Królowa Szpiegów

24 marca 2010 roku zmarła baronowa Daphne Margaret Sybil Désirée Park, znana szerzej jako Daphne Park. Na jej pogrzebie zjawiły się znakomitości brytyjskiego życia publicznego - arystokraci, oficerowie, ministrowie. Najciekawszymi gośćmi byli jednak szefowie brytyjskich tajnych służb. Byli i obecni, emerytowani i wciąż na służbie. Przychodzący prywatnie i służbowo. Samotnie i otoczeni wianuszkiem ochroniarzy. Ich obecność mogła dziwić postronnych obserwatorów - baronowa od wielu dekad zajmowała się dyplomacją i doradztwem. Ale bardziej zorientowani wiedzieli, że Daphne Park przez niemal 20 lat była jedną z najwybitniejszych agentek w służbie Jej Królewskiej Mości. Królową Szpiegów.

1 z 10Daphne Park, kobieta szpieg

Obraz
© archiwum prywatne

Park to jedna z najciekawszych postaci książki "MI6. Tajna historia wywiadu Jej Królewskiej Mości" Gordona Corery. Brytyjski dziennikarz odmalowuje ją, jako postać niezwykle barwną. To pragmatyczna, spokojna kobieta, która nigdy nie nosiła broni, ale z każdego niebezpieczeństwa wychodziła obronną ręką. Zazwyczaj dzięki niezwykłej mądrości i lojalności wobec swoich agentów, innym razem dzięki pomysłowości i kobiecemu urokowi, a czasem po prostu dlatego, że była sprytniejsza niż wszyscy otaczający ją szpiedzy.

Na następnych stronach naszej galerii poznacie fascynujące życie Daphne Park. Dowiecie się, jak zaczynała się jej kariera. Przeczytacie o tym, jak w powojennym Wiedniu poszukiwała hitlerowskich naukowców, by proponować im prace dla Zachodu. Jak wyglądała jej służba w Moskwie (w trakcie kryzysu sueskiego) i Kongu (gdzie Belgowie kierowali zamachem stanu). A także, jak sobie radziła jako konsul generalny w rządzonym przez komunistów Wietnamie Północnym, w trakcie najbardziej krwawych tak wojny wietnamskiej.

2 z 10Czytając Kiplinga

Obraz
© AP Photo

Daphne Park urodziła się 1 września 1921 roku. Jej ojciec, John Aleksander Park, wyjechał do Afryki w młodości - klimat egzotycznego kontynentu miał mu pomóc w problemach zdrowotnych. John, jak wielu ludzi w jego epoce, nawiązywał znajomości dzięki poczcie - wysyłał listy do nieznanych osób, ogłaszających się w różnych periodykach i prowadził z nimi mniej lub bardziej owocną korespondencję. Tak poznał matkę Daphne - Doreen, nastolatkę z Republiki Południowej Afryki, która w swoich listach długo udawała mężczyznę.

"Ojciec był mężczyzną, który nie potrafił dostrzec oszusta, choćby stał metr od niego"mawiała o swoim rodzicielu Daphne Park. Nie miała o nim zbyt dobrego zdania, gdyż małżeństwo rodziców się nie układało. Powodem były problemy finansowe i podróże ojca. Pozostawione same sobie Doreen i Daphne musiały pracować fizycznie na rodzinnej plantacji.

Być może to właśnie silne związki z matką sprawiły, że Daphne zostanie w przyszłości szpiegiem. Dziewczynka czytała bowiem na głos swojej matce książki - głównie klasyków wczesnych powieści szpiegowskich, Rudyarda Kiplinga i Johna Buchana. Zwłaszcza Kipling miał ogromny wpływ na całe pokolenie brytyjskich czytelników uczących się z jego powieści, że Zjednoczone Królestwo to najwspanialsze państwo na świecie, a kolonialne porządki, to najlepsze, co spotkało kolonizowane państwa. "Park historie o walce o naprawdę wielką Brytanię przekonywały, że to właśnie szpiedzy są ostatnią linią obrony Imperium".

