Rzecz, której nie rozumiałem i przeszkadzała mi już w „Poszukiwaczach zaginionej arki”: dlaczego słowo, symbol i rytuał miałyby o tyle więcej znaczyć dla Boga niż prawda ducha? Zdeklarowani wrogowie Narodu Wybranego poszukują arki przymierza Żydów z Jahwe, aby wykorzystać jej moc także przeciwko Żydom - Bóg pomoże esesmanom, skoro tylko przywdzieją stosowne stroje, odprawią rytuały i wypowiedzą słowa. Nieważne, że się to hitlerowcom w końcu nie powodzi; ważne, iż na takim założeniu zbudowana jest fabuła.
W kulturze żydowskiej - także kulturze tworzonej przez Żydów bynajmniej nie religijnych - odbijają się wyobrażenia o relacjach Bóg-człowiek wyrosłe na gruncie myśli przedhelleńskiej, z praw plemiennych i praktycznej halaki. Świat, w którym nawet miłosierdzie Wszechmocnego pozostaje spętane kodeksami, zwyczajami, liczbami jest bardziej uporządkowany, przewidywalny, bardziej właśnie obliczalny. W tym sensie Bóg chrześcijan to irracjonalny dzikus, co rusz podważający własne zasady gry.
Kiedy Mesjasz nadchodzi w Mistrzu i Małgorzacie czy (na naszym podwórku) w Jawnogrzesznicy Ziemkiewicza, to zstępuje w historię po bałaganiarsku, bez reguł, ba, łamiąc reguły - nie można się nań przygotować, nie można „być bezpiecznym”; ale z drugiej strony nie trzeba też się lękać automatycznego potępienia za błędy.
Kiedy Mesjasz ma nadejść u Chabona, ważne są wyłącznie procedury. Większa część intrygi obraca się np. wokół wielkiego planu hodowli „czystych jałówek” - istnieją w The Union całe sekretne farmy i teologiczne programy manipulacji genetycznych.
Otóż nadejście żydowskiego Mesjasza możliwe jest wyłącznie podług ściśle określonego algorytmu, w którym to algorytmie kluczową funkcję ma Świątynia Jerozolimska. Żeby odbudować Świątynię, trzeba po pierwsze, odzyskać ziemię, na której miałaby stanąć: Wzgórze Świątynne, gdzie Abraham składał Izaaka w ofierze, a Salomon wzniósł Pierwszą Świątynię; po drugie, należy oczyścić je zgodnie z przepisami z Księgi Liczb.
Stąd logicznie wynikają kolejne założenia. Tak samo jak odbudowa Świątyni jest dla Żydów zapowiedzią nadejścia Mesjasza i czasów ostatecznych, tak utrata kontroli nad owym miejscem przez muzułmanów (a tam właśnie stoi meczet Al-Aksa i Kopuła na Skale) jest dla nich znakiem apokalipsy. W zależności zatem od aktualnego balansu sił politycznych i militarnych w Palestynie, Mesjasz i Koniec Świata przybliżają się do nas lub oddalają; sprawna akcja islamskiego lub żydowskiego komanda i kilka ładunków wybuchowych zmieniają na naszych oczach przebieg zapowiedzianych w Biblii zmagań, rewidują plany boskie. Oglądamy to w serwisach informacyjnych, ale nie rozumiemy - ot, fanatycy, terroryści, znowu ktoś kogoś wysadził w powietrze; ziewamy i przełączamy kanał.
Z kolei aby wypełnić rytuał oczyszczenia Wzgórza Świątynnego, trzeba przelać tam krew zwierzęcia ofiarnego. Musi to być krowa maści jednolicie czerwonej, „koszerna”, nigdy nie pokryta przez byka, nigdy nie pracująca w polu, wieku co najmniej trzech lat. (Według ortodoksów ostatnią taką „czystą jałówkę” odnotowano za czasów Drugiej Świątyni). Po zabiciu i spaleniu - a ofiarę trzeba złożyć na Górze Oliwnej, z czym jest nowy kłopot polityczno-teologiczny - sporządza się z jej popiołów miksturę dla dalszego namaszczenia przez kapłanów. Z tym że kapłanów, którzy mieliby to wszystko wykonać, też trzeba „wyhodować” od dziecka jako oddzielną kastę (lewitów). W Izraelu zajmuje się owym werbunkiem specjalny Instytut Świątynny. Potrzeba trzynastu chłopców, którzy m. in. nigdy nie mieli kontaktu ze zmarłymi i których się trzyma przez lata w ścisłej izolacji.
Intryga kryminalno-polityczno-teologiczna u Chabona stanowi właściwie lekko zmodyfikowany wariant powyższych starań. Niedoszłego cadyka ha-dor przekazują tu sobie z rąk do rąk jak kolejną jałówkę, przewożą do tajnych ośrodków, w końcu zabijają - może i Mesjasz, ale przede wszystkim zmienna w równaniach, pionek w partii szachów. Zdanie gojów poznajemy z ironicznych one-linerów statystów. “Nie żebym był specjalnie religijny, Bóg mi świadkiem - wtrąca Dick. - Ale czuję się w obowiązku zauważyć, że Mesjasz już nadszedł, a wy dranie żeście zabili skurczybyka”. Czy ma na myśli denata ze śledztwa Landsmana, czy Jezusa?