Powieść Miller jest nieprzewidywalna, przedstawia całą paletę emocji i takież same wywołuje. Smutek, żal, odraza, zdumienie, czasem, uśmiech, a przede wszystkim napięcie. Miejscami wydaje się być nieco przerysowana, dość typowa, sama postać Freedom wywołuje sprzeczne uczucia, a jej imię wydaje się być nazbyt paradoksalne, choć można je uznać za ciekawą zabawę z semantyką. Nie mniej, czyta się z zainteresowaniem, nie tylko ze względu na ciekawy sposób narracji prowadzonej z różnych perspektyw, ale też dlatego, że ma w sobie świeżość, a zarazem zepsucie, technicznie jest lekka, choć przedstawia ciężkie treści. To powieść, która wywołuje poczucie dziwnej ciężkości, jak mroczny film, na którego obraz został nałożony filtr dla wzmocnienia efektu. Jest duszna, jakby przytłaczająca, choć – jak zostało wspomniane – czyta się jednym tchem, szybko, bez mrugnięcia okiem. Ale czuć zmęczenie, natłok emocji i myśli, jednak nie w negatywnym znaczeniu, bynajmniej! Mimo kobiety w roli głównej bohaterki, pasuje do niej
określenie „męska”, a obrazowanie, jakim się kieruje, nawet w przypadku kobiet, można nazwać estetyką brzydoty, choć będzie to bardziej odczucie niż faktyczne przedstawienie, przynajmniej w odniesieniu do Freedom.