3 z 10Podzielony Wiedeń

Obraz
© principal2010.wordpress.com

W przeciwieństwie do wielu pracowników brytyjskiego wywiadu Park nie wywodziła się z bogatej, wpływowej rodziny z koneksjami. Do szkoły w Londynie przybyła wprost z Afryki. By złapać autobus do najbliższego dużego portu 11-letnia dziewczynka przez trzy dni przedzierała się przez sawannę. Pobyt na wyspach okupiła osobistymi wyrzeczeniami - swoich rodziców nie widziała przez 12 lat, gdy umierał jej młodszy brat, ona była na innym kontynencie.

Dlatego swojej kariery nie zaczęła od żadnego prestiżowego stanowiska. Początkowo była zwykłą urzędniczką, tyle tylko, że przejawiała talent do szyfrów i kodów. Szkoliła więc członków europejskich ruchów oporu w posługiwaniu się odpowiednimi szyframi, dzięki którym komunikowali się z żołnierzami aliantów. Zakończenie II wojny światowej przywitała jednak w Afryce Północnej, do której została zesłana za karę. Legenda mówi, że zakwestionowała kompetencje swojego przełożonego - w brytyjskich służbach lat 40., w których wciąż obowiązywała sztywna struktura społeczna, takie zachowanie musiało spotkać się z konsekwencjami.

Park wykorzystała to jednak na swoją korzyść i tuż po wojnie wylądowała w Polowej Agencji Wywiadu Technicznego, który wysłał ją do Wiednia z bardzo specyficznym zadaniem - miała rekrutować hitlerowskich naukowców, którzy po upadku III Rzeszy poszukiwali nowego pracodawcy.

4 z 10Ratując nazistów

Obraz
© AFP

Proceder może się wydawać oburzający, ale taka była powojenna rzeczywistość. Gdy tylko III Rzesza upadła służby specjalne ZSRR, USA i Wielkiej Brytanii rzuciły się na bogactwa pokonanego wroga. Jednym z nich, być może najcenniejszym, byli naukowcy pracujący nad nowoczesnymi technologiami wojskowymi. Wywiady aliantów mamiły ich odpuszczeniem win, w zamian za wierną służbę nowemu panu.

Najsłynniejszym nabytkiem amerykańskich służb był Wernher von Braun (na zdjęciu), zadeklarowany nazista, twórca rakiet V2, które pod koniec wojny spadały na brytyjskie miasta. Amerykanie zaproponowali mu nowe życie w Stanach Zjednoczonych. W zamian von Braun miał współtworzyć ich program lotów kosmicznych. Gdyby nie on podbój kosmosu postępowałby o wiele wolniej, a pierwsza wyprawa na Księżyc najprawdopodobniej odbyłaby się kilkanaście lat później.

Park nie miała na swoim koncie tak spektakularnych sukcesów jak rekrutacja von Brauna, ale przemykając po zniszczonym, podzielonym na strefy okupacyjne Wiedniu, nabierała odpowiedniego doświadczenia. I uczyła się, że w pracy w służbach nic nie jest czarno-białe. Bywała też bardzo użyteczna. Jak podaje Corera,* "dla Daphne Park pracowało dwóch podpułkowników, major specjalizujący się w broni rakietowej, starszy sierżant i dwudziestu kierowców"*. Młoda agentka dobrze radziła sobie też w sytuacjach stresowych, gdy głównym czynnikiem był czas. Po prostu wiedziała, że musi być szybsza niż Sowiecie. "Kiedy Rosjanie docierali do nich pierwsi, po prostu ich porywali i na tym się kończyło. Nikt już nigdy o nich nie słyszał" - powie później o naukowcach wywożonych do ZSRR lub zabijanych za odmowę współpracy.

5 z 10Strach przed Rosją

Obraz
© AFP

Bezwzględność Rosjan budziła w Park jednocześnie strach i fascynację. "Rosjanie porywali tak wielu naukowców, że zapragnęłam nauczyć się rosyjskiego i służyć w Związku Radzieckim, zobaczyć, jak tam jest naprawdę" - cytuje jej słowa Corera.* "Obserwowałam jak zagarniają Czechów i Polaków, ludzi, których znałam. Chciałam poznać i zrozumieć tych, którzy żyli pod jarzmem reżimu.* (...) Patrzyłam jak panoszą się na ulicach Wiednia, i wzbierała we mnie złość".

