Najnowsza powieść autora "Ambasadorii" nie uwodzi tak, jak jego najwybitniejsze prace. Bardziej zachowawcza niż "Blizna" czy "Żelazna rada", płytsza niż "Miasto i miasto", sprawia wrażenie książki-przerywnika, napisanej dla odetchnięcia, w wolnym czasie pomiędzy poważniejszymi dziełami. Nie znaczy to jednak, że "Toromorze" nie dostarcza czytelnikowi satysfakcji. To doskonała powieść młodzieżowa. Pomysłowa, zaskakująca, sprawnie napisana. Igrająca z czytelnikiem i jego przyzwyczajeniami. Zdumiewająca rozmachem, wizją świata i poczuciem humoru. Stanowiąca świetne wprowadzenie do cyklu o Bas-Lag, ale skrywająca się w jego cieniu.