WAŻNE
TERAZ

Szef MON po rozmowie z wysłannikiem Zełenskiego. Zabrał głos

Nie tak dzika Azja

Są ludzie, którzy jeżdżą po świecie, tylko po to, żeby skorzystać z odmiennego klimatu i wylegiwać się w hotelu z basenem. Inni podróżują, żeby zwiedzać zabytki i sławne miejsca, które dziesiątki razy widzieli w telewizji czy na kinowym ekranie. Jeszcze inni budują swoje trasy wycieczkowe jedynie w oparciu o przewodniki i turystyczne mapy. Ludwika Włodek - socjolożka, podróżniczka i specjalistka od Azji Środkowej - podróżuje głównie po to, żeby spotykać ludzi. I z nimi rozmawiać. Na rynku pojawiła się właśnie najnowsza książka Włodek, "Wystarczy przejść przez rzekę".

1 z 9W podróży przez Azję Środkową

Obraz
© AFP

"Azją Środkową zajmują się głównie analitycy, wszyscy inni mają ten region w nosie" - powiedziała w połowie stycznia Ludwika Włodek w wywiadzie dla serwisu Xiegarnia.pl. I rzeczywiście, kraje takie jak Turkmenistan, Kirgistan czy Uzbekistan są niezbyt bogato reprezentowane, jeśli przyjrzymy się półkom w polskich księgarniach. A chyba najlepiej kojarzonym u nas motywem kulturowym związanym z tym regionem jest wątek pani Stasi, kazachskiej gosposi z serialu "Klan". To ta starsza pani, która mocno "wschodnio" zaciąga wypowiadając słynną kwestię "Bożesz ty mój".

2 z 9Pani prezydent

Obraz
© Rozy Otunbajewa || AFP

Dwanaście rozdziałów "Wystarczy przejść przez rzekę" (każdy z nich to w zasadzie osobny reportaż) nazwanych zostało od imienia osób, które na swej drodze spotykała autorka - nie tylko w regionie, ale też choćby w Warszawie. Włodek po Azji Środkowej podróżuje od 1999 roku, pierwszy raz pojechała tam w wieku 23 lat. To ludzie znajdują się w centralnym miejscu tej opowieści - przez cały czas na pierwszym planie znajdują się ich poglądy, wspomnienia wydarzeń politycznych czy konfliktów zbrojnych. A także normalne życie, w którym autorka stara się współuczestniczyć. "Doceniam w podróży kontakt z ludźmi. Właściwie nadal uważam, że to najważniejsza rzecz" - pisze Włodek.

Wyjątkowo interesujący jest rozdział tyczący byłej premier i prezydent Kirgistanu, Rozy Otunbajewej.* "Jestem jedynym byłym prezydentem w całej Azji Środkowej. I jestem z tego dumna.* U nas w regionie nikt do tej pory nie oddał dobrowolnie władzy" - mówiła o sobie Otunbajewa w czasie wykładu wygłoszonego na Uniwersytecie Warszawskim. Po pierwsze: to niezwykłe, że w tak patriarchalnym społeczeństwie tak daleko zaszła kobieta. Po drugie: kobieta dość ekscentryczna, podejmująca odważne decyzje.* Otunbajewa zerwała na przykład z tradycją nakazującą każdemu nowowybranemu prezydentowi wywieszenie swoich wizerunków w miejscach publicznych*(od kin po stragany). Pani prezydent po prostu... nie zrobiła swojego oficjalnego portretu.

3 z 9Tradycyjne porwania

Obraz
© Kirgistan, krajobraz po antyrządowych zamieszkach w 2010 roku || AFP

Otunbajewa pragnęła także pokazać obywatelom zupełnie nowe standardy prowadzenia polityki. W podróże zagraniczne latała samolotami rejsowymi, a członkowie delegacji nie mogli korzystać z hoteli - sugerowano im spanie w ambasadach. Choć jej rządy były tylko tymczasowe (Otunbajewa piastowała stanowisko prezydenta przez 1,5 roku), na zawsze zapisała się w najnowszej historii Kirgistanu.

Przejmujący jest również rozdział zatytułowany "Gulzat". Opisuje on region issykulski, w którym nadzwyczaj częste są przypadki porwań kobiet. Te "kradzieże" to swoista miejscowa tradycja, brutalny substytut naszych randek i wyjść do kina.

4 z 9Kobieta felerna

Obraz
© Panna młoda w tradcyjnym kirgijskim stroju || AFP

"Kradzieże" kobiet polegają na dosłownym porywaniu ich (z pomocą kolegów) z ulicy i wywożeniu do mieszkań porywaczy. Tam wybranki namawiane są do ślubu aż do skutku. Najczęściej kobieta w końcu się łamie i dochodzi do ceremonii. Choć 2/3 wszystkich porwań to tylko zaaranżowane sytuacje, zorganizowane jedynie po to, by tradycji stało się zadość, to aż 1/3 przypadków wiąże się z przymuszeniem kobiet do zgody na ślub. Jednocześnie ewentualna niezgoda rodziców niewiele daje. A może wręcz zaszkodzić - jak tłumaczyła autorce kobieta imieniem Gulzat, "porwana, a nie wydana za mąż dziewczyna uchodzi za felerną, wybrakowaną.Wszyscy zaczynają plotkować, dlaczego ją ukradli, a potem nie chcieli. Jest na to jedno wytłumaczenie: widać było z nią coś nie tak".