Do wywiadu trafiła po tym jak wykazała się lojalnością, odwagą i inicjatywą. Gdy w pewnym momencie zgłosił się do niej gotowy do zdrady radziecki major, Park pobiegła do wiedeńskiej stacji MI6. Jednak agenci brali się do roboty zbyt opieszale - nim ogarnęliby misję Rosjanin już dawno zostałby odesłany do kraju na pewną śmierć. Park wykorzystała więc swoje prywatne kontakty i sama zapewniła bezpieczeństwo temu cennemu źródłu informacji. I tak znalazła się na celowników brytyjskiego wywiadu, zainteresowanego jej niezwykłym talentem i umiejętnością zachowania zimnej krwi.* Do SIS (Secret Intelligence Service) wstąpiła w 1948 roku.*

Na zdjęciu:współczesna siedziba MI6

6 z 10Spacery po Moskwie

Obraz
© AFP

Praca u nowego pracodawcy nie od razu ją zauroczyła. Pomimo niewątpliwego talentu Park wciąż musiała się wiele dowiedzieć. Uczyła się podstaw nowego fachu, szlifowała umiejętność posługiwania się językiem rosyjskim, udawała zwykłą urzędniczkę w strukturach NATO. Dopiero w 1954 roku została wysłana do Moskwy, by tam, udając sekretarkę, zbierać informacje wywiadowcze.

Nie mogła wybrać lepszego momentu. Związek Radziecki przeżywał akurat jedną ze swoich odwilży. Stalin już nie żył, wojna koreańska właśnie się zakończyła, a na szczytach władzy toczyła się krwawa przepychanka o władzę. Dzięki temu nikt nie miał czasu by kontrolować podrzędną urzędniczkę w brytyjskiej ambasadzie - która bardzo chętnie zwiedzała Moskwę i inne rosyjskie miasta. I nawiązywała nowe przyjaźnie.

Z tego okresu pochodzi jedna z najbarwniejszych anegdotek opowiadanych później przez Daphne Park. Otóż któregoś dnia 1956 roku, podczas rozwijającego się w Egipcie kryzysu sueskiego, brytyjska ambasada w Moskwie została otoczona przez tłum agresywnych demonstrantów. Sytuacja się zaostrzała, ale niezrażeni Brytyjczycy wysłali na zewnątrz swych emisariuszy - ubranych w mundury attaché. Podeszli oni do rosyjskiego żołnierza obserwującego oblężenie, zasalutowali i uprzejmie zapytali, czy nie wie, kiedy demonstracja dobiegnie końca, gdyż ambasador planował lunch ze swoimi gośćmi. Jeżeli wierzyć słowom Daphne Park Rosjanin odpowiedział spokojnie: "Ta spontaniczna demonstracja ludowego gniewu zakończy się dokładnie kwadrans przed pierwszą".

Na zdjęciu: flaga powiewająca na ambasadzie Wielkiej Brytanii w Rosji

7 z 10Znowu w Afryce

Obraz
© AFP

Kolejnym przystankiem w karierze Park była stolica Konga - dzisiejsza Kinszasa, nosząca jeszcze wtedy kolonialną nazwę Leopoldville, na cześć króla Leopolda II, jednego z największych ludobójców ostatnich wieków. To tu Park pokazała pełnię swojego talentu budując potężną, świetnie działającą siatkę szpiegowską, której członkowie dostarczali Brytyjczykom świeżych i pewnych informacji.

Park urzekła Kongijczyków przede wszystkim swoją bezpośredniością.Choć zaproponowano jej mieszkanie w ekskluzywnej rezydencji na strzeżonym osiedlu, ona zdecydowała się na pozbawione wygód domostwo pod miastem. Słusznie uznała, że do drogiego, pilnie strzeżonego domu nigdy nie przyjdzie żaden informator. Jak pisze Corara ten wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. "Niebezpiecznie było tylko raz, gdy próbowali dostać się do jej domu przez okno włamywacze. Zaczęła wtedy krzyczeć, że jest wiedźmą i jeśli nie zostawią jej w spokoju, odpadną im jaja". I choć Belgowie - odchodzący władcy rwącego się ku niepodległości Konga - mówili, że jest szalona, szybko okazało się, że do niepozornego domku na przedmieściach Kinszasy naprawdę przychodzą zaciekawieni Kongijczycy.

