O godzinie drugiej do kabiny generała wszedł jego zastępca i wyszeptał:
– Oczekuję rozkazu podjęcia kontrataku, panie generale.
– Czy słyszysz, jak one zgrzytają?
– Proszę?
– Moje nogi. Moje cieniutkie, szklane nogi.
– Panie generale, zdaję sobie sprawę, że ma pan problemy z nogami, ale, z całym szacunkiem, panie generale, proszę wziąć pod uwagę – głos adiutanta był już trochę podniesiony – że nie ma czasu na zajmowanie się takimi sprawami.
– Myślicie, poruczniku, że to jakiś żart, prawda? Ale zrozumiałby pan, gdyby to pana nogi były zrobione ze szkła. Nie mogę wyjść na brzeg. Na to właśnie liczy Kemal. Że wstanę i moje nogi rozlecą się na kawałki.
– Tu są ostanie meldunki, panie generale – zastępca podsunął mu przed oczy kartkę. – Zauważono turecką kawalerię w odległości stu mil na wschód od Smyrny – czytał. – Liczba uciekinierów osiągnęła już 180 tysięcy, czyli wzrosła od wczoraj o 30 tysięcy.
– Nie wiedziałem, że śmierć będzie wyglądać właśnie tak, poruczniku. Czuję się podobnie jak pan. Odszedłem. Wyruszyłem już w podróż do Hadesu, ale nadal pana widzę. Proszę mnie posłuchać – śmierć niczego nie kończy. Właśnie to odkryłem. My pozostajemy, nadal trwamy. Martwi widzą, że jestem jednym z nich. Otaczają mnie. Pan ich nie widzi, ale oni tu są. Matki z dziećmi, stare kobiety, wszyscy są tutaj. Niech pan powie kucharzowi, żeby przyniósł mi lunch.