Stare głowice, brudne bomby. To wciąż może się bardzo źle skończyć
W tym miesiącu na rynku wydawniczym pojawiła się książka "Zawsze, nigdy. Przyszłość broni jądrowej", której autorką jest Sarah Scoles. Dziennikarka zajęła się w niej trochę dziś już zapomnianym temat ogromnego arsenału broni masowego rażenia, który pochowany w różnych miejscach na świecie czeka uśpiony na lepsze/gorsze czasy.
W słynnej powieści Petera George’a "Doktor Strangelove, czyli jak nauczyłem się nie bać i pokochałem bombę", zekranizowanej przez Stanleya Kubricka, przybysze z kosmosu ląduje na pustynnej, niezamieszkanej planecie Ziemia i natrafiają na pozostałości starej, wymarłej cywilizacji. Starają się odtworzyć jej historię, ale nie potrafią zrozumieć wielu rzeczy.
"W tym stadium rozwoju ziemska technika rozwinęła się na tyle, że ludzie mogli wyprodukować broń termojądrową o sile dochodzącej w najlepszym razie do zaledwie stu megaton. Jednak, żeby sobie to zrekompensować, wyprodukowali owej broni bardzo dużo, wystarczająco dużo, aby, jak oceniamy, zniszczyć swój świat trzyipółkrotnie. Dlaczego pragnęli dokonać tego więcej niż raz, pozostaje dla nas tajemnicą" – czytamy we wstępie powieści Petera George’a.
Ten mural to nowy hit Wrocławia. Hołd dla polskiej noblistki
"Doktor Strangelove" był kroniką dramatycznych, podszytych czarnym humorem wydarzeń, które doprowadziły do zagłady naszej planety i ostrzeżeniem przed wybuchem wojny atomowej. Na razie do takowej nie doszło, jednak ten arsenał, który dwu- czy trzykrotnie jest w stanie zniszczyć życie na naszej planecie wciąż przecież istnieje i wciąż jest gotowy do użycia.
W dzisiejszych czasach zagrożenie użycia broni nuklearnej wydaje się dużo mniejsze niż w latach 60., 70. czy 80. Zwiększa się jednak inne niebezpieczeństwo. Arsenał nuklearny z roku na rok staje się bowiem coraz starszy i wymaga znaczniej modernizacji, która wiąże się z ogromnymi wydatkami. Pytanie, czy wszystkich zainteresowane państwa na to stać i czy podchodzą do tematu z należytą mu powagą?
Z książki "Zawsze, nigdy. Przyszłość broni jądrowej" Wydawnictwa Czarne możemy się dowiedzieć, co się dzieje i w jakim stanie znajduje się arsenał nuklearny na świecie. Zgodnie z zawartą w tytule zasadą naukowców i inżynierów zajmujących się konserwacją i modernizacją bomb – "zawsze, nigdy" – "bomby mają zawsze wybuchnąć, kiedy powinny wybuchnąć i nigdy wtedy, kiedy wybuchnąć nie powinny".
Amerykańska dziennikarka naukowa Sarah Scoles wprawdzie nie chce straszyć czytelników wizją nadchodzącej wojny atomowej, ale zawraca uwagę i przypomina, że broń jądrowa wciąż istnieje i to w ogromnych ilościach, że będzie nadal istnieć, a dziesiątki tysięcy osób na całym świecie musi się nią opiekować.
W swojej książce Scoles w fascynujący, a zarazem w fachowy sposób opisuje starzenie się głowic, produkcję rdzeni plutonowych, sieci wykrywania detonacji i mechanizmy międzynarodowej kontroli testów. Wszystko to tworzy obraz technologii, która, paradoksalnie, istnieje po to, aby nigdy nie musiała być już użyta.
Obecnie, w porównaniu do okresu zimnej wojny, prawdopodobieństwo użycia bomby atomowej w konflikcie zbrojnym wydaje się stosunkowo niewielkie. Zdecydowanie większym zagrożeniem są tzw. brudne bomby, do skonstruowania których można wykorzystać materiały emisyjne znajdujące się nawet w takich miejscach, jak szpitale czy zakłady spożywcze.
Wojną nuklearną na gigantyczną skalę wciąż jednak straszy się – i słusznie – w powieściach, filmach i serialach science-fiction czy political-fiction. Bo, na co zwraca uwagę autorka "Zawsze, nigdy. Przyszłość broni jądrowej", wciąż przecież żyjemy w erze nuklearnej. I, wracając na grunt popkultury (patrz serial "Fallout"), zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś, gdzieś dojdzie do wniosku, że skoro skonstruowaliśmy tyle bomb, skoro wybudowaliśmy tyle pięknych schronów przeciwatomowych, to może warto odpalić broń masowego rażenia. Żeby się to wszystko nie zmarnowało...