"Nigdy nie pytałam, czy mają ochotę dla nas szpiegować, i nigdy nie powiedziałam, że jestem oficerem wywiadu, nie było takiej potrzeby. (...) Po prostu wiedzieli, że mam pewne dojścia i sporo mogę... Nie prosiłam ich o zdradzenie żadnych tajemnic, rozmawiałam z nimi tak długo, aż robili to sami z własnej woli".

Na zdjęciu: antybelgijska demonstracja w Kinaszasie/Leopoldville

8 z 10Inaczej niż w filmie

Obraz
© domena publiczna

Przywołany na poprzednim slajdzie cytat idealnie opisuje podejście, które charakteryzowało Daphne Park. Ponad efekciarskie szpiegowskie zabawy przedkładała pracowitość i zaufanie. Swoich kontaktów nie zdradziła nawet miejscowemu ambasadorowi Wielkiej Brytanii. Zawsze dbała o informatorów i nigdy nie namawiała ich do zdrady. Dziś, w epoce wojny z terrorem i internetu, taka postawa odchodzi do lamusa, ale z książki Gordona Corera wynika, że właśnie tak powinna wyglądać praca dobrego szpiega.

Park często zresztą wyśmiewała ludzi, którzy nie rozumieli jej pracy. Wydawało im się, że szpiedzy to superbohaterowie wprost z filmów o Jamesie Bondzie, ale najzdolniejsza brytyjska agentka szybko wyprowadzała ich z błędu. Chętnie żartowała, że jednym z najbardziej emocjonujących momentów w jej karierze, był ratunek Damiana Kandolo, adiunkta Patrice Lumumby (na zdjęciu) - ówczesnego premiera Demokratycznej Republiki Konga. Gdy Kandolo został zdemaskowany jako informator brytyjskich tajnych służb, Park postanowiła ocalić mu życie i pomóc wydostać się z kraju.* Zapakowała go więc do bagażnika swojego malutkiego citroena DC i bez przeszkód dowiozła na prom*. "Ludzie nigdy nie podejrzewają, że możesz cokolwiek schować w citroenie DC, to jedna z największych zalet tego auta" - tłumaczyła później. Wyznawała też, że jest fatalnym kierowcą, więc nikomu nie przyszło do głowy, iż mogłaby taką misję przeprowadzić samodzielnie.

Innym razem, gdy cwaniacy z centrali przysłali do Konga cały zestaw nowiutkich zabawek dla szpiegów, Daphne park wyśmiała "śmierdzące bomby" mające służyć do rozganiania demonstrujących tłumów.* "Raz udało nam się wyzwolić smrodek przypominający zapach dochodzący spod spoconej pachy, nic więcej"* - konstatowała w sarkastycznym telegramie. "Nie sądzę, żeby rozwścieczonemu Kongijczykowi robiło to jakąkolwiek różnicę".

9 z 10Doktryna siły

Obraz
© AFP

Po zamordowaniu Lumbabe (zginął zabity przez kongijskich żołnierzy, działających na rozkaz belgijskich agentów służb specjalnych - dawnym panom nie w smak były buńczuczne rządy kongijskiego patrioty) Park opuściła Kongo - kraj wpadał w kolejną spiralę krwawych wojen o władzę i nie był już bezpiecznym miejscem dla dobrotliwej agentki brytyjskiego wywiadu. Kolejnym przystankiem w jej karierze była Lusaka w Zambii, ale naprawdę wykazać się miała dopiero na placówce w Hanoi w Wietnamie Północnym, na której pracowała w latach 1969-70.

To właśnie tutaj podejście Park do przemocy nieco się zmieniło. O ile do tej pory nie nosiła ze sobą nawet broni, o tyle obserwując niemoc rządu Wielkiej Brytanii wobec reżimu Ho Chi Minha (na zdjęciu), zapragnęła, by kraje zachodnie bardziej się zaangażowały. I zmusiły komunistycznego przywódcę do ustępstw - nawet siłą. Nie dane jej jednak było obserwować brytyjskich żołnierzy w akcji. Ba, nawet jako szpieg i dyplomata musiała się zadowalać minimalnym wpływem na rozgrywające się wokół wydarzenia - jako, że rząd Zjednoczonego Królestwa nie uznawał rządu Wietnamu Północnego,* przebywająca w Hanoi Park nie mogła nawiązywać kontaktów z żadnymi członkami gabinetu Ho Chi Minha*. Najzdolniejsza szpieg MI6 traciła więc czas na oficjalne uroczystości i niewiele warte spotkania z przedstawicielami świata kultury.

