Dużo pan spaceruje. To znaczy jakieś pięć lub sześć razy dziennie gdzieś się pan wypuszcza. Siedzę tu i widzę, jak pan wychodzi, a potem wraca, ale nie ma pan psa, no i nie widuję pana z przyjaciółkami ani z zakupami. Pory też są dziwne, więc niemożliwe, żeby wychodził pan do pracy. No to zadaję sobie pytanie: Dlaczego on zawsze chodzi sam? W mieście grasuje jakiś gość, który kawałkiem betonu rozwala kobietom głowy, może pan słyszał, ale gdybym myślała, że jest pan szurnięty, nie zaczynałabym tej rozmowy. I ma pan brytyjski akcent, dzięki czemu staje się pan jeszcze bardziej interesujący, właśnie. Parę razy nawet pana śledziliśmy, ale nigdzie pan nie zachodził, tylko krążył bez celu. Miałam wrażenie, że czegoś pan szuka, i przyszło mi do głowy, że zapytam, co to takiego. Ot tak, po przyjacielsku, po sąsiedzku. Jest pan jakby zagadką. Przynajmniej dla mnie.