Taki jest właśnie punkt wyjścia do rozważań badacza. Niestety, autor znów prezentuje to samo podejście, co w „Zamachu” - tradycyjnie, kto się z nim nie zgadza, ten prezentuje argumenty albo naiwne, albo wynikające ze złej woli. Spekulacje, hipotezy, strzępy poszlak traktowane są tu niczym prawda objawiona, zaś słynny „moskiewski ślad” w sprawie ks. Popiełuszki nie jest w pracy „Zabić księdza” śladem, ale pewnikiem i jedynie słuszną wersją. Zazdroszczę autorowi tej bezkompromisowej pewności, bowiem moim zdaniem, w ostatnich latach nie pojawiły się żadne dokumenty, które pozwoliłyby wszystkie pozostałe hipotezy uznać za fałszywe. A trzeba przyznać, że na przestrzeni tych trzydziestu jeden lat, owych hipotez było już bardzo wiele – od „samowolki” czterech esbeków i osobistych porachunków Piotrowskiego z ks. Popiełuszką, po iście makiaweliczny plan Kiszczaka, którego jednym z wykonawców miał być Waldemar Chrostowski. „Moskiewski ślad” przewijał się wśród tych rozważań wielokrotnie, nie raz już można było
przeczytać o próbie zastąpienia Jaruzelskiego jakimś bardziej „betonowym” komunistą – najlepiej Milewskim, który miał jednak ten minus, że „umoczony” był w aferę „Żelazo”, co wytykano mu za każdym razem, kiedy tylko próbował osiągnąć zbyt wysoki szczebelek w czerwonej drabinie. Kisielewski po prostu połączył domniemania o działaniu KGB z tymi o walkach frakcyjnych w PZPR i, powtarzam, moim zdaniem nie odkrywając właściwie nic nowego, ogłosił swoją wersję.