Rozgoryczona tą sytuacją, stała się orędowniczką większego zaangażowania wojsk amerykańskich w konflikt wietnamski - a były to na przełomie lat 60. i 70. bardzo niepopularne poglądy. W USA trwały protesty, cały świat oburzał się na zbrodnie popełniane przez jedną i drugą stronę, coraz więcej Amerykanów umierało w wojnie o daleki, niewdzięczny kraj. Park dyskredytowała jednak nabrzmiewające w Stanach Zjednoczonych oburzenie. Uważała, że antywojenne protesty hipisów są wyreżyserowane przez Rosjan.

To zdecydowanie pozostanie jej do końca życia. Już na emeryturze, w latach 90. będzie głośno potępiać rozmowy pokojowe z bojownikami Irlandzkiej Armii Republikańskiej ("Lampart nie zmienia swych cętek w jedną noc"- mawiała) . Gdy wybuchnie wojna z terrorem Park będzie broniła rosnących uprawnień służb specjalnych i postulowała jak najostrzejsze podejście do wrogich bojowników ("Natura nowego zagrożenia jest o wiele bardziej skomplikowana i wymaga nowego podejścia").

10 z 10Wyjście z cienia

Obraz
© domena publiczna

"Główną bronią kobiety szpiega jest seks. Kiedy już owinie sobie wokół palca agenta lub informatora, może wpaść we własne sidła i zakochać się". Te słowa jednego z pierwszych szefów MI6 przywołuje Gordon Corera, by przybliżyć czytelnikom, jak zacofana były brytyjskie tajne służby, gdy Park rozpoczynała karierę. Autor tych mądrości (jego nazwisko zostaje w książce miłościwie przemilczane) dodawał jeszcze: "Angielskie kobiety mają niewielką wiedzę o obcokrajowcach i małe doświadczenie. Nie potrafią się z nimi obchodzić tak dobrze jak, dajmy na to, Francuzki".

A jednak Daphne Park udowadniała, że kobieta pracująca jako szpieg nie musi być uwodzicielską modliszką. "Czy ja wyglądam jak Mata Hari?" śmiała się głośno. I rzeczywiście - żaden hollywoodzki reżyser nie obsadziłby tej niewielkiej, niepozornej kobiety w roli najwybitniejszej kobiety-szpiega w historii MI6. Siła Park tkwiła w chłodnym umyśle i niezwykłej umiejętności zdobywania sobie zaufania. Myślała na zimno, opracowywała własne metody i ponad ceniła sobie lojalność. Budowała siatkę wywiadowczą według reguł gry. Powoli, bez efekciarskich akcji, jeden informator po drugim.

O wiele bliżej, niż do bohaterek powieści Iana Fleminga było jej do tych z książek Johna La Carre'a. Konflikt pomiędzy tradycyjnym szpiegostwem a agresywnymi metodami nastawionymi na szybkie efekty to zresztą temat najnowszego filmu na podstawie powieści La Carre'a - "Bardzo poszukiwany człowiek". Gdyby występowała w nim Park, jej postać byłaby sprzymierzeńcem głównego bohatera granego przez Philipa Seymoura Hoffmana - zmęczonego profesjonalisty próbującego zdobyć zaufanie informatorów i ocalić ich od Guantanamo. Wbrew naciskom ze strony rządnych szybkich, efektownych aresztowań karierowiczów, którzy uwielbiają pracować w błysku fleszy.

Sama Królowa Szpiegów trafiła przed kamery dopiero w 1993 roku, 14 lat po tym, jak przeszła na emeryturę. Wystąpiła w słynnym programie BBC Panorama, by wytłumaczyć zwykłym Brytyjczykom, dlaczego potrzebują służb specjalnych. Przygotowywała ich na wielką niespodziankę - w 1994 roku rząd Wielkiej Brytanii w końcu przyzna, że wykonująca tajne misje szpiegowskie agencja MI6 w ogóle istnieje.

Tomasz Pstrągowski

Wybrane dla Ciebie