. Anna podnosi wzrok, przygląda mi się, patrzy na moją dłoń, ale jej niebieskie oczy nie zmieniają nieobecnego wyrazu. Nie widzi świata poza tymi swoimi beznadziejnymi królikami w łóżeczku.
Chwytam szkolny plecak i rzucam Annie i Tacie pożegnalne „cześć!”; oboje prawie nie zwracają na mnie uwagi. W łazience na dole zastaję zgnębionego Jajka i pospiesznie przytulam go na do widzenia, co okazuje się poważnym błędem — na wysokości nosa Jajka mój szkolny sweter nosi teraz klajstrowate ślady wiadomego pochodzenia. Jajek obrzuca mnie zdziwionym spojrzeniem.
— Czemu jesteś dla mnie miła, Ellie? — pyta podejrzliwie.
W tej rodzinie wcielanie się w rolę przysłowiowego promyka słońca to czysta strata czasu, równie dobrze mogłabym być ponura i złośliwa.
— W porządku, kiedy tylko wrócę, postaram się dokuczyć ci naprawdę — syczę do Jajka, szczerząc kły i udając, że go duszę. Jajek chichocze nerwowo, niepewny, czy mówię serio, czy żartuję. Wyciągam rękę, żeby potargać mu czuprynę, ale się uchyla. Uśmiecham się do niego na odchodnym i wybiegam z domu, nie zamierzając ani chwili dłużej przysłuchiwać się podniesionym głosom dobiegającym z kuchni.
Tata i Anna zaczęli się ostatnio zachowywać prawie jak śmiertelni wrogowie, sytuacja staje się alarmująca. Aż trudno mi teraz uwierzyć, że kiedy Tata poślubił Annę, z początku nie cierpiałam jej z całego serca. Oddałabym wtedy wszystko, żeby się rozstali; uważałam, że Anna jest okropna. Byłam jeszcze mała i nie potrafiłam się zdobyć na sprawiedliwy osąd; nienawidziłam jej, bo byłam pewna, że Anna chce zająć miejsce mojej Mamy.
Mama osierociła mnie bardzo wcześnie. Nadal codziennie o niej myślę, nie przez cały czas, ale są chwile, kiedy tęsknota daje mi się szczególnie we znaki. Lubię prowadzić w myślach długie rozmowy z Mamą — oczywiście wiem, że sama odpowiadam na swoje pytania, a jednak podnosi mnie to na duchu.
Kiedyś sądziłam, że każdy wypad na zakupy w towarzystwie Anny czy wspólne wylegiwanie się na kanapie i oglądanie "Przyjaciół" to niewybaczalna zdrada względem Mamy. Wpadałam wtedy w straszne przygnębienie i odkuwałam się na Annie, żeby ona też czuła się przygnębiona. Teraz już wiem, że mój sposób rozumowania był po prostu śmieszny. Mogę bardzo lubić Annę i jednocześnie dalej kochać moją Mamę. Jedno drugiemu nie przeszkadza.
Mam przecież dwie najlepsze przyjaciółki do końca świata i jeszcze dłużej, Nadine i Magdę, i wcale nie zaprzątam sobie głowy pytaniem, którą z nich lubię bardziej — lubię je obie, a one lubią mnie. Już się nie mogę doczekać, żeby im opowiedzieć, co się wydarzyło!
Pędzę na autobus, aby jak najszybciej znaleźć się w szkole. Kiedy wypadam zza rogu, wywijając trzymanym w ręce plecakiem, zderzam się czołowo z tym zabójczo przystojnym blondynem, który tak mi się kiedyś podobał. Chłopak z moich marzeń... Chodzący Ideał. Niestety, okazało się, że jest gejem. Zresztą, nawet gdyby nim nie był, i tak jest ode mnie tyle starszy i tak niewiarygodnie atrakcyjny, że nigdy by mu nie przyszło do głowy umówić się z pucołowatą okularnicą z dziewiątej klasy, z burzą kręconych włosów i skłonnością do oblewania się rumieńcem w odcieniu skrzynki pocztowej raz na dziesięć minut.
O Boże, właśnie się zarumieniłam. Blondyn uśmiecha się do mnie szeroko.
— Witaj, Dziewczyno-Zawsze-W-Szalonym-Pośpiechu — odzywa się.
— Najmocniej przepraszam! Poobijałam ci kolana moim plecakiem?
— Być może, ale wybaczam ci. Najwyraźniej jesteś niesłychanie pilną uczennicą!
Podnoszę brew, a przynajmniej mam nadzieję, że podnoszę brew, a nie łypię na niego lubieżnie, wykrzywiając twarz.
— Szczerze mówiąc, nie przepadam za szkołą. Z pilnością właściwie też nie przesadzam. Spieszę się do przyjaciółek.
— No tak. Ech, zazdroszczę wam, dziewczyny — tyle rzeczy możecie obgadać z przyjaciółkami. Jasne, faceci mają kumpli, ale nie dopuszczają ich do siebie tak blisko — stwierdza blondyn. — W takim razie nie zatrzymuję, do zobaczenia.
— Do zobaczenia. Postaram się nie staranować cię następnym razem!
Dalszą drogę na przystanek przebywam tanecznym krokiem, wymachując plecakiem. Zawarłam nową znajomość. Jest boski! Parę miesięcy temu byłabym dosłownie wniebowzięta, bujałabym w obłokach, skakała przez księżyc, pikowała na słońce i nabijała sobie guzy o gwiazdy. A dziś? Poznaliśmy się, świetnie, ale to w końcu nic takiego. Nowy kumpel. Wiem przecież, że ma chłopaka — a ja mam swojego.
Russell jest dla mnie ważniejszy niż najprzystojniejszy facet na świecie. Nie, wróć: Russell j e s t dla mnie najprzystojniejszym facetem na świecie. Szaleję na jego punkcie, a on szaleje za mną — wczoraj wieczorem dał tego dowód. Poczekajcie tylko, aż opowiem Magdzie i Nadine!
Podbiegam na przystanek i udaje mi się złapać autobus; docieram do szkoły tak wcześnie, że jeszcze ich tam nie ma! Po raz pierwszy od dwóch i pół roku znalazłam się w szkole przed nimi — ten dzień naprawdę jest wyjątkowy.
Magdo, Nadine, no dalej, ruszajcie się! Gdzie się podziewacie? W sali lekcyjnej siedzi już kilka najpilniejszych uczennic. Zastanawiam się, jak to jest, być prawdziwym bystrzakiem — jak Amna, zawsze najlepsza z klasy. Na szczęście z plastyki to ja jestem lepsza od Anny i tak naprawdę tylko to się dla mnie liczy. Uwielbiam sztukę. Tata wykłada w Akademii Sztuk Pięknych, podobno wdałam się w niego. Osobiście wolę myśleć, że wdałam się w Mamę, która też była duchem artystycznym. Do dziś przechowuję wspaniałą ilustrowaną książeczkę, którą Mama narysowała dla mnie, kiedy byłam mała; książeczka zawiera mnóstwo zabawnych przygód myszki o imieniu Myrtle. Myszka Myrtle ma dorodne, fioletowe uszy, liliowy pyszczek ze spiczastym, różowym noskiem i parą niebieskich wąsików, pasujących do jasnoniebieskiego ogona.