Moi przyjaciele i ja patrzyliśmy na to inaczej. Naszym zdaniem jedna Jamie Sullivan w zupełności wystarczała.
Wszystko to przyszło mi na myśl, gdy Jamie stanęła przed nami pierwszego dnia zajęć z dramatu i przyznaję, że jej widok zbytnio mnie nie uradował. Kiedy jednak odwróciła się do nas, doznałem czegoś w rodzaju szoku, zupełnie jakbym siedział na gołym elekt rycznym kablu. Miała na sobie plisowaną spódniczkę i białą bluzkę pod tym samym brązowym swetrem, który widziałem już milion razy, ale z przodu pojawiły się dwie wypukłości, których sweter nie mógł ukryć i których, przysięgam, nie było jeszcze trzy miesiące wcześniej. Nigdy się nie malowała, tym razem też nie, ale opaliła się - prawdopodobnie w tej swojej szkółce biblijnej - i po raz pierwszy wyglądała... no, prawie ładnie. Oczywiście natychmiast oddaliłem od siebie tę myśl, ale Jamie, rozglądając się po klasie, zatrzymała wzrok i uśmiechnęła się prosto do mnie, najwyraźniej ciesząc się, że tam jestem. Dopiero później dowiedziałem się dlaczego.