O dziewiątej piętnaście dzieciak rozdzierająco ziewnął i zaszeleścił dwiema warstwami ortalionu. Przetarł oczy, usiadł i zobaczył koło siebie wyjątkowo długiego, chrapiącego człowieka, któremu kawałek uschniętego liścia trzciny wodnej przykleił się do mokrego policzka.
Dźgnął śpiącego kilka razy palcem wskazującym w szyję.
- Mamo, jeszcze pięć sekund - wymamrotał śpiący mężczyzna i przekręcił się na drugi bok. Niestety, na ten manewr pomost był zdecydowanie za wąski i długi pan wpadł do płytkiej, ciepłej jak zupa wody jeziora Krzywe, zmuszając do ucieczki w trzciny całą ławicę okoni.