5 z 9Bezpieczniejsze niż kradzież bydła

Obraz
© Wesele w Kirgizji || AFP

W Kirgistanie istnieje fundacja walcząca z tym procederem, prowadzona przez Munarę Beknazarową. Walka z tradycją nie jest jednak łatwa. Tym bardziej, że miejscowe prawo bardzo pobłażliwie podchodzi do kwestii porwań. "Kodeks karny za poważniejsze przestępstwo uznaje kradzież bydła. Złodziej koni czy baranów może dostać nawet jedenaście lat odsiadki, a komuś, kto porwał kobietę i zmusił ją, by za niego wyszła, do niedawna groziły zaledwie trzy lata". I choć dziś kary za "ała kaczu" (dosł. tłum. "zabrać i uciec") mogą już być wyższe, to jednak społeczne przyzwolenie na proceder sprawia, że sądy nie są zbyt chętne, by skazywać winnych na długie wyroki.

6 z 9Porywają, bo mogą

Obraz
© Oksana, jedna z ofiar porwań || AFP

Koszmar młodych, porwanych kobiet polega między innymi na tym, że po przyjęciu "zalotów" nie mogą kontynuować nauki. Nie zmienia to jednak faktu, że jakakolwiek próba ingerowania w tradycję traktowana jest przez miejscowych jako "zamach na narodowe wartości". Na koniec rozdziału "Gulzat" Włodek przywołuje szokujące słowa Thomasa Mortona, narratora filmu dokumentalnego pt. "Bride Kidnapping in Kyrgystan": "Wydaje się, że prawdziwy powód, dla którego mężczyźni porywają kobiety w Kirgistanie, jest dokładnie taki sam jak ten, dla którego robi się wszystkie inne podejrzane rzeczy wszędzie na świecie. Dokładnie z takiego samego powodu pies liże sobie jaja - bo po prostu może to robić. A to oczywiście jest najstarsze i najbardziej gówniane wytłumaczenie, jakie tylko można sobie wyobrazić".

7 z 9Kompendium wiedzy

Obraz
© Występ kirgijskiego jeźdźca || AFP

Włodek bardzo wiele miejsca poświęca sytuacji politycznej regionu. Zwłaszcza konfliktom na tle narodowościowym i skomplikowanych relacjach z dawnym Związkiem Radzieckim. Jest więc "Wystarczy przejść przez rzekę" prawdziwym kompendium wiedzy na temat przeszłości Azji Środkowej i powodów, dla których wygląda ona dziś tak, jak wygląda. Książkę wieńczy nawet dość dokładne kalendarium najistotniejszych wydarzeń z historii Azji Środkowej, od XVIII wieku do dziś. Jest o czym opowiadać: zamachy stanu, rewolucje, zamachy na oficjeli, wojna domowa, niepokoje społeczne, policyjne starcia z obywatelami.

8 z 9Przyjaźń z Azją Środkową

Obraz
© Ludwika Włodek || PAP

Jednocześnie jednak autorka nie ukrywa, że do tego regionu ma sentyment. Chętnie tam wraca dlatego, że tęskni. A "Wystarczy przejść przez rzekę"* to właśnie wyraz tej tęsknoty. "Zdążyłam zaprzyjaźnić się z Azją Środkową - pisze Włodek. - Może nie tyle ją zrozumieć, bo to dla przybysza z zewnątrz zawsze będzie trudne, ile poczuć jej specyficzną atmosferę i nauczyć się nią cieszyć". Warto dodać, że mimo niepewnej sytuacji politycznej regionu i licznych potencjalnych niebezpieczeństw, autorce zdarzało się jeździć do krajów Azji Środkowej wraz z dwójką małych dzieci.* "Jest bezpiecznie, ale każdy kto chce się tam wybrać, powinien śledzić bieżącą sytuację, ponieważ jeśli wybuchną zamieszki, podróż staje się ryzykowna" - ostrzegła niedawno w wywiadzie Włodek. - "Do miast takich, jak Samarkanda i Buchara, przyjeżdża dużo turystów, przede wszystkim zorganizowanych wycieczek, ale samotny turysta z plecakiem również się odnajdzie".

9 z 9Azja w obiektywie

Obraz
© książki.wp.pl

Książka Ludwiki Włodek została bogato zilustrowana jej zdjęciami z wyjazdów.* I właśnie te fotografie stanowią element książki, który najbardziej przybliża "sprawy codzienne" mieszkańców Azji Środkowej.* Tu niemal nie ma miejsca na kwestie społeczne, polityczne czy obyczajowe. Autorka przy tej okazji skupia się na drobnych, codziennych rytuałach. Możemy na przykład dowiedzieć się, jak noszą się Uzbeczki z najbardziej tradycyjnych, muzułmańskich rodzin, jak wyglądają kirgiskie kołpaki, jakie prace dorywcze wykonują dzieci czy też co najchętniej jedzą obywatele Tadżykistanu. Zdjęcia są kolorowe, a po minach fotografowanych osób widać, że właścicielka aparatu potrafi nawiązać kontakt z miejscowymi. Widać to też zresztą w treści książki.

Czy zbiór reportaży z Kirgistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu, Kazachstanu i Uzbekistanu sprawi, że kraje te staną się modnym kierunkiem wyjazdów turystycznych Polaków? Pewnie nie. Tym lepiej dla Ludwiki Włodek, która prawdopodobnie pozostanie jednym z niewielu specjalistów od Azji Środkowej.

B.P./Książki.wp.pl

Wybrane dla Ciebie