Wróćmy jednak do problemów, z którymi bohaterka będzie się musiała zmierzyć w tym odcinku swoich przygód. Pierwsza sprawa jest właściwie nie dla niej – badanie świeżych i kompletnych zwłok to domena doktora Larabee, na antropologa sądowego czekają tylko te, „których normalna sekcja jest już niemożliwa”. Jednak detektyw Slidell stwierdził, że znaleziona na poboczu szosy bezimienna denatka ma przy sobie kartę rabatową linii lotniczych, należącą do pewnego człowieka, którego ocalałe z pożaru szczątki zidentyfikowała Tempe jakieś pół roku wcześniej. Było, minęło, teraz – zamiast zajmować się poszukiwaniem śladów mogących naprowadzić ekipę śledczą na tożsamość ofiary – powinna pracować nad wysoce pasjonującym zadaniem analizy peruwiańskich mumii (nie ludzkich, lecz… psich), skonfiskowanych pewnemu obywatelowi na lotnisku jako domniemany przedmiot przemytu. Ale śmierć kilkunastoletniej dziewczyny, która, jak się okazuje, nie została ofiarą przypadkowego potrącenia, lecz morderstwa – i której nikt nie szuka – mimo
woli skłania Tempe do zaangażowania się w sprawę głębiej, niż wypada. Intuicja podpowiada jej, że te nieszczęsne zwłoki to zaledwie wierzchołek góry lodowej, manifestacja działania jakiegoś potężnego i potwornego mechanizmu zła… Jak zwykle, okaże się, że jej przeczucia czy może raczej wnioski wyciągnięte przez podświadomość na podstawie niemal niedostrzegalnych sygnałów nie są dalekie od prawdy. Ale zanim to się dokona, los – a raczej prośba Pete’a, by udzieliła wsparcia wojskowym organom śledczym, prowadzącym sprawę młodego oficera oskarżonego o zabójstwo dwóch bezbronnych afgańskich cywilów – pokieruje ją na kamieniste pustkowia Afganistanu, w okolice bazy Bagram, gdzie (nie po raz pierwszy zresztą) jej życie znajdzie się w niebezpieczeństwie. A po powrocie będzie ją czekało kolejne zagrożenie – ale też pewne odkrycie, dzięki któremu znajdzie klucz do rozwiązania, jak się okaże, nie tylko jednej sprawy…